Logo Przewdonik Katolicki

Potwierdzanie zaproszenia

ks. Artur Stopka
Fot.

Od wielu lat, krótko po zakończeniu wakacji, pojawia się w polskich gazetach, a potem w radiu, telewizji i Internecie, temat powołań duchownych w Kościele katolickim. Po serii hurraoptymistycznych informacji przyszła fala doniesień o spadku, załamaniu, kryzysie powołań na polskiej ziemi.

Od wielu lat, krótko po zakończeniu wakacji, pojawia się w polskich gazetach, a potem w radiu, telewizji i internecie, temat powołań duchownych w Kościele katolickim. Po serii hurraoptymistycznych informacji przyszła fala doniesień o „spadku, załamaniu, kryzysie” powołań w Polsce.

 

 


 

W tym roku media doniosły, że spadek powołań duchownych został w naszym kraju zahamowany. Czyli nutka optymizmu. Rodzi się zatem pytanie, czy jednak możemy, jako wspólnota Kościoła, odetchnąć z ulgą i spokojnie patrzeć w przyszłość w kwestii odpowiedniej liczby i formacji księży, zakonników i zakonnic?

 

Bez uogólnień

Według wyliczeń, jakich dokonali rektorzy polskich seminariów duchownych podczas zjazdu w Płocku w połowie września br., naukę na pierwszym roku w seminariach diecezjalnych rozpoczęło ok. 700 alumnów, czyli mniej więcej tyle samo co rok temu.

Z agencyjnych i prasowych doniesień wiadomo, że liczby w poszczególnych kościołach lokalnych kształtują się rozmaicie. W jednych diecezjach nastąpił dość znaczący wzrost liczby kandydatów, w innych mamy do czynienia ze spadkiem, a w części utrzymuje się ona na podobnym poziomie co w latach poprzednich. To pierwszy sygnał, że uogólnienia w kwestii powołań do służby w Kościele w Polsce mogą prowadzić do błędnych wniosków.

Inne sygnały nie są nagłaśniane w mediach. Można je usłyszeć w pojawiających się raczej efemerycznie wypowiedziach przełożonych seminaryjnych, niektórych psychologów i socjologów, zajmujących się problemem formacji do kapłaństwa. Mówią też o nich doświadczeni księża obserwujący kleryków w czasie ich pobytu w parafiach, rodzice alumnów, a zdarza się, że ważne sygnały padają z ust samych alumnów.

 

Dzieci czasu

Psycholog Ewa Kosińska, która przeprowadzała wśród kleryków badania na temat ich funkcjonowania w seminarium, wskazuje na coś, co wydaje się oczywistością, ale wciąż do wielu chyba nie dociera. Dzisiaj seminaria duchowne zapełniają zupełnie inni ludzie, niż nie tylko 50, 30, 20, ale nawet 15 lat temu. „Współcześni klerycy są dziećmi obecnego czasu” - twierdzi Kosińska, akcentując m.in., że cechuje ich często niezdolność do bycia razem i mniejsze umiejętności w budowaniu wspólnoty. W tej sytuacji nic dziwnego, że płockie spotkanie rektorów odbywało się pod hasłem: „Formacja alumnów do wspólnoty teraz i w przyszłości”.

Jednym z powodów występujących trudności z życiem wspólnotowym kandydatów do kapłaństwa są współczesne zdobycze komunikacji międzyludzkiej. „Internet odpersonalizowuje. Klerycy muszą nauczyć się być ze sobą fizycznie, a nie tylko wirtualnie” - podkreśla Kosińska. Jej zdaniem problemem, przed którym stoją seminaria, jest sposób pielęgnowania pierwotnego entuzjazmu, z jakim młodzi ludzie przychodzą do seminarium. Kosińska uważa, że należy go przekuwać na wierność kapłaństwu.

 

Na próbę

Tu pojawia się kolejny problem. Starsi kapłani, obserwujący dzisiejszych alumnów, często zwracają uwagę na płytkość motywacji, z jaką przekraczają oni progi seminarium. - Myśmy szli z głębokim przekonaniem, że mamy być kapłanami, a oni idą tak bardziej na próbę – z niepokojem zauważył w rozmowie ze mną ksiądz, który przyjął święcenia kilkanaście lat temu. Jego zdaniem jest to podejście podobne do popularnego dzisiaj mieszkania młodych razem „na próbę”.

O tym, że problem nie jest wydumany, świadczą fakty. Zdarzają się w Polsce seminaria duchowne, do których po wakacjach nie wraca kilkudziesięciu alumnów. Bywa, że po dwóch, trzech latach na roku pozostaje jedna trzecia alumnów. A i ci, którzy nie rezygnują z drogi do kapłaństwa, przeżywają duże problemy. - Klerycy starszych roczników często mówią o nietrwałości entuzjazmu, z którym przychodzą do seminarium. Z badań wynika, że 27 proc. z nich boi się odejścia od ideałów, planów i marzeń - mówił do rektorów biskup płocki Piotr Libera.

Ks. Grzegorz Ryś, od kilku lat rektor krakowskiego seminarium, a od września br. nowy przewodniczący Konferencji Rektorów Wyższych Seminariów Duchownych Diecezjalnych i Zakonnych, wskazuje na inny problem dotyczący dzisiejszych powołań duchownych. Jego zdaniem kandydatów do kapłaństwa cechuje obecnie duża otwartość, brak kompleksów. Konieczne jest zatem indywidualne podejście do każdego alumna. - Najważniejsze, by młody człowiek był przekonany, że razem z nim idziemy do kapłaństwa, że widzimy, czego on potrzebuje. Z obu stron potrzebne jest też zaufanie - akcentuje ks. Ryś.

 

Inny adresat

Media co roku skupiają się wyłącznie na liczbie młodych ludzi wstępujących do seminariów. Tymczasem równie ważnym aspektem jest to, ilu młodych w nich pozostaje, a przede wszystkim, ilu przechodzi całą formację i jakie ona przynosi efekty. To ważne, jaki procent spośród wstępujących do seminariów przyjmuje święcenia. A jeszcze ważniejsze jest to, jacy są ci, którzy wchodzą w kapłaństwo. Biskup opolski Andrzej Czaja stwierdził niedawno w wywiadzie dla KAI: „Jeśli mówimy o konieczności przemodelowania stylu duszpasterstwa, to przecież musimy rzecz uwzględnić na etapie przygotowań do kapłaństwa”. Bp Czaja widzi pewne niepokojące symptomy. Jego zdaniem młody człowiek wychodzący z seminarium bywa nieraz bardzo roszczeniowy, butny, a przy tym pozbawiony wewnętrznej determinacji. Z drugiej strony doskwierają mu choroby młodego pokolenia - wystarczy na niego groźniej spojrzeć, a już się boi. Gra bohatera, a gubi się w prostych sytuacjach, bo jest słaby psychicznie. „Widać także brak duchowej głębi: jest bardzo pobożny, ale na ile jest w nim żywa, podmiotowa wiara?” - pyta biskup opolski, przyznając, że struktury seminaryjne, pochodzące z dawnych czasów, nie nadążają za faktem, że tak bardzo zmienił się ich „adresat” . Dzisiaj w Polsce organizator każdej większej imprezy, rozsyłając zaproszenia, prosi o potwierdzenie obecności. Wiadomo jednak, że wielu z tych, którzy potwierdzili swą obecność, ostatecznie jednak nie dotrze i sala w wielu miejscach będzie świecić pustkami. Sytuacja w dziedzinie powołań duchownych w Polsce wydaje się aktualnie podobna. Nadal wielu jest tych, którzy potwierdzają otrzymanie zaproszenia i wstępują do seminarium, ale pytania, ilu i w jakiej kondycji dotrze do kapłaństwa, pozostają otwarte.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki