Logo Przewdonik Katolicki

Tenkity - kult św. Wojciecha w niepodzielonym Kościele

Monika Białkowska
Fot.

Miejsce śmierci św. Wojciecha nie jest dokładnie ustalone i nikt nie może dziś o nim wyrokować ze stuprocentową pewnością. W żywocie św. Wojciecha pojawia się jedynie nazwa Cholinum.

Miejsce śmierci św. Wojciecha nie jest dokładnie ustalone i nikt nie może dziś o nim wyrokować ze stuprocentową pewnością. W żywocie św. Wojciecha pojawia się jedynie nazwa „Cholinum”.

 

Może chodzić o Święty Gaj i historyczny gród Tuso – ale wówczas św. Wojciech, zamiast dotrzeć tam bezpiecznym i krótkim szlakiem bursztynowym, musiałby iść do Świętego Gaju okrężną drogą, najpierw na północ do Gdańska, a później z powrotem na południe. Istnieje jednak drugie prawdopodobne miejsce śmierci św. Wojciecha – Tenkity na terenie dawnej Sambrii, utrzymującej wówczas kontakty z Gdańskiem. Dziś Tenkity znajdują się w Rosji, w obwodzie kaliningradzkim, niedaleko Primorska. Wysoka skarpa Tenkit schodzi do samego Bałtyku.

 

Kaplica króla Kanuta

O Tenkitach i jego historii opowiada abp Henryk Muszyński, który udał się tam na zaproszenie ks. Jerzego Steckiewicza. – Pierwszą kaplicę w Tenkitach wzniósł ku czci św. Wojciecha duński król Kanut Wielki, który opanował Sambrię w roku 1023. Można więc powiedzieć, że to miejsce ma nieprzerwaną tradycję kultu aż od czasów św. Wojciecha. Później w połowie XIII w. murowany kościół ku czci św. Wojciecha postawili tam Krzyżacy – ta świątynia spłonęła, więc w jej miejsce w 1424 r. postawiono kolejną. W XV w. Tenkity były miejscem pielgrzymowania, obdarowanym licznymi odpustami. Pielgrzymki do Tenkit prowadził sam biskup sambijski i wielki mistrz krzyżacki, w 1518 r. przybył tu również arcybiskup gnieźnieński Jan Łaski.

 

Krzyż hrabiny Wielopolskiej

Kiedy Prusy zaczęły przechodzić na protestantyzm, kościół w Tenkitach popadł w ruinę. Pamięć o św. Wojciechu jednak nie umarła. W miejscu kościoła postawiono duży drewniany krzyż, upamiętniający miejsce śmierci św. Wojciecha. Krzyż stanął w 1822 r., wykonany był z drewna dębowego malowanego na czarno, sięgał wysokości 25 stóp. Po stu latach, kiedy już czas zostawił na nim swoje ślady, zainteresowała się nim hrabina Wielopolska, która musiała przyjechać tu na wygnanie z Krakowa. Ona to dała pieniądze na nowy krzyż. Początkowo miał być niewielki – ale ostatecznie odlany został potężny, dziesięciometrowy krzyż żeliwny, który stanął na głębokim fundamencie. Uroczyste wzniesienie krzyża hrabiny Wielopolskiej odbyło się w 1831 r. Na dole krzyża umieszczono napis w języku niemieckim: „Biskup św. Adalbert umarł tu śmiercią męczeńską w roku 997 za światłość chrześcijaństwa. Wielopolska 1831”.

 

W programie ateizacji

Na obchody 900-lecia śmierci św. Wojciecha krzyż został odnowiony przez Kościół Ewangelicki Prus Wschodnich. Wielki czciciel św. Wojciecha, pastor Heger, proboszcz Tenkit, wydał historyczną broszurę o tym miejscu, był również gospodarzem i organizatorem pielgrzymek do Tenkit – z Prus, Polski, Litwy. Za jego czasów teren wokół krzyża wykupiono, uporządkowano i zasadzono tam świerkową aleję. Stan taki trwał do końca II wojny światowej.

 

 

Krzyż hrabiny Wielopolskiej został zniszczony w 1946 r. Rok później z okolicznych terenów wysiedlono ostatnie rodziny niemieckie. Zamknięto wszystkie kościoły i rozpoczęto wprowadzanie programu powszechnej ateizacji. W okolicy nie było żadnej, nawet prawosławnej parafii. Teren Tenkit znalazł się w zamkniętej strefie wojskowej, niedostępnej dla zwykłych ludzi.

 

Odnaleziony

- Krzyża na wojskowym terenie nie było, ale zostały po nim przecież fundamenty – opowiada abp Muszyński. – Pewnego dnia znalazł je radziecki oficer, który przyszedł opowiedzieć o tym ks. Jerzemu Steckiewiczowi, przebywającemu w obwodzie kaliningradzkim od 1991 r. Ten pojechał tam najpierw z abp. Kondrusiewiczem, a następnie rozpoczął starania o ustawienie nowego krzyża tam, gdzie stał poprzedni, stary i zniszczony.

Wówczas pojawiła się również idea ustawienia w miejscu śmierci św. Wojciecha „kaplicy spotkania” z myślą o wiernych różnych wyznań, oddających cześć św. Wojciechowi.

 

Kłopot z kształtem

Prowizoryczny, mały krzyż poświęcił abp Kondrusiewicz. Właściwy, nowy, dziesięciometrowy krzyż przygotowano w Elblągu – wszystkie koszty wzięli na siebie prezesi i pracownicy firmy ELZAM. Planowano wykonanie takiego samego krzyża, jaki ustawiła hrabina Wielopolska. Dopiero gdy krzyż był gotowy, okazało się, że pomylono rysunki – za wzór wzięto nie krzyż hrabiny, ale wcześniejszy, dębowy. I kiedy tak roztrząsano, co tym zrobić, pojawiła się myśl, że w zasadzie ten wzór krzyża jest lepszy. Krzyż hrabiny bowiem miał typowo ewangelicki czy katolicki kształt – nowy krzyż na wzór dębowego miał tak wykończone ramiona, że mieścił się również w kanonie krzyża prawosławnego! Nie było to jednak jedyne zrządzenie Opatrzności Bożej wokół krzyża św. Wojciecha…

 

Czas opatrznościowy

Krzyż w Elblągu odlano i złożono, a latem 1996 r. został poświęcony i odprawiony barką do Bałtyjska. Tam umieszczono go w hangarze, bo miejsce jego ustawienia wciąż nie było gotowe. Pierwszy termin postawienia krzyża wyznaczono na początek marca 1997 r. – ale uniemożliwiły to silne wiatry wiejące znad morza. Drugi termin, na początku kwietnia, również nie został dotrzymany. Pracownicy z Elbląga, którzy nie mogli dojechać, obiecali, że dotrą do Tenkit „za trzy tygodnie, w środę”. Oni sami nie byli tego świadomi – zrządzeniem Bożym okazało się, że owa „środa za trzy tygodnie” to 23 kwietnia 1997 r., 1000-lecie śmierci św. Wojciecha.

- Zabranie krzyża z hangaru miało rozpocząć się rano o godz. 8, a wstawienie na miejscu kultu miało być zakończone o godz. 10 – wspomina ks. Steckiewicz.  – Dźwig jednak nieco się spóźniał, potem pojawiły się inne trudności, które zabrały jeszcze trochę czasu. Po dowiezieniu krzyża do wzniesienia, gdzie miał być wstawiony, potężny samochód ciężarowy, który ten krzyż wiózł, ugrzązł w miękkiej ziemi. Trzeba było wyrównać dojazd i ściąć jeszcze kilka drzew. Znowu upłynęło wiele czasu. Moment ustawienia krzyża jakoś niezrozumiale się przeciągał. Dopiero o godz. 21.41, 23 kwietnia 1997 r., dokładnie tysiąc lat po śmierci męczennika Prus, krzyż św. Wojciecha Adalberta został postawiony nad brzegiem morza w Tenkitach.

 

Niepodzielony

Dziś krzyż w Tenkitach stoi jako znak ciągłości historycznej – mówi abp Henryk Muszyński. – Pod tym krzyżem odprawialiśmy Mszę św. Ks. Steckiewicz nadal marzy, by w pobliżu krzyża stanęła „kaplica spotkania”. Na razie miejsce to przypomina to z czasów św. Wojciecha: skarpa, morze i  wielka gęstwina lasu, przez którą przedrzeć się można tylko pieszo. Drogie jest mi to miejsce nie tylko dlatego, że osobiście właśnie ono bardziej przekonuje mnie jako miejsce śmierci św. Wojciecha. Tenkity są dla mnie ważne przede wszystkim dlatego, że zależy mi, by św. Wojciech był czczony jako patron niepodzielonego Kościoła. A tam oddawali i nadal oddajemy mu cześć wszyscy: katolicy, protestanci, prawosławni…

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki