Była młoda, ładna, radosna, wysportowana, miała wiele zainteresowań... Dziecko bardzo oczekiwane, wymodlone przez ojca. Wydawało się, że może w życiu wiele osiągnąć. Jezus miał jednak inne plany wobec tej dziewczyny o oczach, które „porywały w świat niebieski”.
Dzisiaj wiemy już: 25 września to dzień beatyfikacji Chiary Badano - „wzoru dla młodzieży naszych czasów”, jak nazwał ją watykański dziennik „L’Osservatore Romano”.
Niewielkie miasteczko Sasello. Położone na północy Włoch, w odległości 60 km od Genui, słynie przede wszystkim z amaretti – miękkich okrągłych ciasteczek z gorzkich migdałów – wytwarzanych przez kilka fabryk położonych na terenie gminy. Przepis na ten specjał przekazywany jest w wielkiej tajemnicy z ojca na syna. To tutaj 29 października 1971 r. urodziła się Chiara Badano. Małżonkowie Maria Teresa i Ruggero czekali na narodziny dziecka aż dziesięć lat. Mimo komplikacji przy porodzie „pyzata dziewczynka” była zdrowa. Rodzice zrozumieli, że ich dziecko jest przede wszystkim „dzieckiem Boga”.
Mała Chiara dorastała w atmosferze głębokiej miłości i żywej wiary. Maria Teresa rozbudzała w niej słowem i postawą oraz opowiadanymi fragmentami Ewangelii miłość do Jezusa. Chiara coraz bardziej świadomie pragnęła „podobać się Jezusowi”, pielęgnowała w sobie uczucia wielkoduszności, empatii oraz miłości. Była gotowa poświęcić wszystko, co miała, dla innych. Umiejętności tej uczyła się już jako małe dziecko. Pewnego dnia matka zaproponowała, by część zabawek przekazała biednym dzieciom. Początkowo dziewczynka nie chciała tego uczynić, ale po chwili refleksji Chiara zaczęła dzielić zabawki według kryterium: „Nie mogę przecież dać zepsutych zabawek dzieciom, które nie mają żadnych. Dla nich najlepsze”. Umiała zrezygnować z wielu rzeczy z korzyścią dla innych. Nadawała sens najmniejszym nawet zdarzeniom.
Luce - jasne światło
Gdy miała 9 lat, nastąpiła w niej jeszcze głębsza, wewnętrzna przemiana. Poznała Ruch Focolari, który założyła zmarła w 2008 r. Chiara Lubich, i odtąd jeszcze bardziej chciała budować nowy świat oparty na jedności i miłości. Chiara Badano odkryła dzięki niemu nowy sposób życia i myślenia. Postanowiła żyć tylko dla Jezusa, rozpoznawać Go w każdym napotkanym człowieku i kochać Go miłością samego Zbawiciela, który oddał życie za nas wszystkich. Nawiązała regularny kontakt listowny z założycielką Ruchu, który trwał do końca życia Chiary „Luce” (światło), jak nazwała ją Chiara Lubich.
Wykorzystywała wszelkie sposoby, by dać odczuć innym swą miłość. To, co najbardziej w niej fascynowało, to bogactwo człowieczeństwa i ducha, którymi promieniowała na innych. Była bardzo aktywna: pisała listy, telefonowała do swoich przyjaciół, pozdrawiała spotkanych na ulicy ludzi. Wiele razy przekazywała swe pieniądze dla potrzebujących dzieci w Afryce, gdzie pracował jej znajomy. Uczestniczyła w spotkaniach najmłodszych członków Ruchu, tam poznała wiele dzieci, które także chciały żyć jednością i miłością.
Podczas jednego z takich spotkań usłyszała, że dowodem największej miłości do Jezusa jest próba krzyża, próba opuszczenia. Zrozumiała wówczas, że jeśli odrzuca się cierpienie, wyrzeczenie, upokorzenie, nie kocha się naprawdę. Jej „pasją” stały się osoby niewierzące; czuła, że powinna kochać je najbardziej, ponieważ „nie mają radości i nie wiedzą, że Bóg je kocha”. Mówiła: „Nie chodzi o to, by mówić o Bogu, ja muszę Go dać”.
Młodziutka Chiara wniknęła w tajemnicę Jezusa Opuszczonego, w Jego duchową mękę. To On nadawał sens każdej chwili jej życia. Odkryła też, że najważniejszą wartością w życiu jest jedność z bliźnimi. W Ruchu Focolari spotkała żywego Chrystusa i chciała Go pokazywać innym.
Znajdziesz mnie na jednej z gwiazd
Niestety, u 17-letniej Chiary nieoczekiwanie rozpoznano nieuleczalną chorobę – nowotwór kości. Miała już wówczas przerzuty. Zaczęło się niepozornie: od ostrego bólu ramienia. „Choroba przyszła w odpowiedniej chwili, ponieważ zaczęła się «gubić». Nic wielkiego, jednak nasz ideał zaczynał schodzić na drugi plan... Nie potraficie sobie wyobrazić, jaki mam dzisiaj kontakt z Bogiem... Tę chorobę Jezus dał mi w odpowiedniej chwili, zesłał mi ją, abym na nowo Go odnalazła”, pisała.
Początkowo nie zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji, miała nadzieję, że wyzdrowieje. Gdy po pierwszej chemioterapii straciła włosy, o które tak bardzo dbała, zrozumiała, że jej stan jest bardzo ciężki. Toczyła z sobą wewnętrzną walkę, ale tylko raz zawołała: „Jezu, dlaczego?”. Zaraz jednak dodała: „Jezu, jeśli Ty tego chcesz, także ja tego chcę”.
W rodzinie Chiary nastąpiła niezwykła zamiana ról: córka zaczęła pocieszać swych rodziców i przygotowywać ich na swoje odejście, zapewniając o swej miłości, oddaniu i silnym pragnieniu pójścia do nieba. Pewnego razu wyznała swej matce: „Kiedy będziesz mnie szukać, patrz w niebo, znajdziesz mnie na jednej z gwiazd. Nie martw się, kiedy mnie już nie będzie, idź za Bogiem, a znajdziesz siłę, by postępować naprzód”. Osoby, które ją odwiedzały w szpitalu, czuły się obdarowane i wbogacone jej kontaktem z Jezusem, jej miłością. Była zatroskana o swoich rówieśników, starała się im przekazać prawdę, że życie warto przeżyć z Jezusem.
„Nie płaczcie po mnie”
Choroba coraz szybciej postępowała. Chiara przestała chodzić, nastąpił paraliż nóg. Mimo że bardzo to przeżyła, wyznała: „Gdybym miała wybierać pomiędzy możliwością chodzenia a pójściem do nieba, bez wahania wybrałabym pójście do nieba. Teraz interesuje mnie tylko to. Ja chcę pójść do Jezusa”. Jedynym narządem, do którego nie było przerzutów, była gałka oczna. Wiele osób prosiło dla niej o cud uzdrowienia, jednak ona sama nie potrafiła o to prosić, bo czuła, że Bóg pragnie czegoś innego. Jezus Opuszczony coraz bardziej upodabniał ją do siebie. Chiara nie chciała przyjmować morfiny dla uśmierzenia bólu, bo pozostało jej do ofiarowania Jezusowi tylko cierpienie, nie chciała zmarnować takiej okazji. Czuła, że spotkanie z Panem jest coraz bliżej. Prosiła rodziców i przyjaciół: „Nie płaczcie po mnie. Ja idę do Jezusa, by zacząć inne życie”.
Ostatniego dnia życia na ziemi Chiara obudziła się, powtarzając słowa: „Przyjdź, Panie Jezu”. Przyjęła Komunię św. i powiedziała do swojej matki: „Ciao. Bądź szczęśliwa, bo ja jestem szczęśliwa”. Był 7 października 1990 r., godzina 4 nad ranem.
Chiara zobaczyła Boga „twarzą w twarz”. Ostatnim darem dziewczyny z Sasello były rogówki, które przeszczepiono dwóm młodym osobom.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













