Logo Przewdonik Katolicki

"Solidarność" - to jeszcze dziesiątki lat badań

Piotr Dogondke
Fot.

Z dr. Łukaszem Kamińskim, dyrektorem Biura Edukacji Publicznej IPN, na temat zaawansowania badań nad Solidarnością w latach 1980-81, rozmawia Piotr Dogondke


Z  dr. Łukaszem Kamińskim, dyrektorem Biura Edukacji Publicznej IPN, na temat zaawansowania badań nad „Solidarnością” w latach 1980-81, rozmawia Piotr Dogondke

 


 

Jak Pan ocenia stopień zaawansowania badań historycznych nad powstaniem i pierwszym okresem istnienia NSZZ „Solidarność”?

 

– Stopień zaawansowania prac historycznych nad  powstaniem i pierwszym okresem istnienia NSZZ „Solidarność” jest zaskakująco skromny jak na 20 lat niepodległości Polski. Wciąż jedyną syntezą dziejów „Solidarności” w latach 1980-81 pozostaje książka prof. Jerzego Holzera z 1984 r., pisana na gorąco, co zrozumiałe, bez dostępu do źródeł. 

Szkoda, że państwo polskie nie powołało jakiejś specjalnej instytucji do badania dziejów „Solidarności”. Mamy co prawda Europejskie Centrum Solidarności, ale jest ono raczej placówką edukacyjną niż naukową. Tymczasem na Węgrzech powołano specjalny instytut do badań nad rokiem 1956, w Czechosłowacji stworzono specjalny instytut, który zajmował się badaniem roku 1968. W Niemczech powołano specjalną, stałą,  wieloletnią komisję parlamentarną, która miała wyjaśnić rożne epizody z historii NRD; chociażby wydarzenia w NRD z roku 1953 są na pewno dużo lepiej i dogłębniej zbadane niż dzieje „Solidarności” w Polsce.

 

Pokolenie tych, którzy pamiętają rok 1980, jest jeszcze bardzo liczne, ale i ono zacznie odchodzić. Jakie działania podejmuje IPN aby tę pamięć ocalić?

 

– Bardzo dużo źródeł do dziejów „Solidarności” zostało zniszczonych przez Służbę Bezpieczeństwa, ale także po 1989 r. przez zwykłe niedbalstwo. W związku z tym to właśnie ludzie są jednym z najcenniejszych źródeł o tamtym czasie, tak abyśmy później nie zostali tylko z materiałami esbeckimi.

IPN chciał i wykorzystał pretekst, jakim jest 30. rocznica powstania „Solidarności”, do przeprowadzenia szerokich badań nad jej dziejami. Są dwa podstawowe efekty tej pracy.

Pierwszy projekt, w którym jako IPN współuczestniczyliśmy, to „Encyklopedia Solidarności”. Pierwszy tom ukaże się 31 sierpnia, następnie, sukcesywnie, będą wydawane kolejne tomy.

Natomiast naszym własnym projektem jest synteza dziejów „Solidarności”, która ukaże się w siedmiu tomach. Będzie to w sumie około 5 tys. stron tekstu. W publikacji tej zostaną opisane wszystkie regiony, a także przekrojowo ujęte zostaną takie zagadnienia, jak prasa solidarnościowa, Radio Solidarność itd. Przygotowując to wydanie, staraliśmy się przeprowadzić bardzo szeroką kwerendę nie tylko w naszych archiwach, ale także w archiwach państwowych, prywatnych oraz zebrać jak najwięcej relacji uczestników tamtych wydarzeń. Zebrany materiał stanowi bazę do opublikowania kilkudziesięciu innych książek. Będą to zbiory dokumentów, bardziej pogłębione oddzielne monografie regionów i zbiory relacji. 

 

To teraz, jak rozumiem, wcześniej w pracach tych były zaniechania.

 

– Nasz projekt trwa ponad dwa lata. Generalnie historiografia dziejów związku jest zaskakująco mało bogata. Tym bardziej że jeżeli chodzi o „Solidarność” to są to nie tylko badania historyczne, ale np. również badania socjologiczne, nad myślą polityczną. Powinniśmy mieć już w tej chwili całą bibliotekę dzieł na temat „Solidarności”, a nie mamy.

 

Czy źródła dotyczące „Solidarności" są udostępniane przez IPN?

 

- Tak, na ogólnie obowiązujących zasadach - dla osób pokrzywdzonych przez system oraz badaczy. W przypadku zbiorów prywatnych przekazanych IPN są one udostępniane, jeżeli jest na to zgoda osób, które je przekazują. Część dokumentów jest już dostępna na naszej stronie internetowej (www.sierpien1980.pl). Nie jest jednak możliwe by całe nasze archiwum było dostępne w sieci.  Natomiast dążymy też do digitalizacji naszych zbiorów, również po to, by dostęp do nich był łatwiejszy w czytelniach IPN. Przygotowujemy również wydawnictwa źródłowe, tak by ułatwić dalsze prowadzanie badań naukowych.

 

Każdy może przyjść do IPN-u i z nich korzystać?

 

– Dostęp do archiwów jest ograniczony ustawą do dwóch kategorii: do pokrzywdzonych oraz badaczy. Nie ma formalnych wymogów kto może być badaczem i każdy może wystąpić ze swoim projektem badawczym, musi jednakże mieć rekomendację od pracownika naukowego.

 

A czy inne źródła, np. filmy, nagrania na temat „Solidarności” są już uporządkowane i dostępne?

 

– Jeżeli chodzi o archiwa audiowizualne to nie są one w najlepszym stanie. Jest to kolejne zaniedbanie, zwłaszcza, że historia „Solidarności”, począwszy od sierpnia 1980 r. rozgrywała się na oczach świata. Były setki ekip telewizyjnych, które utrwalały obraz tego co się tutaj działo. Nikt jednak nie zadbał żeby te zbiory skatalogować, sprawdzić, czy nie trzeba ich ratować. Takich zbiorów jest dużo, ale problem polega na tym, że nie są one opracowane.

 

 

Gdzie dzisiaj w takim razie możemy szukać naukowych, a w każdym razie rzetelnych opracowań na temat „Solidarności”?

 

– Na pewno mogę polecić wspomnianą syntezę Solidarności przygotowaną przez IPN. To będzie pierwsze wydawnictwo, gdzie będzie można znaleźć informacje o każdym regionie.

Zachęcam również do odwiedzenia naszej strony internetowej www.sierpien1980.pl. Można tam znaleźć nie tylko krótkie opracowania dotyczące poszczególnych regionów, ale i zapoznać się ze źródłami czy zdjęciami.

Niektóre regiony mają opracowane monografie, ale są to tylko pojedyncze przypadki – dosłownie kilka naukowych monografii dotyczących poszczególnych regionów. To pokazuje, jaki jest stan rzeczy, stąd jest mi trudno wskazać opracowania, które mogłyby być powszechnym źródłem wiedzy.

 

 

Rok 1980 funkcjonuje w świadomości wielu Polaków, którzy mają własne wspomnienia, emocje związane z tamtym czasem. Czy obraz wyłaniający się z pracy historyka jest zasadniczo zbieżny z tymi wspomnieniami, czy też kwerenda i prace naukowców zmuszają do zmiany naszych wyobrażeń?

 

– Są takie szczegółowe wątki, szczególnie dotyczące tzw. wielkiej polityki, gdzie wiedza historyka rozmija się z pamięcią, ale również z ówczesną świadomością ludzi.

Natomiast to co najważniejsze, to się pokrywa. Opowieści ludzi, którzy to przeżyli, o pewnym nastroju, emocjach znajdują odzwierciedlenie w dokumentach z tamtego okresu. I to jest bardzo ważne gdyż często emocje rozmijają się z rzeczywistością natomiast w tym wypadku tak nie jest.

W najważniejszym kwestiach nie ma rozbieżności pomiędzy wiedzą historyka a pamięcią ludzi.

 

 

Co Pana zdaniem może wpłynąć na postęp badań historycznych, czy może też na zmianę naszej wiedzy na ten temat? Może otwarcie archiwów rosyjskich?

 

– Moim zdaniem otwarcie jakichkolwiek archiwów nie zrewolucjonizuje naszej wiedzy na temat „Solidarności”.

Natomiast na pewno moglibyśmy uzyskać bardziej pogłębiony obraz „Solidarności”, gdyby państwo polskie zdecydowało się na powołanie specjalistycznej, interdyscyplinarnej placówki badającej i dokumentującej jej dzieje. Wtedy, w ciągu kilku-do dziesięciu lat moglibyśmy oczekiwać jakiegoś przełomu w stanie naszej wiedzy. Moim zdaniem jest to bardzo ważne z uwagi na to, że w ciągu ostatnich dwustu lat naszej historii mieliśmy trochę takich wydarzeń, które okazywały się być fundamentalnymi dla następnych pokoleń. I takim wydarzeniem z pewnością była „Solidarność”. Dlatego też wręcz obowiązkiem państwa polskiego jest utrwalenie wiedzy na ten temat, tak by kolejne pokolenia mogły się do niej odwoływać. Jak już wspomniałem, inne państwa w stosunku do własnej historii tak postąpiły. Tego zadania ani IPN (zajmujacy się wieloma kwestiami), ani żadna inna instytucja nie jest w stanie wykonać. Przełom instytucjonalny przeniósłby się na przełom w stanie wiedzy.

 

A są takie plany?

 

– Nic mi na ten temat nie wiadomo.

 

Jakie Pan widziałby cele takiej instytucji?

 

– Musiałaby ona łączyć kilka  pionów czy wyspecjalizowanych komórek i na pewno wśród nich powinna być komórka naukowa, która wytyczałaby pewne kierunki badań i zajmowała się ich opracowaniem. Ale kto wie czy nie istotniejsza byłaby komórka, która zajmowałaby się dokumentacją także w formie utrwalania pamięci świadków - zbieraniem relacji, opracowywaniem prywatnych archiwów itp.

Mamy jeden doskonały wzór. To projekt, który przeprowadził Steven Spielberg polegajacy na zebraniu relacji świadków Holocaustu. Postanowiono nagrać wypowiedzi wszystkich żyjących jeszcze świadków Holocaustu. Okazało się, że można było uzyskać jeszcze kilkadziesiąt tysięcy świadectw!

Trzeba też się zająć ratowaniem przed zniszczeniem dokumentów z prywatnych archiwów oraz katalogowaniem zbiorów istniejących wręcz na całym świecie. Następnie należy stworzyć centralną bazę danych, gdzie wszyscy zajmujący się „Solidarnością”, w jednym miejscu mogliby się dowiedzieć, gdzie znajdują się źródła na interesujący ich temat.

Główny problem polega na tym, że „Solidarnością” prawie nie zajmowali się profesjonalni historycy. Zdecydowana większość publikacji na ten temat to nie są opracowania profesjonalnych historyków. To są publikacje przygotowane przez uczestników wydarzeń albo przez amatorów, pasjonatów. Na tym polega problem. Ci amatorzy wykonali oczywiście ogromną pracę, np. utrwalili relacje osób, które już nie żyją. Ale problem polega na tym, że dorobek, który na pierwszy rzut oka ilościowo jest nie najgorszy, to pod względem wiedzy pozostawia wiele do życzenia.

Nie chcę żeby to zabrzmiało, że to źle, że powstają amatorskie publikacje. Wprost przeciwnie, póki nie będzie takiej specjalistycznej placówki, to nie ma innego wyjścia – każde środowisko powinno zadbać o swoją historię: gromadzić źródła, spisywać relacje i starać się je publikować.

Natomiast jeżeli ktoś chce zapoznać się z obrazem bardziej całościowym i też przez to bardziej prawdziwym, musi szukać opracowań profesjonalnych historyków.

 

 

 

Czy podczas prowadzonych przez Pana badań coś Pana zaskoczyło?

 

– Cały czas odkrywa się kolejne warstwy tej historii, tak jakby nie miała ona końca i okazuje się, że jest ona wciąż pasjonująca, żywa i myślę, że taką pozostanie na długie lata. Jest też jeszcze ogromna ilość rzeczy do odkrycia, co z punku widzenia naukowca jest najważniejsze.

„Solidarność” - to jeszcze dziesiątki lat badań nie tylko dla historyków.

 

Na przykład co my wiemy o działalności „Solidarności” w zakładach pracy? Poza kilkoma wybranymi przykładami nie wiemy prawie nic. Nawet nie znamy nazwisk osób tworzących związek na tym szczeblu. W regionie Dolny Śląsk było kilka tysięcy komisji zakładowych, a ja mogę podać jedynie kilkadziesiąt nazwisk. Co robiły te komisje, czym się zajmowały, jak wyglądało ich realne funkcjonowanie.

Bardzo ciekawym, jedynie dotkniętym przez badaczy zjawiskiem jest funkcjonowanie „Solidarności” na poziomie lokalnym. Okazuje się, że na poziomie małego miasteczka „Solidarność” mogła też mieć relacje z władzą zupełnie inne niż na poziomie centralnym. Często były to relacje dobre. „Solidarność” stawała się nierzadko elementem tego lokalnego układu władzy. Byłem zdumiony, gdy znalazłem relacje z posiedzeń egzekutyw komitetów miejskich, na które regularnie zapraszano przedstawicieli „Solidarności”.  A mówimy tu tylko o tym pierwszym okresie, a ten drugi jest niemniej ciekawy. Jest jeszcze ogromna ilość rzeczy do zbadania! Mamy dwa tysiące gazetek „Solidarności” z lat 1980-81, a opisanych bliżej może kilkanaście. Tych obszarów jest  bardzo wiele.

Publicystyka solidarnościowa. Ilu ludziom chciało się wtedy pisać! W innych okolicznościach w ogóle by się nie zajęli taką działalnością. Znamy tylko najgłośniejsze teksty, które na poziomie ogólnopolskim rodziły spór.

 

A jak wyglądała infiltracja Służby Bezpieczeństwa w struktury „Solidarności”?

 

Tutaj zdecydowanie trzeba wyróżnić różne okresy, wybuch „Solidarności”, sierpień 1980 r., pierwsze miesiące działalności to jest bezradne poszukiwanie przez bezpiekę drogi do opanowania tego co się wydarzyło. Skala była zupełnie inna niż wcześniej - zamiast kilku tysięcy opozycjonistów mieli do czynienia z milionami zwiazkowców. Ponadto w 99 proc. byli to zupełnie nowi ludzie, o których bezpieka nic nie wiedziała. Nie wiedziała też, kto zostanie liderem, kto się wybije.

Dlatego w pierwszych miesiącach „Solidarności” bezpieka mogła jedynie obserwować. Jeżeli udało jej się wprowadzić agenta do komisji zakładowej, to najwyżej wiedziała, co się w tej komisji dzieje. Później rozpoczęto porządkować tę sytuację, przystąpiono albo do werbowania agentów, albo do prowadzenia tzw. dialogów operacyjnych. Natomiast, moim zdaniem, do 13 grudnia 1981 r. bezpieka nie była w stanie wpłynąć na „Solidarność”, tak by kierować jakimikolwiek jej działaniami. Znamy przypadki, że w jakimś regionie udało jej się wpłynąć, że powstały dwa mniejsze regiony zamiast jednego silniejszego ale to był szczyt możliwości. Bezpieka nie była np. w stanie wpłynąć na to, czy „Solidarność” ogłosi strajk generalny, czy też nie.

Dziś patrzymy z innej perspektywy, że np. ktoś okazał się agentem, ale często zapominamy kiedy do tego doszło. Niejednokrotnie jakaś osoba przez rok była uczciwym działaczem i potem z takich czy innych przyczyn udało się ją bezpiece złamać.

Na pewno ten wpływ radykalnie rośnie po 13 grudnia. Jest to jeden z efektów wprowadzenia stanu wojennego. Z biegiem czasu wiedza i nasilenie agentury bezpieki było coraz większe.

Moim zdaniem jednak absolutnie nie można mówić o tym, że  „Solidarność” w pierwszym okresie swojego istnienia była pod kontrolą bezpieki. Nawet jeżeli udało się jej dzięki bardzo szeroko zakrojonym działaniom wprowadzić kilkudziesięciu agentów na zjazd krajowy to i tak SB nie była wstanie płynąć na żadną decyzję zjazdu. Mamy dane, że wiosną 1981 r. bezpieka miała pojedynczych agentów w 1600 komisji zakładowych, a takowych było grubo ponad 100 tysięcy. To pokazuje poziom, może nie tyle kontroli, co wiedzy, gdyż władze o znacznej części działalności w ogóle nie wiedziały.

Być może też w tym tkwi jedno ze źródeł stanu wojennego. Jeżeli „Solidarność” byłaby pod kontrolą bezpieki, to po co byłoby wprowadzać stan wojenny?

 

W czym tkwił, w Pana ocenie, fenomen „Solidarności”?

 

– To przede wszystkim wyjątkowy w dziejach świata fenomen samoorganizacji. Tak szybko, bez żadnych wytycznych z góry, zorganizowała się tak duża struktura. I mimo swoich wad była wstanie sprawnie funkcjonować i objąć swych zasięgiem w ciągu kilkunastu miesięcy wszystkie kwestie.

To jest również zapomniany i zaprzepaszczony dorobek „Solidarności”, czego może zabrakło w roku 1989, totalnej reformy państwa na każdym poziomie od funkcjonowania państwa jako całości, aż po funkcjonowanie jakiejś specyficznej branży.

Kolejna kwestia to, w sferze emocji społecznych, unikalne przeżycie eksplozji nadziei. Wiary w to, że wspólnymi siłami możemy coś zmienić i chęci tej dokonania zmiany.

I oczywiście również jest to fenomen jedności ponad podziałami. Mimo że były róże prądy, napięcia, to jednak teza iż w tej sytuacji musimy być razem była dominująca. Byliśmy: „my” i „oni”, i to uderza, i będzie uderzać badaczy.

Myślę, że dopiero następne pokolenia będą mogły w pełni odkryć fenomen „Solidarności”. To był tak gigantyczny konglomerat zjawisk, że na przebadanie go trzeba powołania specjalistycznego instytutu; żeby odkrywać kolejne warstwy tego, czym była „Solidarność”. Problemem jest mała liczba źródeł i tu wracamy do wątku, że tym istotniejsze jest żeby utrwalać to, co jest w ludzkiej pamięci, czy wręcz namawiać tych, którzy przeżyli tę historię, do zapisywania swoich wspomnień, bo kiedyś będzie to bezcenne źródło historyczne.

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki