Logo Przewdonik Katolicki

Pielgrzymka okiem pielgrzyma

PK
Fot.

To była już 76. Poznańska Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę. Moja któraś tam z kolei, ale myślę, że nie ostatnia. Co roku mówię, że to już koniec, ale jakoś nigdy nie udało mi się dotrzymać słowa...

Przystanki są fajne

Jak można krótko i zwięźle opisać pielgrzymkę? Idziemy, idziemy, idziemy... Z tym, że to nie do końca prawda, bo zdarzają się czasem przystanki – zdaniem pielgrzymów zdecydowanie za krótkie! Kiedy słyszy się gwizd i słowa: „Dziesiątka ruszamy”, słychać tylko jeden jęk: „Nieee”. Ale nie da się inaczej. Trzeba iść dalej, bo jeszcze tyle kilometrów przed nami. Przystanki są fajne, zwłaszcza te przy sklepach i tam, gdzie dobrzy ludzie częstują nas chłodną wodą i otwierają nam drzwi do swoich łazienek. Było to dla nas bardzo ważne zwłaszcza w tym roku, kiedy słońce „rozpieszczało” nas, a temperatura, nawet ta w cieniu, przerażała. Bieżąca woda w takich warunkach to prawdziwy luksus.

 

Duchowa impreza

Najważniejszym momentem każdego pielgrzymkowego dnia jest Msza św. i to nie tylko dlatego, że jest to najdłuższy przystanek podczas całodniowej trasy. Każdy z nas wie, że pielgrzymka to przede wszystkim „duchowa impreza”. Podczas trasy często się modlimy oddając swoje sprawy w ręce Boga za pośrednictwem Maryi. Każdy z nas wędruje z jakąś własną sprawą niesioną w sercu, a na każdy dzień wyznaczona jest też ogólna intencja. Najbardziej poruszające jest te kilka minut „adoracji w drodze”, wtedy czujemy się tak, jakby Jezus szedł tuż obok nas.

Przeżycia tych chwil można porównać tylko z ostatnim dniem pielgrzymki. Pierwsze wzruszenie pojawia się, gdy przed naszymi oczami wyrasta jasnogórska wieża. Wówczas cała grupa klęka na środku ruchliwej drogi; nierzadko pojawiają się wtedy łzy wzruszenia. Satysfakcję odczuwa się po minięciu znaku z nazwą miejscowości: „Częstochowa”. Wtedy nogi same już rwą do przodu.

 

Radość, łzy i... koniec?

Samo wejście na Jasną Górę 15 lipca to moment „magiczny”. Tłum ludzi machających do ciebie ze wszystkich stron, a wśród z nich twarze znajomych osób, które przyjechały tu specjalnie tego dnia. Biegnie się do nich tak, jakby to był pierwszy dzień marszu. Serce zaczyna mocniej bić, kiedy już na samych wałach jasnogórskich leżymy krzyżem. Tego uczucia nie da się opisać, gdy po wielu dniach pielgrzymowania czujemy, że w końcu jesteśmy u celu. Wtedy właśnie na policzkach niektórych pielgrzymów widać pierwsze łzy. U mnie pojawiły się one w momencie, gdy przyszliśmy przed oblicze Jasnogórskiej Matki. Te pięć minut w kaplicy, to najwspanialsze chwile: czuje się radość, satysfakcję oraz to, że Matka Boża i Jezus naprawdę są z nami. Później wspólna Msza św. i... koniec? Nie. Część pielgrzymów zostaje jeszcze do 16 lipca na odpuście ku czci Matki Bożej Szkaplerznej i nocnym czuwaniu. Inni wracają do domów. Tak czy inaczej: do zobaczenia za rok!

 

Bez grupy ani rusz

Nie doszłabym jednak tak daleko, gdyby nie moja grupa, „Dziesiątka”. Na pielgrzymce bowiem niezwykle istotna jest wspólnota, która tworzy się między pielgrzymami w poszczególnych grupach. Załatwianie noclegów, podanie wody, wsparcie podczas dni załamania jest bardzo ważne, dlatego warto pamiętać o swoich współpielgrzymach, a dobre przyzwyczajenia z trasy przenosić na czas poza wędrówką.

 

 

Anna Janicka

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki