Logo Przewdonik Katolicki

Jeszcze trochę o sumieniu lekarzy i aptekarzy...

Ks. Paweł Pacholak
Fot.

Wiem, że pisał ksiądz o klauzuli sumienia, ale ona prawnie w Polsce dotyczy lekarzy, pielęgniarek i położnych. My, farmaceuci, takiej możliwości sprzeciwu prawnie nie mamy. Naszym obowiązkiem jest wydać lek zapisany na recepcie. Problem w tym, że lekarze niestety przepisują pigułki i homeopatię. Mam pytanie: czy jeżeli sama nie będę polecać, namawiać i sprzedawać tych leków (oprócz tych wypisanych przez lekarza), to mam grzech ciężki, który uniemożliwia moje przystąpienie do Komunii św.? Staram się powiedzieć i wyraźnie pytam pacjenta, czy chce np. syrop homeopatyczny. Są ludzie, którzy wyraźnie życzą sobie konkretny lek. Czy wtedy też jest to moja wina? Myślę, że nie mam prawa wypytywać pacjenta, czy bierze pigułki na cerę, na problemy z torbielami, czy tylko w celu zabezpieczenia się. Ponadto w aptece, kiedy stoi kolejka ludzi, nie ma warunków do omawiania takich problemów. Gdyby apteka była moją własnością, wtedy miałabym łatwiejszą sytuację, ale nie jest moja i w tej sytuacji nie zamawiając tych leków, narażam się na utratę pracy. Jestem między młotem a kowadłem. Bardzo proszę księdza o pomoc. Wiem, że winę ponosi lekarz i pacjent, jeśli chce kupić taki lek, ale jaka jest moja wina? Joanna

 

Odpowiedź na pytanie, czy farmaceuta ponosi odpowiedzialność moralną za decyzje lekarza bądź pacjenta, jest jednoznaczna: NIE.

Obowiązkiem pracownika apteki jest sprzedać lekarstwo, o jakie prosi pacjent. Oczywiście, jeżeli pojawia się możliwość uświadomienia osoby pojawiającej się w aptece, wyjaśnienia jej całej sytuacji bądź też podjęcia decyzji o asortymencie dostępnych w aptece środków (mam tutaj na myśli oczywiście to, co nie jest lekarstwem i do czego nie jest się zobowiązanym przez prawo), tam oczywiste z takiej możliwości należy skorzystać zgodnie z sumieniem i roztropnością - wiadomo przecież, że nie można publicznie roztrząsać wątpliwości moralnych konkretnych osób.

Jednoznacznie trzeba powiedzieć, że w takim kontekście, gdzie po pierwsze, nie zachodzi sytuacja, w której zachęcałoby się do zła, co więcej, nie ma nawet wewnętrznej zgody na taką możliwość, na pewno nie mówimy o grzechu, tym bardziej grzechu ciężkim.

Pozostaje oczywiście kwestia braku „wewnętrznego komfortu”, gdy obserwujemy, że inni błądzą czy wręcz robią źle z wyboru. Ale ta sytuacja zaprasza raczej do zastanawiania się i poszukiwania sposobów mówienia prawdy, uświadamiania innych. To jest niewątpliwie okazja i zaproszenie do zaangażowania się w prace środowisk fachowców (np. duszpasterstwo farmaceutów), którzy mogliby przyczynić się do propagowania fachowej wiedzy, poszukując skutecznych sposobów dotarcia do jak najszerszych kręgów osób. Myślę, że to byłaby bardziej skuteczna i pożądana forma pracy niż nawet indywidualne dyskusje z klientem w aptece.

Niestety tak już „się porobiło”, że prawda ma coraz większe kłopoty z przebiciem się przez zgiełk reklam, złych propozycji itp. Dlatego też potrzeba coraz większej mobilizacji osób, które ze względu na swoje przygotowanie zawodowe i formację chrześcijańska, gotowi byliby służyć innym dobrą, prawdziwą informacją. Wydaje mi się, że to jest najlepszy sposób, aby nie tyle uspokoić swoje sumienie, ale także przyczynić się do większego dobra.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki