Smoleńsk 2010 - lekcja szacunku i przebaczenia

Szok, niedowierzanie, łzy i pomimo upływającego czasu, wciąż jak mantra powracające pytania: dlaczego właśnie oni? dlaczego właśnie tak? towarzyszą Polakom od dnia katastrofy pod Smoleńskiem.
Czyta się kilka minut

 

Tragiczne wydarzenia z 10 kwietnia w swej skali, konsekwencjach, a nade wszystko w wymowie dalece wykraczają poza naszą wyobraźnię. Historia w niezrozumiały dla nas sposób zatoczyła koło, spinając niczym klamrą los brutalnie rozstrzelanych tysięcy polskich oficerów, policjantów, funkcjonariuszy straży granicznej i służby więziennej w 1940 roku z 96 reprezentantami naszego państwa, piastującymi najważniejsze funkcje z Prezydentem RP Lechem Kaczyńskim wraz z małżonką na czele.

 

Wyrazić żal

- Trudno w to wszystko uwierzyć. Odkąd dotarły do mnie tragiczne wiadomości, wydaje mi się, jak z resztą wielu Polakom, że to sen, z którego za wszelką cenę chcielibyśmy się obudzić. Zbyt dobrze jednak wiemy, że to rzeczywistość – mówi Marianna, studentka III roku ekonomii. Trudno się z tym nie zgodzić, jeszcze trudniej dobrać odpowiednie w takiej sytuacji słowa.

Wystarczy przyznać, że od g. 8.56 10 kwietnia Polska już po raz kolejny wstrzymała oddech. Widać to w mniej zatłoczonych centrach handlowych, gdzie w czasie trwania żałoby narodowej nie słychać muzyki, widać to w środkach komunikacji miejskiej, w których zamiast jak zwykle wypełnionych gwarem rozmów, dominuje wymowna cisza. Z pewnością przyjdzie i czas, gdy dramatyczne kwietniowe wydarzenia ocenią specjaliści: psychologowie, politolodzy i socjologowie. Tymczasem jednak głos należy oddać społeczeństwu, które w jakże czytelny i dobitny, a zarazem w różnoraki sposób natychmiast zareagowało ogromną potrzebą wyrażenia narodowego żalu. - Rodzice nawet nie musieli mi przypominać, wiedziałem, że choć tyle mogę zrobić. Wywieszenie flagi z kirem to przecież w takich chwilach mój obowiązek – przekonuje piętnastoletni Janek, uczeń jednego z poznańskich gimnazjów.

Opuszczone do połowy masztu flagi na wszystkich budynkach miast, odwołane wydarzenia rozrywkowe i sportowe – nikt nie miał wątpliwości, że w ten sposób  trzeba było uczcić śmierć tragiczne zmarłych.  

Niezwykle szybko zareagował również administratorzy stron internetowych. Wiele portali, tych najbardziej popularnych, ale i tych mniej znanych, zmieniło kolorystykę stron domowych na czarno-białe. Praktycznie każda witryna internetowa umieszczała czarny znak solidarności. Wszystkim zaś, którzy nie mogli osobiście oddać hołdu tragicznie poległej Parze Prezydenckiej, strony organizacji rządowych czy wyższych uczelni umożliwiły wpisy do ksiąg kondolencyjnych. Przeglądając zaledwie niektóre z nich, z łatwością można zauważyć, że nie brakowało niezwykle osobistych refleksji i podziękowań. Wśród nich dominował jednak apolityczny wymiar dramatu spod Smoleńskiem: „Przekonania polityczne są tu nieważne. Oddając hołd poległej elicie, elita sama odeszła” – jak głosi jeden z wpisów na portalu internetowym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza.

 

Swoiste rekolekcje

Sposób, w jaki Polacy przeżywają żałobę po tragicznej śmierci Lecha Kaczyńskiego, przywodzi na myśl śmierć Sługi Bożego – Jana Pawła II. Po zaledwie pięciu latach znów przychodzi nam zmagać się z niewyobrażalną stratą osoby, która nie tylko reprezentowała nas na arenie międzynarodowej, ale z głową naszego państwa i z pozostałymi 95 osobami, których twarze w większości znane były nam z pierwszych stron gazet czy mediów. I znów dramatyczne wydarzenia powodują, że szerokim echem odbija się polski fenomen: solidarności, jedności i wspólnoty narodu w najtrudniejszych momentach historii naszego kraju, którego to zazdroszczą nam nasi sąsiedzi. Dotyczy to zarówno Mszy św. odprawianych w intencji ofiar katastrofy, w których to tłumnie uczestniczyli wierni, jak i tysięcy warszawiaków, i nie tylko, czekających w kilometrowej kolejce przed Pałacem Prezydenckim. Żal niezastąpionych osób, które zginęły, łączenie się w bólu z rodzinami tragicznie zmarłych sprawiają, że w obliczu tak niezrozumiałej po ludzku tragedii wyzwala się w nas nieznana na co dzień potrzeba odnalezienia „przystani” – wspólnoty, w której będziemy mogli się schronić i dzielić smutek niepowetowanej straty. Paradoksalnie więc niezwykle trudne i bolesne doświadczenia wzbudzają w nas zapomniane gesty jedności i solidarności. Po raz kolejny aż ciśnie się na usta pytania: jak długo potrwa taki stan? Czy i tym razem dopiero wyjątkowe w swej wadze wydarzenia muszą być warunkiem autentycznej wspólnoty?

 

Bolesna lekcja historii

Wśród jednych z pierwszych komentarzy pojawiło się stwierdzenie, że po doświadczeniu takiego dramatu Polska nie podniesie się, tym bardziej że przylgnęło do nas określenie „martyrologicznego narodu”. Jak zatem w obliczu tak trudnego doświadczenia nie zatrzymywać się jedynie na warstwie emocjonalnej, czyniącej z nas wspólnotę o charakterze tymczasowym, epizodycznym. Powaga, szacunek i powstrzymywanie się od pochopnie wyciąganych wniosków co do odpowiedzialności konkretnych osób za katastrofę pod Smoleńskiem świadczą o tym, że wciąż podzielamy wspólny system wartości. Zaskakujące jest przecież, że pomimo różnic na płaszczyźnie politycznej, pomimo propagowanego przez media i nierzadko krzywdzącego wizerunku Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, tysiące ludzi, w tym zwłaszcza młodych, uszanowało go jako człowieka i nade wszystko jako głowę państwa. Ostatnie pięć lat, a zwłaszcza tragiczny finał podróży do Katynia, stanowi jasny przekaz odnośnie do priorytetów prezydentury Lecha Kaczyńskiego. W swoich poglądach, często uznawanych za nazbyt konserwatywne, był niestrudzonym orędownikiem polskich spraw, w tym paradoksalnie zwłaszcza sprawy kłamstwa katyńskiego.

Dramatyczne wydarzenia towarzyszące tegorocznym obchodom 70. rocznicy mordu katyńskiego mogą ponownie obudzić w nas wartości, których jako Polacy byliśmy autorami, bowiem nigdzie indziej, w żadnym innym państwie bloku komunistycznego, nie istniał ruch „Solidarności”, który zapoczątkował falę przemian w naszym kraju i w całym bloku wschodnim. Trzeba nam z tej niezwykle bolesnej lekcji wyciągnąć wnioski. Wnioski dotyczące nie tylko jakości naszego życia politycznego, ale również życia toczącego się na płaszczyźnie międzyludzkiej. Obyśmy umieli podtrzymywać tę autentyczną wspólnotę niekończącą się w momencie rozejścia z miejsca spotkania, wykraczającą daleko poza mury wzajemnych niechęci i pretensji. Jedność narodu, wspierana przez właściwie rozumiany patriotyzm, stanowi swoistego rodzaju busolę, która nie pozwoli zboczyć - mimo nieobecności tylu wartościowych zasłużonych osób - z obranego wcześniej kursu.

Czy będziemy umieli uszanować tę śmierć i ich ofiarę?

 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 17/2010