Logo Przewdonik Katolicki

Katyń - 70 lat później?

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

Ten artykuł napisałem zanim doszło do tragedii pod Smoleńskiem. Jedyne, co chciałbym jeszcze dopisać, to wiara, że po tym co się stało, relacje polsko-rosyjskie nabiorą innej, lepszej perspektywy…

Ten artykuł napisałem zanim doszło do tragedii pod Smoleńskiem. Jedyne, co chciałbym jeszcze dopisać, to wiara, że po tym co się stało, relacje polsko-rosyjskie nabiorą innej, lepszej perspektywy…

 

Wypada chyba przyznać rację zwierzchnikowi Cerkwi prawosławnej w Polsce, metropolicie warszawskiemu Sawie, w jego stwierdzeniu, iż moment, w którym rosyjski premier pokłonił głowę przed pomnikiem polskich oficerów zamordowanych w Katyniu, należy uznać za historyczną chwilę. Trudno, bądź co bądź, przejść obojętnie obok faktu, że Władimir Putin, jako pierwszy rosyjski przywódca, zdecydował się przybyć do katyńskiego lasu i stanąć w pokornej postawie nad tamtejszymi mogiłami. I już to samo w sobie stanowi niewątpliwie ogromną wartość tegorocznej rocznicy katyńskiego mordu.

Ale owo bezprecedensowe wydarzenie wcale nie zwalnia nas, Polaków, z krytycznego spojrzenia na to, co usłyszeliśmy, a zwłaszcza, czego usłyszeć nie było nam dane z ust rosyjskiego premiera na rozwidleniu dróg między polską i rosyjską częścią Kompleksu Memorialnego Katyń.

 

Tajny rozkazodawca

Nie czarujmy się - przemówienie Władimira Putina nie miało w sobie wiele z autentycznej ekspiacji, żarliwego wyznania win czy głębokiej skruchy. Przypominało raczej ostrożne wróżby delfickiej wyroczni, które każdy słuchacz może zinterpretować według własnych potrzeb. Putin przemawiał w Katyniu na najwyższym poziomie ogólności. Jak ognia unikał przede wszystkim wyraźnego stwierdzenia, kto jest odpowiedzialny za mord na polskich oficerach. I właśnie to było najbardziej wyczuwalne, wręcz uderzające w całym jego przemówieniu.

Jeden jedyny raz usłyszeliśmy tylko bardzo enigmatyczne określenie, iż polscy oficerowie zostali zamordowani z „tajnego rozkazu”. I tyle. Kto wydał ów rozkaz, kto go wykonał, tego już się nie dowiedzieliśmy. Co prawda, Putin na późniejszej konferencji prasowej w Smoleńsku wspomniał o winie Stalina, ale było to powiedziane mocno poniewczasie i już w zupełnie innych okolicznościach. W ten sposób Rosjanie po raz kolejny stracili okazję, by usłyszeć wreszcie prawdę o Katyniu z ust najwyższego przedstawiciela Kremla.

W słowach Władimira Putina zabrakło także akcentów wyróżniających w jakiś szczególny sposób specyficzne cechy katyńskiego mordu. Wszak Katyń to miejsce, które kojarzy się całemu światu przede wszystkim z przestrzelonymi potylicami polskich oficerów. I w tym stwierdzeniu nie ma wcale żadnego bagatelizowania rosyjskich ofiar czystek lat 30.  Przeciwnie - to raczej Putin starał się w swoim przemówieniu rozmazać narodowy charakter katyńskiej zbrodni, a jej ofiary stopić w jedno z milionami innych ofiar stalinowskiego terroru – stąd w jego ustach pojawiali się kozacy, duchowni, zwykli chłopi, profesorowie, oficerowie. Przypadek? Chyba jednak nie. Podobnie, jak brak słowa „przepraszam” ze strony rosyjskiego przywódcy. Ale to ostatnie akurat nie powinno dziwić nikogo, kto choć minimalnie orientuje się w realiach współczesnej rosyjskiej Realpolitik i oczekiwaniach tamtejszego społeczeństwa. Skoro zaś nie ma za co przepraszać, to logiczną konsekwencją takiej postawy jest nienazywanie zbrodni po imieniu oraz niechęć do rehabilitacji ofiar katyńskiego ludobójstwa. I owego dysonansu nie są w stanie przesłonić najbardziej nawet kurtuazyjne gesty ze strony Kremla.

Wielka szkoda również, że Władimir Putin nie zdecydował się, wzorem Borysa Jelcyna, na jakiś symboliczny ruch, który mógłby stanowić nowe otwarcie w postrzeganiu katyńskiej tragedii przez stronę rosyjską. Nie doczekaliśmy się więc ani zapowiedzi wznowienia śledztwa katyńskiego, umorzonego w 2004 roku, ani też przekazania tzw. białoruskiej listy katyńskiej, zawierającej niepoznane do dziś nazwiska 3870 Polaków zamordowanych w 1940 roku. Nie doczekaliśmy się, chociaż w skrytości ducha chyba wszyscy na to liczyliśmy.

 

Mord czy zdarzenie?

Wszelkie polityczne gesty wymagają zresztą zawsze odpowiedniego, korespondującego z nim tła. W przypadku Katynia mamy zaś do czynienia z jaskrawym kontrastem narzucanym przez rosyjską politykę historyczną i jej wymagania. Świetnie widać to na przykładzie niedawnej oficjalnej odpowiedzi rosyjskiego rządu na skargę Rodzin Katyńskich przeciw Rosji, złożoną przez krewnych pomordowanych oficerów w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu. W kremlowskim piśmie ani razu w odniesieniu do Katynia nie pada bowiem słowo „mord” czy „zbrodnia”, natomiast pojawiają się wprawiające w osłupienie „zdarzenie” i  „sprawa”. Rosyjski rząd nie przewiduje także w swojej odpowiedzi rehabilitacji ofiar Katynia, twierdząc, iż rzekomo nie można potwierdzić ani okoliczności, w jakich polscy oficerowie dostali się do niewoli, ani też, jakie zarzuty zostały im postawione. Co więcej – według Kremla „nie ma nawet pewności, czy Polaków rozstrzelano”! Stąd zaś naprawdę już tylko krok do odkurzenia tezy o niemieckiej odpowiedzialności za Katyń…

Brak tzw. woli politycznej ze strony rosyjskich decydentów w sprawie katyńskiej rozciąga się zresztą na całą sferę życia publicznego naszych wschodnich sąsiadów: tamtejsze sądy odmawiają uznania pomordowanych oficerów za niewinne ofiary politycznych represji, państwowe archiwa blokują rodzinom pomordowanych wgląd w akta katyńskiego ludobójstwa, a rosyjska opinia publiczna ślepo powtarza suflowane przez kremlowskich historyków tezy o rachunku wzajemnych krzywd. Bo tylko w takim nieprzyjaznym klimacie mogą powstawać oszczercze teksty w rodzaju: „Jeśli my powinniśmy kajać się za Katyń, to Polacy mogliby przeprosić za śmierć tysięcy jeńców-czerwonoarmistów” – jak napisała niedawno po raz kolejny wysokonakładowa „Komsomolskaja Prawda”, albo komunikaty rosyjskiego MSZ potępiające „polityczne podniecenie wokół Katynia”.

 

Prawda i Pojednanie

W kontekście mocno zachowawczej postawy strony rosyjskiej znakomicie wybrzmiało natomiast w Katyniu przemówienie polskiego premiera. Donald Tusk personalizując ofiary, pochylając się nad każdą z nich z osobna, wymieniając także z nazwiska jedyną kobietę, która zginęła w Katyniu, porucznik pilot Janinę Lewandowską, potrafił w umiejętny sposób – zupełnie niepasujący do klasycznej politycznej nowomowy –wybalansować akcenty  polityczne, religijne i historyczne. Pokazał to, co powinno prezentować się w takim miejscu, jak Katyń: żywą pamięć, ale i wielkoduszność, z najważniejszą perspektywą: pojednaniem jako wartością dodaną nawet w przypadku tak okrutnej zbrodni, jak katyńskie ludobójstwo.

Wszystko to zawarte zostało w jednym, przejmującym stwierdzeniu-apelu skierowanym do rosyjskiego przywódcy: „Panie premierze, oni tu przecież są, oni w tej ziemi leżą, oczodoły z ich przestrzelonych czaszek patrzą i czekają, czy jesteśmy zdolni do tego, aby przemoc i kłamstwo zamienić w pojednanie”.

Owo pojednanie powinno wieść – i to akurat podkreślali wspólnie obaj przywódcy - poprzez odwołanie się do wspólnoty losów dwóch narodów uciemiężonych i tak straszliwie doświadczonych przez zbrodniczy komunizm. Nawet jeżeli miałoby ono trwać całe dziesięciolecia. Chciałoby się też wierzyć, że jakimś rodzajem dobrego startu ku takiemu rzeczywistemu polsko-rosyjskiemu pojednaniu jest kamień węgielny wmurowany przez Władimira Putina i Donalda Tuska pod przyszłą prawosławną cerkiew Zmartwychwstania Chrystusa, która stanie w katyńskim lesie, aby upamiętnić rosyjskie ofiary stalinowskich czystek. Kto wie, być może kiedyś przyjdzie jeszcze czas na podobne upamiętnienie polskich pomordowanych w Katyniu?

Na razie ważne jest, że Władimir Putin powiedział, iż dla katyńskiej zbrodni nie ma usprawiedliwienia – i jest to chyba najistotniejsze stwierdzenie, jakie padło podczas całego przemówienia rosyjskiego premiera. Bo tych słów nie da się już cofnąć ani wymazać. I nikt już więcej nie nazwie polskich oficerów z Katynia „zatwardziałymi, nierokującymi poprawy wrogami władzy sowieckiej” - tak jak uczyniło to w 1940 roku radzieckie NKWD, wydając na nich wyrok śmierci.

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki