Teatralna pigułka terapeutyczna

Sztuka nie daje tego, co jest widoczne, ale sprawia, że jest widoczne. Sztuka może więc być drogą i sposobem do szukania miejsca w świecie, w którym do tej pory nikt nie widział człowieka niepełnosprawnego tak pięknie teatroterapię pojmuje jej twórczyni w Polsce Maria Pietrusza-Budzyńska.
Czyta się kilka minut

Sztuka nie daje tego, co jest widoczne, ale sprawia, że jest widoczne. Sztuka może więc być drogą i sposobem do szukania miejsca w świecie, w którym do tej pory nikt nie widział człowieka niepełnosprawnego – tak pięknie teatroterapię pojmują ludzie z Fundacji Centaurus.

W teatrze zawsze dzieją się cuda i to, co niemożliwe staje się możliwe. W teatrze dokonać może się cud i człowiek słaby staje się silnym. Silnym i pięknym. Innym. Te cuda w teatrze dotyczą zarówno widza, jak i aktora. Dzieją się po obydwu stronach: sceny i widowni, działają w obydwu kierunkach. Jest to chyba najcelniejsza i najpiękniejsza definicja tej wyjątkowej formy rehabilitacji osób upośledzonych intelektualnie, której autorem jest Fundacja Centaurus.

Oczyszczający wpływ teatroterapii

W teatroterapii realizowana jest określona idea zawarta w manifeście teatralnym ludzi upośledzonych umysłowo - mamy prawo do tworzenia i uczestniczenia w kulturze i sztuce teatru oraz do pełnowartościowego miejsca w życiu naszego miasta i naszego kraju oraz całego świata przez uznanie, iż tak samo czujemy, jak wszyscy normalni ludzie. Jak słusznie zauważa Maria Pietrusza-Budzyńska z Fundacji Teatroterapii Lubelskiej, uznawana za twórczynię teatroterapii w naszym kraju, teatr niestety przez długie lata był miejscem niedostępnym dla ludzi niepełnosprawnych intelektualnie. A przecież integracja ludzi z różnych środowisk, przełamywanie wzajemnych uprzedzeń i odkrywanie wspólnoty z powodzeniem może odbywać się właśnie w tak magicznym miejscu, jakim jest teatr. Dlatego terapia w nim prowadzona ma tak szeroki i oczyszczający wpływ, zarówno dla aktora, jak i widza. Warsztaty Terapii Zajęciowej Teatroterapia w Lublinie, jedne z pierwszych w Polsce, powstały z inicjatywy pedagogów przy wsparciu Dyrekcji Teatru im. Juliusza Osterwy i Wydziału Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Codziennie uczestniczy w nich ok. 25 osób w wieku 19-35 lat. Pracują według autorskich programów terapeutów. W czerwcu tego roku prowadzenie Warsztatów Terapii Zajęciowej Teatroterapia od Teatru im. Juliusza Osterwy przejęła Fundacja Teatroterapia Lubelska.

O lubelskim teatrze ludzi niepełnosprawnych, jego historii, teraźniejszości, sukcesach i łzach porażki opowiada Maria Pietrusza-Budzyńska:

Wiele lat temu pewien krytyk teatralny oświadczył mi, że zarówno dzieci, jak i zwierzęta, a także ludzie niepełnosprawni nie mają wstępu na teatralną scenę. Wiem, że teraz bardzo wstydzi się tych słów, to jednak nie może ich wymazać z mojej pamięci. Myślę, że wpłynęły one na dalsze moje życie.

Teatr mówi prawdę o osobach niepełnosprawnych

Czas płynie bardzo szybko, nasza rzeczywistość nieustannie się zmienia, dlatego szczególnie młodemu pokoleniu trudno w to dziś uwierzyć, ale wprowadzenie osób niepełnosprawnych na deski teatru w połowie lat dziewięćdziesiątych było niezwykle trudnym i odważnym wyzwaniem. Teraz z całą odpowiedzialnością i dumnym sercem mogę powiedzieć, że nasz teatr zmienił w Polsce spojrzenie na człowieka niepełnosprawnego. Wreszcie mówi się o jego prawach, co w ubiegłych latach było niemożliwe do osiągnięcia. Mam, chyba sprawiedliwe, poczucie, że udało mi się pokazać nieznany dotąd wymiar pedagogiki, w którym traktuje się człowieka niepełnosprawnego w indywidualny sposób, pisząc dla niego rolę, którą zagra na scenie. W ten sposób, na tym odcinku, organizujemy jego życie na miarę jego możliwości i potrzeb. Najważniejsze chyba jednak jest to, że coraz głośniej mówi się, i to nie tylko w mediach, o teatrze jako sprawdzonej metodzie rehabilitacji. Ale myli się ten, kto myśli, że status ludzi upośledzonych intelektualnie zmienił się na ich korzyść. Niestety, wciąż są izolowani od społeczeństwa. Pomija się zarówno ich potrzeby, jak i problemy. Dla naszego społeczeństwa wciąż jest to wstydliwy i trudny temat, który najlepiej przemilczać. Moi niepełnosprawni aktorzy mają świadomość spełniania ważnej misji. Ze sceny wypowiadają się w imieniu całego środowiska ludzi niechcianych i zapomnianych. Wiedzą, że deski sceny teatralnej są miejscem, z którego mogą otwarcie mówić o swoim człowieczeństwie i swojej niezwykłej wrażliwości. Mówią także o poczuciu bezsensowności swojego życia, nie boją się także mówić o swojej ułomności, a także o tym, jak bardzo chcieliby zmieniać świat takich samych osób jak oni. Nasze spektakle mają też ten drugi wymiar, uświadamiania osobom pełnosprawnym, jak wiele bolesnych, wręcz dramatycznych problemów dotyczących osób niepełnosprawnych jest lekceważonych przez świat. Dlatego m.in. w spektaklu „Sześć postaci w poszukiwaniu autora” Luigi Pirandella nie boimy się poruszać problemów ich molestowania, gwałcenia czy wykorzystywania ich przez społeczeństwo.

Myślę, że sukces naszego teatru opiera się na ogromnym dwustronnym zaufaniu. To z kolei ma bezpośrednie przełożenie na naszą współpracę. Moi aktorzy odczuwają ogromną potrzebę wypowiedzenia, czasem wręcz wykrzyczenia wielu bolączek. Mają one wpływ na moją świadomość, co przekłada się na niezwykle starannie przemyślane kreowanie ich wielowymiarowego rozwoju, nade wszystko zaś ludzkiego. Nigdy nie zapominam, że rola, którą przedstawiają na scenie, jest niczym innym, jak prawdziwą historią o ich dużej wrażliwości, ogromnej potrzebie miłości, także prawa do nienawiści, zwyczajnym zmaganiu się z życiem i wypowiadaniem swoich racji. Ludzie zdrowi zapominają albo nie chcą pamiętać, że osoby upośledzone intelektualnie mają takie samo prawo do miłości, odczuwają potrzebę dzielenia życia z bliską osobą, pragną ślubu, domu i dzieci, czyli mają takie same potrzeby i marzenia jak my, tylko niestety nie mają takich samych praw. O tych dylematach mówiliśmy w spektaklu „M jak”, który graliśmy parę lat temu. Spektakl nieustannie wywoływał żywą, szeroką i bardzo potrzebną dyskusję.

Nigdy nie rozdzielam ról

Dla mnie bardzo istotną sprawą jest to, że w naszym teatrze każda rola powstaje z myślą o konkretnym człowieku. Lubelski teatr jest niezwykły pod każdym względem, także tym, że u nas mają szansę występować wszyscy upośledzeni intelektualnie, bez względu na swoje uzdolnienia artystyczne, wszyscy też nasi aktorzy opowiadają o swoim życiu. Co także nie zdarza się w żadnym innym teatrze, to nie ja rozdzielam role, to moi aktorzy je sami sobie dobierają. Każdą pracę rozpoczynamy od długich rozmów. Wspaniałe jest to, że moi podopieczni bezustannie mnie inspirują, wypełniają wiedzą o człowieku, która przekłada się na twórczą wenę. Dlatego piszę sztuki dla nich i o nich. Potem następuje najbardziej fascynujący moment, czyli „rysowanie” ostatecznego obrazu spektaklu, który zależy w głównej mierze od moich aktorów, gdyż mają prawo go stwarzać na nowo przez swoje uwagi i modyfikacje. Moją rolą jest zaledwie rozbudzenie w nich twórczego zapału. Trudno wyrazić uczucie szczęścia, gdy widzę pod koniec spektaklu kłaniających się podopiecznych, bo wiem, że sukces odnieśli zarówno oni, jak i ich najbliżsi. Oczywiście pojawia się także między nimi rywalizacja, ale ja wtedy jestem najszczęśliwsza na świecie, bo jestem świadkiem narodzin prawdziwej społeczności. Wyzwalają się też w nich nieznane dotychczas emocje, które zaczynają być przez nich nazywane. W wyciszeniu ich pomaga mi wspólnie spędzony i wypracowany czas wiem, w jaki sposób kogo mam dowartościować, przytulić i pojednać. Ale są i te bardzo trudne chwile, a nawet momenty załamania. Dlaczego teatroterapia jest tak wspaniała, bo jest uniwersalna i porusza wszystkie zmysły, żeby stanąć na scenie, trzeba przejść niezwykle złożony proces. Trzeba bowiem poruszyć wiele aspektów swojej psychiki i swoich umiejętności. Dla mnie najistotniejsze jest to, że dzięki pobytowi na Warsztatach Terapii Zajęciowej moi podopieczni mają szansę na wszechstronny rozwój swojej osobowości. Jak każdy, mam też swoje marzenia. Od wielu lat marzę o domu dla moich podopiecznych, w którym będą mogli samodzielnie mieszkać. Drugim marzeniem jest wybudowanie w Lublinie teatru ludzi niepełnosprawnych. Ale to już jest całkiem inna historia…

 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 48/2009