Sprawiedliwy last minute

Z dr. hab. Janem Żarynem z Instytutu Pamięci Narodowej, członkiem Komitetu dla Upamiętnienia Polaków Ratujących Żydów, rozmawia Łukasz Kaźmierczak
Czyta się kilka minut

 

Przeglądając życiorysy polskich Sprawiedliwych, bez trudu zauważymy, że ich działania wynikały przede wszystkim z motywacji religijnych i nakazu chrześcijańskiego miłosierdzia…

- W zasadzie nie znam takiej relacji poświęconej Polakom ratującym Żydów, w której nie byłoby mniej lub bardziej oczywistego przekazu odwołującego się właśnie do Dekalogu i przykazania miłości. Mogę to zresztą potwierdzić na przykładzie doświadczeń mojej rodziny, która w czasie wojny ukrywała Żydów, czyniąc to ewidentnie z pobudek religijnych. Co więcej, kiedy moja matka - opiekująca się wówczas dwójką swoich małych dzieci - przeżyła w pewnym momencie załamanie psychiczne i poszła do siostry Matyldy Getter, prosząc o przeniesie w inne miejsce ukrywających się u niej ludzi, otrzymała krótką ripostę: a jest Pani chrześcijanką? 

 

Tymczasem w niektórych środowiskach żydowskich ukształtował się zupełnie fałszywy stereotyp, głoszący, iż chrześcijaństwo samo w sobie było nośnikiem Holokaustu…

- Takie myślenie wynika z totalnego niezrozumienia tradycji chrześcijańskiej, która pozwala przecież człowiekowi wierzącemu na rozdzielenie tego co jest najistotniejsze: tzn. miłości personalistycznej do osoby ludzkiej od innych, bardziej skomplikowanych relacji, wiążących się ze stosunkami między narodami, państwami i innymi ziemskimi strukturami. Na szczęście wraz z coraz szerszym upowszechnianiem świadectw historycznych ten stereotyp jest już coraz rzadziej prezentowany jawnie, w tym również przez same środowiska żydowskie. Kompromituje on bowiem jego nosicieli.

 

Przeczą temu także same fakty – z jednej strony mamy bowiem Radę Pomocy Żydom - „Żegotę”, której korzenie tkwią w środowisku przedwojennych katolików, z drugiej zaś parafie i zgromadzenia zakonne, które udzielały ludności pochodzenia żydowskiego chyba największej pomocy instytucjonalnej…   

- Specjalnie przywołałem przed chwilą postać siostry Matyldy Getter ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi, ponieważ w całości pomagało ono Żydom. Siostra Matylda pracowała w Warszawie, miała kontakty z ks. Marcelim Godlewskim i zarządzała ogromną  machiną pomagającą ukrywać dorosłych Żydów wśród polskich rodzin, a żydowskie dzieci niejako naturalnie wkomponowywać do ochronek prowadzonych przez zakonnice. Nie było to ani łatwe, ani oczywiste zadanie – także z racji ekonomicznych, a nadto przypomnę, że śmierć groziła nie tylko osobom bezpośrednio udzielającym pomocy Żydom, ale także ich najbliższym – w przypadku zgromadzeń zakonnych byli to np. wychowankowie domów pozostających pod opieką sióstr. Jednak pomimo tak wielkiego zagrożenia praktycznie wszystkie zgromadzenia zakonne - zwłaszcza żeńskie - włączyły się w akcję spontanicznej pomocy niesionej przez Polaków dla Żydów.

 

Podobnie jak parafie katolickie, które stały się wręcz „fabrykami” nowych metryk…

- Wystawianie fałszywych metryk bądź też zaświadczeń mających potwierdzać, że dana osoba została ochrzczona w konkretnej parafii, było skrajnie niebezpiecznym procederem, grożącym nieustanną dekonspiracją. Ale księża katoliccy pomagali Żydom także na wiele innych sposobów: poczynając od kazań – poświęconych w znacznej mierze patologiom wytworzonym przez okupanta, m.in. związanych z brakiem poszanowania własności, z donoszeniem na Żydów, ze szmalcownictwem – które to grzechy były wypowiadane, definiowane i piętnowane na ambonie.

Kapłani w sposób naturalny stali się także z jednej strony powiernikami tajemnicy, a z drugiej autorytetami i ludźmi zaufania, do których zgłaszali się potrzebujący. I znowu - nie znam takiej relacji, w której duchowny występowałby jako osoba odmawiająca pomocy ludności żydowskiej, nie mówiąc nawet o jakimkolwiek nawoływaniu do złych uczynków względem niej. Przeciwnie - mogę podać wiele przykładów heroicznej postawy takich kapłanów jak ks. Julian Chróścicki, proboszcz parafii w podwarszawskich Włochach - jeden z aresztowanych 18 września 1942 r. za akcję ratowania Żydów; albo wspaniali kapłani - Antoni Czarnecki oraz Marceli Godlewski, którzy otrzymali specjalną jurysdykcję do opieki nad Żydami znajdującymi się w getcie warszawskim. Znana jest także niezłomna postawa abp. krakowskiego Adama S. Sapiehy. Z kolei o. Polikarp Sawicki, paulin z Jasnej Góry, i wielu jego współbraci wystawiali fałszywe metryki oraz pośredniczyli w dalszej pomocy, natomiast ks. Witold Pietkun z parafii Wszystkich Świętych w Wilnie miał przeprowadzać ludzi z getta do AK-owskiej partyzantki - itd., itd., itd. Wielu ludzi Kościoła za swoją postawę zapłaciło zresztą najwyższą cenę, tak jak dwie siostry niepokalanki ze Słonimia, rozstrzelane przez Niemców za ratowanie żydowskich dzieci. 

 

Nie uchroniło to jednak wielu kapłanów od zarzutu, że ratują żydowskie dzieci tylko po to, żeby je ochrzcić…

- To kolejny przykład myślenia materialistycznego, wywodzącego się z XVIII-XIX- wiecznego racjonalizmu, w którym dominuje przekonanie, że motywacją człowieka są interesy, a nie duchowość będąca co najwyżej przykrywką czy też wyższym stadium cynizmu, zakrywającym rzeczywiste powody działania. Takie fatalne, uniemożliwiające jakikolwiek dialog pomówienia można było przeczytać np. w książce Jana T. Grossa  „Strach”.

Chrześcijaństwo wprowadza całkowicie odmienną przestrzeń widzenia człowieka, postrzeganego przede wszystkim w perspektywie zbawczej. Przy tej okazji na pewno warto byłoby jednak postawić sobie pytanie o granice odpowiedzialności kapłana i w ogóle osoby wierzącej za zbawienie drugiego człowieka. Zwłaszcza w obliczu śmierci...

 

Kilka razy podczas tej rozmowy przewinęło się już nazwisko ks. Marcelego Godlewskiego,  wieloletniego proboszcza parafii pw. Wszystkich Świętych – o którym krążyły opowieści, że łapał w sutannę żydowskie dzieci wyrzucane przez mur warszawskiego getta…

- To sama w sobie niezwykła i piękna postać – urodzony w 1865 r., współtworzący tzw. Pokolenie Niepokornych, czyli tę generację, dzięki której odzyskaliśmy niepodległość w 1918 roku – wspaniały społecznik, zaangażowany bez reszty w życie publiczne. Jednak jako osoba związana z tradycją narodową, uchodził w przedwojennych środowiskach żydowskich za księdza antysemitę. Ale to oczywiście nieprawda, bo ks. Godlewski był o wiele bogatszą postacią, tak jak znacznie bardziej złożone były ówczesne relacje polsko-żydowskie.

Kiedy zaś w październiku 1940 roku Niemcy utworzyli getto warszawskie, kościół pw. Wszystkich Świętych znalazł się w jego murach. Parafia musiała więc niemal z marszu zająć się opieką nad chrześcijanami pochodzenia żydowskiego z terenu getta. Z czasem ta wspólnota poszerzała się coraz bardziej, stając się w końcu niejako parafią „narodową” Żydów. Nade wszystko zaś kościół pw. Wszystkich Świętych zaczął pełnić rolę bardzo ważnego łącznika między dwiema stronami: żydowską i aryjską.

 

Dziś wiemy już, że skala tej pomocy była ogromna…

– Żeby ta łączność zaistniała, ks. Godlewski i jego dwóch wikariuszy zaangażowało się w wystawianie fikcyjnych zaświadczeń o chrztach, ułatwiających legalizację po aryjskiej stronie muru. Proboszcz nawiązał także kontakty z zaprzyjaźnionymi podwarszawskimi zgromadzeniami zakonnymi, gdzie umieszczał wyprowadzonych z getta Żydów.

Są piękne świadectwa postawy ks. Godlewskiego – choćby to przekazane przez jednego z uratowanych, prof. Ludwika Hirszfelda. Znakomity bakteriolog wspomina m.in. rozmowę Adama Czerniakowa, przewodniczącego Judenratu w getcie warszawskim, z ks. Godlewskim, podczas której ten ostatni płacze, słuchając opowieści o dramatycznych warunkach tam panujących. 

Albo właśnie ta wspomniana przez pana historia z sutanną księdza Godlewskiego, o której opowiadała uratowana przez niego rodzina twórcy esperanto, Ludwika Zamenhofa.

 

Ilu osobom tak naprawdę pomógł ksiądz Godlewski?

- Nie sposób tego obliczyć, moim zdaniem liczba ta idzie na pewno w tysiące. Nie należy bowiem owej pomocy ograniczać wyłącznie do ludzi, których on wyprowadził fizycznie na aryjską stronę, ale wchodzą w to także działania skierowane do wnętrza getta, m.in. akcje charytatywne, działalność kuchni parafialnej, rozdawanie posiłków, lekarstw i ciepłych ubrań dla mieszkańców żydowskiej dzielnicy, w końcu opieka duchowa. Nikomu jej nie odmawiał.

 

A jednak nie dostał tytułu Sprawiedliwego – właśnie z powodu swojego rzekomego antysemityzmu…

- Dostał. Dosłownie przed kilkoma dniami IPN odebrał informację z Instytutu Yad Vashem, że ksiądz Marceli Godlewski otrzymał w końcu medal Sprawiedliwego wśród Narodów Świata... To bardzo dobra wiadomość, dająca także nadzieję, że różne ciemne siły, które próbują zatrzymać decyzję o lokalizacji pomnika ku czci Polaków Ratujących Żydów na placyku przy kościele pw. Wszystkich Świętych na pl. Grzybowskim, zostaną przepędzone przez rzeczywistych rzeczników dialogu z Żydami.

 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 47/2009