Jak budować małżeństwo odporne na rozpad

Rozważanie na 27. niedzielę zwykłą
Czyta się kilka minut

 

Rozwody to nie jest dopiero wynalazek naszych czasów, lecz starożytna tradycja – ale tradycja niechlubna i chora, wyrastająca z ludzkiej słabości, a raczej z zatwardziałości.

 

Najlepszym dowodem jest to, że nawet Mojżesz uległ presji życia i zgodził się odstąpić od pierwotnych zasad objawionych przez Boga. W zamierzeniu Mojżesza list rozwodowy miał być lekiem na różne dramatyczne sytuacje małżeńskie. Niestety, nie jest to lek skuteczny, bo nie zapobiega chorobie, a co najwyżej chwilowo i pozornie łagodzi pewne objawy choroby. Można nawet powiedzieć, że sam lek wywołuje chorobę, podobnie jak źle zaprojektowana szczepionka, która zamiast uodparniać organizm, sama wywołuje infekcję.

I właśnie dlatego niezbędne jest uważne wsłuchanie się, co na ten temat ma do powiedzenia Jezus, odwołując się do najgłębszych fundamentów ludzkiej natury. Jezus te fundamenty zna, bo sam je zaprojektował i stworzył. Stworzył człowieka jako dwie wzajemnie dopełniające się istoty: mężczyznę i kobietę. I tylko z nich można zbudować udane małżeństwo.

Właśnie: małżeństwo trzeba budować, a budowa musi się zacząć na wiele lat przed ślubem. Nie wystarczy znaleźć odpowiednią osobę do zawarcia małżeństwa, lecz samemu trzeba stać się odpowiednim kandydatem na męża lub żonę. A to oznacza długi proces wychowania i samowychowania. Pierwszym warunkiem tego procesu jest mieć samemu ojca i matkę, czyli właściwy, zdrowy wzorzec rodziny i życia rodzinnego. Szkołą życia małżeńskiego nie jest wychowanie seksualne czy lekcje z przysposobienia do życia w rodzinie ani nawet katecheza ponadgimnazjalna, lecz przykład miłości mamy i taty.

A potem trzeba się od rodziców odłączyć, czyli usamodzielnić, dojrzeć do wzięcia odpowiedzialności za siebie i innych. Dorastający syn czy córka muszą stanąć na własnych nogach, a rodzice muszą sobie uświadomić, że swoje dziecko wychowywali i kochali właśnie po to, by teraz wypuścić je z domowego gniazda. To stopniowe usamodzielnianie się dzieci jest procesem trudnym i bolesnym dla obu stron, ale to nieuniknione.

Drugim etapem po duchowym odłączeniu się i uniezależnieniu od rodziców jest długi proces łączenia się mężczyzny i kobiety. Bynajmniej nie chodzi tu o seks. Wręcz przeciwnie: to ma być czas wzajemnego poznawania siebie, swoich charakterów, oczekiwań, upodobań, życiowych przekonań i nawyków, tradycji rodzinnych. Dopiero trzeci etap, czyli ten po ślubie, zezwala i uzdalnia do pełnego oddania się sobie i stworzenia całkowitej wspólnoty życia. Tak budowane małżeństwo powinno przetrwać.

 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 40/2009