Rozumieć i naśladować Mesjasza

Rozważanie na 25. niedzielę zwykłą
Czyta się kilka minut

 

To musiał być dramatyczny moment w życiu i misji Jezusa: wyraźna zapowiedź męki i kompletne niezrozumienie ze strony uczniów.

 

Jezus miał zupełnie inne cele niż myśleli uczniowie. Tylko On rozumiał, jaka rzeczywiście była misja Mesjasza i jakie zadania stawia przed Nim Bóg. Żydzi – udręczeni i upokorzeni rzymską okupacją i polityczną niewolą, wymarzyli sobie Mesjasza wodza i zwycięzcę, który ich wyzwoli i przywróci Izraelowi polityczne znaczenie. Ponieważ widzieli nadzwyczajną moc Jezusa, więc liczyli, że odtąd nie będą już cierpieli głodu, chorób, upokorzeń, a nawet śmierci.

Dlatego też Jezus otaczał swoją misję pewną dyskrecją, bo obawiał się, że właśnie w taki sposób będzie postrzegany i że wszystkie Jego słowa i czyny będą odczytywane w kluczu politycznym i socjalnym. I nie mylił się: nawet Jego najbliżsi, wybrani ucznio­wie, rozumieli Go zupełnie opacznie. A właściwie wcale Go nie rozumieli. Być może coś niepokojącego przeczuwali i przewidywali, ale tym bardziej nie chcieli tych przeczuć dopuszczać do świadomości i dlatego na wszelki wypadek o nic nie pytali. Woleli zmienić temat. A zrobili to w sposób najbardziej niefortunny z możliwych, choć na ludzki sposób logiczny.

Swoje obawy chcieli bowiem zastąpić wizją tryumfu. W tej wizji zarezerwowali dla siebie uprzywilejowane miejsce. Wszak byli najbliżej Chrystusa i liczyli, że będzie to uwzględnione. Pozostała tylko kwestia ich wzajemnej rywalizacji o najlepszą pozycję. Łatwo sobie wyobrazić argumenty i kryteria, którymi mogli się posługiwać, bo przecież my też często posługujemy się podobnymi. Normalnie wydają się nam one słuszne i przekonujące, ale w konfrontacji z nauką, postawą i pokorą Jezusa, ujawniają swoją płytkość i fałsz – dlatego na pytanie Jezusa uczniowie ze wstydu milczeli.

Jezus sam podjął wątek i z całym spokojem, dobitnością i jednoznacznością zaczął tłumaczyć zasady swego królestwa. By nie było już żadnych wątpliwości co do Jego intencji, poparł swój wywód czytelną ilustracją. W tamtych czasach i kulturze dziecko było synonimem całkowitego uniżenia, braku praw, nie liczyło się w życiu społecznym. Mogło polegać tylko i wyłącznie na miłości i trosce rodziców, było całkowicie zdane na ich łaskę i opiekę. Podobnie i my mamy zdać się całkowicie na miłość i opiekę Boga, zamiast zabiegać o swoją pozycję poprzez rywalizację i budowanie swego prestiżu. A ściśle mówiąc, mamy zapomnieć o sobie, by innych budować swoją miłością. I przez to okażemy się naprawdę wielcy.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 38/2009