Duma z polskich chłopów

Nie milkną echa bulwersującego artykułu w niemieckim tygodniku Der Spiegel, który próbował rozmyć odpowiedzialność za Holokaust rozpętany przez Niemców w Europie i wskazał jako współodpowiedzialnych za tę bezprzykładną w dziejach tragedię między innymi także Polaków. O ironio, niektórzy badacze działający w Polsce do tego katalogu winnych dorzucili także Kościół Katolicki!
Czyta się kilka minut

 

Nie milkną echa bulwersującego artykułu w niemieckim tygodniku „Der Spiegel”, który próbował rozmyć odpowiedzialność za Holokaust rozpętany przez Niemców w Europie i wskazał jako współodpowiedzialnych za tę bezprzykładną w dziejach tragedię między innymi także Polaków. O ironio, niektórzy badacze działający w Polsce do tego katalogu „winnych” dorzucili także Kościół Katolicki!

 

Było oczywiste, że zawierający kłamstwa i insynuacje artykuł ze „Spiegla”, o którym szerzej pisaliśmy w poprzednim numerze „Przewodnika Katolickiego”, spowoduje lawinę komentarzy w Europie, a już szczególnie w Polsce.

 

Rozbieżne komentarze

Mało kto chyba jednak spodziewał się, że właśnie w Polsce komentarze te okażą się tak dwuznaczne. Przeciętny odbiorca medialnego przekazu w Polsce mógł zapamiętać kilka wymownych komentarzy – premiera Tuska, który wprawdzie nie zgodził się z tezami niemieckiego artykułu, ale dziwi się „niektórym politykom, że znów ulegają takiej antyniemieckiej histerii”, dr Aliny Całej z Żydowskiego Instytutu Historycznego, która orzekła, że Polacy są „w pewnym sensie” odpowiedzialni za Holokaust oraz że to duchowni katoliccy i endecy przygotowali Polaków do roli współorganizatorów zagłady. „Antysemityzm ekonomiczny był uzasadniany rasizmem, a antyjudaizm katolicki stał się rasistowski, pochwalający politykę Hitlera” – wywodziła w wywiadzie dr Cała, tłumacząc podłoże rzekomego polskiego antysemityzmu. Na szczęście były też w Polsce zgoła inne komentarze. Niejako w odpowiedzi na wcześniejsze konfabulacje i pomówienia, cieszący się sporym autorytetem w kręgach międzynarodowych Władysław Bartoszewski, stwierdził dobitnie: „Niemal wszyscy dzielni ludzie, którzy wykazali tak wiele poświęcenia i ofiarności w ratowaniu Żydów, byli ochrzczeni. Byli członkami Kościoła katolickiego!”. Wyrażając oburzenie z powodu „rewelacji” dr Całej, Bartoszewski skwitował podobne opinie jednym słowem: „absurd!”. 

 

Polski prymas antysemita

Niestety, podobne absurdy znane są nie od dziś i w wielu środowiskach od kilku dziesięcioleci są pieczołowicie pielęgnowane. W Internecie odnaleźć można sporo anglojęzycznych stron, na których odnotowano katalog antysemickich wystąpień na przestrzeni dziejów. Wśród całkiem słusznych przykładów, jak m.in. słynna „Noc kryształowa” czy Ustawy Norymberskie, wymieniany jest jednym tchem List Pasterski Prymasa Polski Augusta Hlonda z 1936 r. W tej chronologicznej wyliczance Prymas Polski August Hlond wymieniany jest wraz ze swoim listem jako rzecznik „polskiego antysemityzmu”. Tego typu demagogia uprawiana jest nie od dziś. Dla przykładu, w holenderskim tygodniku „Vrij Nederland” z 20 lipca 1966 roku znalazł się artykuł Jana Rogiera, w którym można było przeczytać: „Antysemityzm był rodzimym produktem Polski. Nie potrzebowała ona w tej sprawie żadnych lekcji od Zachodu. Faszyzm szerzył się gwałtownie w Polsce przed drugą wojną światową, a znajdował nawet więcej poparcia w kręgach kościelnych, niż u konserwatywnych władz świeckich”. Dalej autor tego paszkwilu, który nie był niestety odosobnionym, jednorazowym dziełkiem, określił prymasa Polski Augusta Hlonda jako „skrajnego antysemitę”, który rzekomo w swym liście pasterskim z 1936 roku miał zażądać „wygnania Żydów z Polski”. Po ukazaniu się owego kłamliwego tekstu na Zachodzie w 1966 roku nie było komu bronić polskiego prymasa, który nie żył już od 18 lat. Polskie milczenie, wymuszone wówczas komunistyczną dyktaturą, mści się po latach, skoro aktualnie nawet w naszym kraju o antysemityzm oskarża się nawet w pokrętny sposób św. Maksymiliana Kolbego, jedną z najgłośniejszych ofiar Auschwitz.

    

Prymasowska przestroga przed antysemityzmem

Jak było jednak ze sprawą kardynała Augusta Hlonda? Rzeczywiście, prymas Polski, wydał 29 lutego 1936 roku list pasterski „O katolickie zasady moralne”, w którym ustosunkował się m.in. do głośnej wtedy już w całej Europie sprawy żydowskiej. Wprawdzie prymas Polski pisał: „Faktem jest, że Żydzi walczą z Kościołem katolickim, tkwią w wolnomyślicielstwie, stanowią awangardę bezbożnictwa, ruchu bolszewickiego i akcji wywrotowej”, ale zaraz w jednoznacznym, tonie dodawał: „Ale – bądźmy sprawiedliwi! Nie wszyscy Żydzi są tacy. Bardzo wielu Żydów to ludzie wierzący, uczciwi, sprawiedliwi, miłosierni, dobroczynni. (…) Przestrzegam przed importowaną z zagranicy postawą etyczną, zasadniczo i bezwzględnie antyżydowską. Jest ona niezgodna z etyką katolicką. Wolno swój naród więcej kochać; nie wolno nikogo nienawidzić. Ani Żydów. (…) Miejcie się na baczności przed tymi, którzy do gwałtów antyżydowskich judzą. Służą oni złej sprawie. Czy wiecie, kto im tak każe? Czy wiecie, komu na tych rozruchach zależy?”. W 1936 roku, kiedy antyżydowska psychoza w Niemczech nabierała impetu, Polski Prymas zaapelował o odstąpienie od pokusy antysemityzmu, która mogłaby pojawić się tu i ówdzie także w Polsce. 30 lat później został za to oskarżony o antysemityzm i do dziś widnieje we wspomnianych internetowych rejestrach antysemickich wystąpień! Akty podobnej niesprawiedliwości cały czas mają miejsce! Jednym z ostatnich jest sprawa publikacji w „Spieglu”.

 

Jak reagować?

Politycy w Polsce kłócą się przy każdej podobnej okazji o to, jak Polacy powinni reagować w tego typu sytuacjach. Jedni twierdzą, że powinniśmy energicznie protestować, domagać się sprostowań czy wręcz reakcji dyplomatycznych; inni pod hasłem studzenia emocji nawołują, by lekceważyć podobne kłamliwe artykuły, gdyż „prawda jest przecież dla wszystkich oczywista”. Nie mam wątpliwości, że ta druga droga jest zgubna dla polskiego etosu. Historia ostatniego półwiecza pokazuje, że to, co oczywiste w Polsce, jest zbyt często zupełnie nieznane za granicą. Nasze milczenie w podobnych sytuacjach zostanie więc zawsze ocenione jako przyzwolenie na kłamstwa fabrykowane co jakiś czas w kolejnej zagranicznej gazecie. Przeciętny młody Amerykanin, jeżeli w ogóle wie, na jakim kontynencie leży Polska, to już na pewno nie wie, kim był August Hlond i nie zastanowi się, czy zarzut antysemityzmu wobec polskiego prymasa może być kłamliwy, skoro przecież kilka lat później „w Polsce pojawiły się obozy koncentracyjne”, o czym jeszcze bardziej kłamliwie, z zadziwiającą regularnością, donoszą media w wielu miejscach na świecie, prawie zawsze tłumacząc się później „przejęzyczeniem”. Skoro Żydzi w Nowym Jorku mają swoją Ligę przeciwko Zniesławieniu, Niemcy budują w Berlinie swój „Widoczny Znak”, Rosjanie zapowiadają powołanie komisji, która będzie walczyć z „fałszowaniem historii”, to może również Polacy powinni zadbać wreszcie o obronę prawdy historycznej!?

Ostatnia sytuacja z artykułem w „Spieglu” pokazała bowiem, że wcale nie jesteśmy jednomyślni w ocenie naszego udziału w działaniach wojennych i naszej roli w ich współczesnym interpretowaniu. Z jednej strony publicysta „Gazety Wyborczej”, komentując sprawę „Spiegla”, ubolewa nad „zbiorowym tupaniem polskich polemistów”, tłumacząc, że ich postawa to nie „sen ignorantów, to strach ludzi zaczadzonych przed rozrachunkiem i debatą”. Z drugiej jednak pojawiają się głosy krytyki wobec podobnej niemieckiej socjotechniki, jak  ta zaprezentowana w hamburskim tygodniku. Jednak do roli symbolu urasta fakt, że bodaj najwierniejszym świadkiem prawdy, a co z tego wynika – obrońcą Polaków w całej tej sprawie - staje się nie kto inny, jak przedstawiciel Narodu Żydowskiego Szewach Weiss. „«Spiegel» piętnuje polskich chłopów, którzy mieli pomagać w mordowaniu Żydów. Ja poznałem tych ludzi osobiście. Oni mnie uratowali w Borysławiu. Naród polski może być dumny ze swoich chłopów!” – pisze w „Rzeczpospolitej” były wieloletni ambasador Izraela w Polsce. Szewach Weiss konstatuje wprost: „Niestety widać dziś, że część niemieckich elit nie daje sobie rady z brzemieniem tego ogromnego grzechu, ze znakiem Kaina wyrytym na niemieckim czole. Stąd właśnie wypływają tendencje do podzielenia się tą winą z członkami innych narodów”.  Trudno o lepszą syntezę aktualnej sytuacji i dobrze, że wyszła ona spod pióra tego właśnie człowieka. Sprawa oburzającej publikacji w „Spieglu” ma swój wielce pozytywny aspekt – pokazuje, a przynajmniej powinna pokazać Polakom, że jeśli sami nie zadbają o własne dobre imię, to prawie nikt tego za nich nie zrobi.

 

 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 23/2009