Logo Przewdonik Katolicki

Jest nas wielu

Małgorzata Szewczyk
Fot.

Pamiętam dokładnie dzień, kiedy dotarła do nas informacja o wyborze Karola Wojtyły na papieża. W tym czasie byłem w Domu Żołnierza przy ul. Niezłomnych opowiada Maciej Musiał, były wojewoda poznański i wielkopolski.

 

Pamiętam dokładnie dzień, kiedy dotarła do nas informacja o wyborze Karola Wojtyły na papieża. W tym czasie byłem w Domu Żołnierza przy ul. Niezłomnych – opowiada Maciej Musiał, były wojewoda poznański i wielkopolski.

 

Trzeba bić w dzwony

Odbywało się tam posiedzenie Prezydium Zarządu Aeroklubu Poznańskiego. W pewnym momencie do małego pokoju, w którym byliśmy zgromadzeni, zajrzał zastępca kierownika aeroklubu ds. politycznych, pułkownik lotnictwa i poprosił prezesa, prof. Aleksandrowicza na zewnątrz, mówiąc, że dzwoni żona. Po chwili zajrzał po raz drugi, mówiąc do nas wszystkich: „Karol Wojtyła zastał papieżem”. Wiadomość ta była tak niezwykła, że nasze posiedzenie szybko się zakończyło. Pobiegłem do kościoła OO. Dominikanów. Wydawało mi się, że w takiej chwili trzeba bić w dzwony, trzeba Bogu dziękować, a tam... panowała cisza. Ale tak bywa, nie potrafimy szybko reagować na wydarzenia, które nas zaskakują, a to było takie wydarzenie. Była to tak szokująca informacja, że nie mogę powiedzieć, bym wiązał z nią jakiekolwiek nadzieje. Nadzieje można z czymś wiązać, gdy da się przewidzieć, co mogłoby się w związku z tym wydarzyć. Ale przecież nikt nigdy nie rozważał takiej sytuacji, że ktokolwiek inny niż Włoch, nie wspominając już o Polaku, może zostać papieżem. Dzisiaj nam się to wydaje naturalne. Wówczas wszyscy byli zaskoczeni tym wyborem, komuniści tym bardziej...

 

Propaganda

Przyszedł rok 1979, czerwiec, pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II do Polski.

Pamiętam ogólną atmosferę strachu, którą podsycano, przytaczając liczby osób zadeptanych w tłumie podczas pielgrzymki Ojca Świętego do Meksyku w styczniu 1979 r. W mediach pojawiały się informacje, ile trumien jest przyszykowanych na taką ewentualność. Ta propaganda przyniosła swój skutek. Wybrałem się na spotkanie z Ojcem Świętym do Gębarzewa pod Gnieznem. Pamiętam, jechałem pociągiem z dworca głównego, specjalnie podstawionym, mającym kilka wagonów piętrowych. Wagony były puste. W moim siedziało zaledwie kilka osób. Ale w Gębarzewie było już inaczej. Pamiętam rzekę ludzi, która po Mszy Św. się ciągnęła się w kierunku Gniezna. Widok ten robił ogromne wrażenie. Spotkałem wówczas znajomego z Akademii Rolniczej, który z całą rodziną, siedmiorgiem dzieci, maszerował w tym tłumie. Nagle każdy z nas zrozumiał, że nie jest sam w trudnej rzeczywistości naszego kraju, że jest nas wielu. Jesteśmy siłą. To zaowocowało wydarzeniami roku 1980. Pozostał niedosyt, żal, że nie pojechaliśmy wszędzie tam, do tych miejsc, gdzie był Ojciec Święty. Siostra mojej mamy została wówczas w domu, właśnie ze strachu, lęku. Mając jednak poczucie wstydu, pojechała wraz z koleżanką na Podhale i tam pieszo pokonały kilkanaście kilometrów drogi, by dojść na spotkanie z Ojcem Świętym.

 

Ostatnie spotkanie

Potem było kilka bliższych i dalszych spotkań z Janem Pawłem II z okazji kolejnych pielgrzymek do Polski. Brałem udział w pielgrzymce harcerzy z Poznania do Rzymu w 1985 r., przygotowanej  w pełnej konspiracji i pod szyldem Przyjaciół Misji Oblackich. Jechaliśmy autobusem w warunkach spartańskich, o jakich dzisiaj  trudno nawet pomyśleć, ale dojechaliśmy. Spotkaliśmy się z Ojcem Świętym w Castel Gandolfo. Po audiencji zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie. Jan Paweł II spokojnie, cierpliwie, przyjmował grupę po grupie, wszy chcieli mieć zdjęcie z Papieżem.

W pamięci utkwiło mi również spotkanie podczas ostatniej papieskiej pielgrzymki do naszej Ojczyzny w 2002 r. Ojciec Święty odwiedził m.in. Licheń. Byłem wówczas wojewodą wielkopolskim i miałem to szczęście, że mogłem osobiście ucałować pierścień papieski. Z bliskiej odległości widać było, jak bardzo schorowanym człowiekiem był Jan Paweł II. Jego kręgosłup był tak wygięty, że nie wiadomo było, co sprawia, że jeszcze potrafi stać. Z samej sylwetki, widzianej z bliska, emanował ból, który był potem dla nas częścią wielkiej katechezy w ostatnich dniach jego życia.

 

 


Maciej Musiał – urzędnik państwowy, były wojewoda poznański i wielkopolski 1997-2000, szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów  Jerzego Buzka w latach 2000-2001.

Ukończył w 1973 studia na Wydziale Matematyki-Fizyki i Chemii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Od 1975 do 1990 pracował w Instytucie Technologii Drewna w tym mieście. W latach osiemdziesiątych członek Tymczasowego Zarządu Regionu NSZZ „Solidarność”. Przez lata zaangażowany w harcerstwie, był m.in. szczepowym „Błękitnej Czternastki".

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki