Logo Przewdonik Katolicki

Głos papieża z gniazda polskości

Mirosław Sobiech
Fot.

Kiedy wspomina się historyczną, pierwszą pielgrzymkę Jana Pawła II do Ojczyzny sprzed 35 lat, przywoływane są zawsze papieskie homilie z Warszawy i Krakowa, które odmieniły Polskę.Tymczasem słowa równie poruszające Ojciec Święty wypowiedział także w wielkopolskim Gnieźnie.Usłyszeliśmy wtedy po raz pierwszy, że nie ma lepszej i gorszej Europy.

Kiedy wspomina się historyczną, pierwszą pielgrzymkę Jana Pawła II do Ojczyzny sprzed 35 lat, przywoływane są zawsze papieskie homilie z Warszawy i Krakowa, które odmieniły Polskę. Tymczasem słowa równie poruszające Ojciec Święty wypowiedział także w wielkopolskim Gnieźnie. Usłyszeliśmy wtedy po raz pierwszy, że nie ma „lepszej” i „gorszej” Europy.

– Nie upadek muru berlińskiego, tylko przesłanie Jana Pawła II z Gniezna w 1979 r. uruchomiło proces prowadzący do upadku żelaznej kurtyny – taką jednoznaczną opinię po latach w wypowiedzi dla Katolickiej Agencji Informacyjnej przedstawił kard. Stanisław Dziwisz. Trudno nie zgodzić się z obecnym metropolitą krakowskim, który przecież przez cały pontyfikat (1978–2005) był osobistym sekretarzem papieża Polaka i chyba lepiej niż ktokolwiek inny na świecie znał myśli i intencje Ojca Świętego, a także moc sprawczą jego nauczania. Pogląd najbliższego, najbardziej zaufanego współpracownika Jana Pawła II potwierdzają zresztą historycy opisujący moralne, społeczne i polityczne następstwa niezapomnianej papieskiej pielgrzymki do Polski, która odbyła się w dniach 2–10 czerwca 1979 r. W jej drugim dniu (była to niedziela, uroczystość Zesłania Ducha Świętego) w Gnieźnie bez wątpienia dokonywała się wielka historia.

 

Do Europy przez Gniezno

Jeśli na powitanie w Warszawie (2 czerwca) Ojciec Święty przebudził Polaków słowami „Niech zstąpi Duch Twój! I odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!”, a na pożegnanie w Krakowie (10 czerwca) umocnił i pokrzepił rodaków wezwaniem: „Musicie być mocni! Musicie być wierni!”, to jakie ważne przesłanie popłynęło z Gniezna, pierwszej stolicy Polski i miejsca, gdzie podczas synodu w roku 1000 dokonał się wstępny etap „integracji europejskiej”? Padły tam 3 czerwca słowa znacznie bardziej uniwersalne, daleko wykraczające poza kontekst polski, a w sensie politycznym mocniejsze i odważniejsze nawet niż na placu Zwycięstwa w Warszawie i na krakowskich Błoniach. Owszem, papież Polak w Gnieźnie mówił wiele z nostalgią o korzeniach własnego narodu, o początkach naszej państwowości, o chrzcie Polski i dziedzictwie narodowej kultury wyrastającej z chrześcijaństwa, ale był to niejako wstęp do szerszej refleksji. Jan Paweł II w swych gnieźnieńskich wystąpieniach, a zwłaszcza w homilii wygłoszonej na Wzgórzu Lecha, przemówił do całej Europy. Nie tylko podkreślił jedność chrześcijańskich narodów na kontynencie, ale także zwrócił uwagę na rolę Kościoła w obronie praw człowieka. 35 lat temu, kiedy Europa była politycznie i militarnie podzielona na dwa wrogie obozy, a na obszarze sowieckiej dominacji panował system autorytarny i toczyła się walka z religią, głośne przypominanie „duchowej jedności chrześcijańskiej Europy, na którą składają się dwie wielkie tradycje: Zachodu i Wschodu”, było wręcz szokującym manifestem. Przynajmniej dla rządzących w PRL oraz ich nadzorców w Moskwie, którzy drżeli na samą myśl, że papież pochodzący z państwa komunistycznego może politycznie „zbuntować” Polaków i inne uciskane narody w Europie Środkowej i Wschodniej.

 

Czekanie na wielkie słowa

Taka była jednak logika i taka musiała być „dynamika” papieskiej podróży duszpasterskiej po kraju. Jan Paweł II, wygłosiwszy dzień wcześniej w Warszawie niezwykle ważkie słowa o konieczności duchowej, religijnej i politycznej odnowy Polski, „nie mógł” w Gnieźnie poprzestać na ogólnych, teologicznych rozważaniach, oderwanych od bieżącego kontekstu pielgrzymki. Wszyscy spodziewali się raczej, że w symbolicznym miejscu narodzin polskiej państwowości i w kolebce polskiego Kościoła, Jan Paweł II będzie chciał przemówić równie doniośle i z podobną mocą pobudzić wiernych do refleksji nad duchową i społeczno-polityczną rzeczywistością, w której przyszło im żyć. Tym bardziej że pobyt w stolicy Ojciec Święty kończył przecież niezwykle mocnym akcentem. Żegnany był bowiem przez nieprzebrane tłumy młodzieży, która przez całą noc czuwała przed warszawskim kościołem św. Anny. W świątyni tej (co dziś na murze upamiętnia stosowna tablica) spotkał się o godz. 7.00 z młodymi Polakami, którzy na słowa papieża reagowali tak żywo i spontanicznie, że narodowy przełom, którym rok i dwa miesiące później okazał się Sierpień 1980 i powstanie „Solidarności”, już wtedy wisiał w powietrzu. Komunistyczne władze PRL musiały być wstrząśnięte widokiem rzeszy wiernych, którzy uklękli i na pożegnanie wznosili ręce do góry, kiedy Ojciec Święty wyruszał helikopterem w drogę z Warszawy do Gniezna.

 

Papież między wiernymi

Tak samo podniosła atmosfera panowała w podgnieźnieńskim Gębarzewie, gdzie 3 czerwca 1979 r. krótko przed godz. 11.00 wylądował papieski śmigłowiec. Zebrało się tam około miliona wiernych – nie tylko z Gniezna i Wielkopolski, lecz także z innych północnych i zachodnich diecezji, a nawet z ościennych krajów, w tym ówczesnej Czechosłowacji. Tłum wiwatował, słychać było śpiewy i oklaski, zebrani wznosili kwiaty, flagi i transparenty, a wyraźnie wzruszony papież... wymknął się towarzyszącej mu ochronie, przekroczył kordony służb porządkowych i wszedł między ludzi, by wymienić uściski z setkami osób wyciągających do niego dłonie. – Wszystkich witam i nikogo nie pomijam. Również przedstawicieli władz terenowych, służby porządkowej i milicji. Wszystkich! Królewski szczep Piastowy… Wszystkie polskie dzieci i całą młodzież – mówił Jan Paweł II. A potem tłumaczył zebranym, że pragnie, aby jego pielgrzymowanie po ziemi polskiej „stało się żywą katechezą”. – Niech to będzie katecheza całych dziejów Kościoła i Polski, a równocześnie katecheza naszych czasów – podkreślał papież, potwierdzając niejako przypuszczenia, że właśnie z Gniezna, z „piastowskiego gniazda”, będzie chciał posłać w Polskę i świat ważne i aktualne przesłanie. Po powitalnym przemówieniu nastąpiła modlitwa na Anioł Pański, a po niej papieskie błogosławieństwo. Trasę z Gębarzewa do Gniezna Ojciec Święty przebył odkrytym samochodem, witany przez szpalery witających go pielgrzymów. Cała droga, tak samo jak pierwszego dnia pielgrzymki w Warszawie, była przyozdobiona kwiatami, flagami polskimi i watykańskimi oraz portretami papieża.

 

Powrót do korzeni

Po przybyciu do pierwszej stolicy Polski Jan Paweł II na krótko pojawił się w siedzibie arcybiskupiej, czyli w rezydencji prymasów Polski. Z balkonu tego budynku pozdrowił pielgrzymów, którzy zgotowali mu owację. Następnie – w asyście ciągle wiwatujących tłumów, tworzących gęsty szpaler na całej trasie – udał się do bazyliki prymasowskiej Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, aby nawiedzić relikwie św. Wojciecha, patrona Polski. Tam, w murach prastarej katedry – po bardzo serdecznym, ale głośnym powitaniu – papież znalazł chwile wyciszenia i kontemplacji. Najpierw modlił się w skupieniu w kaplicy Najświętszego Sakramentu, potem przed głównym ołtarzem, następnie przed kopią obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, który w tamtym czasie peregrynował akurat po archidiecezji gnieźnieńskiej, a na koniec przed relikwiarzem św. Wojciecha, pierwszego polskiego męczennika. To do jego grobu w roku 1000 pielgrzymował niemiecki władca, cesarz rzymski Otton III. I to wtedy, przy okazji zjazdu gnieźnieńskiego, powołano w ówczesnej stolicy Polski metropolię arcybiskupią, której św. Wojciech został patronem. Głęboko symboliczną wymowę miał fakt, że prawie 1000 lat później przy szczątkach św. Wojciecha, który krzewił wiarę na ziemiach polskich i za nią zginął, klęczał i modlił się Jan Paweł II – pierwszy papież z Polski, pierwszy Słowianin na tronie Piotrowym i pierwszy po 455 latach (od czasu pontyfikatu Hadriana VI) biskup Rzymu, który nie był Włochem.

 

Dziedzictwo męczennika z Czech

W czasie gdy papież przebywał w gnieźnieńskiej katedrze, na Wzgórzu Lecha, tam gdzie za chwilę miała się odbyć Msza św. ku czci Zesłania Ducha Świętego, były już setki tysięcy wiernych. Kiedy Jan Paweł II pokazał się zgromadzonym, rozległa się burza oklasków. Potem brawa dało się słyszeć prawie po każdym zdaniu wypowiedzianym przez papieża. W homilii poświęconej posłannictwu Kościoła Ojciec Święty zachęcał słuchaczy do życia wiarą, ale przede wszystkim – jak już wyżej wspomnieliśmy – odwołał się do chrześcijańskich korzeni Polski i sąsiednich krajów, podkreślając, że jest jedna Europa, wyrastająca ze wspólnego pnia duchowego i religijnego. Wielkie wrażenie na pielgrzymach z Czechosłowacji zrobiły słowa papieża nawiązujące do transparentu z napisem: „Pamatuj Otče na své české deti”, który wyróżniał się w morzu tekstów polskich. – Nie może ten papież, który nosi w sobie spuściznę Wojciechową, zapomnieć tych dzieci! I nie możemy my wszyscy, drodzy bracia i siostry, którzy nosimy w sobie to samo Wojciechowe dziedzictwo, zapomnieć tych naszych braci! – mówił Jan Paweł II, a jego słowa wprawiły zapewne w przestrach komunistów rządzących w Europie Środkowej i Wschodniej. Zwiastowały bowiem to, co nastąpiło już w następnej dekadzie: demontaż żelaznej kurtyny, upadek bloku sowieckiego, powrót do demokracji i swobód obywatelskich, w tym także do wolności wyznania, która w ówczesnym państwie Czechów i Słowaków, nie wspominając już o Związku Sowieckim, była drastycznie ograniczana.

 

Zielone Świątki Słowian

Papieska homilia, gdyby jej sens oceniać w języku świeckim, stanowiła wydarzenie w skali wręcz geopolitycznej, ale także kolejne godziny pobytu Jana Pawła II w Gnieźnie były bardzo poruszające i wykraczające poza polski kontekst. Kiedy po południu – stojąc wraz z kard. Stefanem Wyszyńskim na balkonie rezydencji arcybiskupów – Ojciec Święty zaintonował pieśń Matka, która wszystko rozumie, a ludzie natychmiast podjęli ją chóralnie i donośnie, następca św. Piotra był tak wzruszony, że powtarzał tylko przez kilka chwil: „Bóg zapłać, Bóg zapłać”. Szczególną wymowę miało jednak spotkanie z młodzieżą po wieczornym nabożeństwie na Wzgórzu Lecha. Papież obejrzał przygotowany przez uczniów spektakl słowno-muzyczny, śpiewał z młodymi pieśni, a kiedy usłyszał wołania „Przemów do nas”, po raz kolejny wypowiedział się w „wymiarze europejskim”. Wspomniał wizytę kard. Augusta Hlonda w Pradze, w okresie międzywojennym, przy okazji uroczystości św. Wojciecha. Polski hierarcha poproszony wtedy o zabranie głosu, wypowiedział z podium tylko jedno zdanie: „Kiedy nadejdą owe Pentecostes Slavae?”, czyli Zielone Świątki Słowian. – Myślę, że to, co tutaj dzisiaj przeżywamy, jest jakimś echem słów tego wielkiego prymasa Polski – stwierdził 3 czerwca 1979 r. w Gnieźnie Jan Paweł II.

Dziesięć lat później, w roku 1989, nastąpiła słynna w naszej części Europy „jesień narodów” i zburzenie muru berlińskiego. Niewątpliwie gnieźnieński etap papieskiej pielgrzymki do Ojczyzny sprzed 35 lat możemy dziś traktować jako wstęp do tych wydarzeń.

 


 

Fragmenty homilii, którą Jan Paweł II wygłosił 3 czerwca 1979 r. w czasie Mszy św. odprawionej na Wzgórzu Lecha w Gnieźnie:

 

Pozdrawiam Polskę, ochrzczoną tutaj przed tysiącem z górą lat! (...)

 

Jesteśmy obecni tutaj: w tym wieczerniku naszego polskiego millennium, gdzie przemawia do nas z jednaką zawsze mocą tajemnicza data tego początku, od której liczymy historię Ojczyzny i Kościoła zarazem w dziejach Ojczyzny. Historię Polski zawsze wiernej. (...)

 

Tutaj też Kościół w Polsce w roku 1966 rozpoczął swoje dziękczynne Te Deum na tysiąclecie chrztu, w którym miałem szczęście brać udział jako ówczesny metropolita krakowski. Pozwólcie, że dzisiaj – jako pierwszy z niezbadanych wyroków Bożej Opatrzności papież z rodu Polaków – wyśpiewam raz jeszcze z wami to milenijne Te Deum. (...)

 

Kiedy pierwszy historyczny władca Polski zamierzył wprowadzić do Polski chrześcijaństwo i związać się ze Stolicą św. Piotra, zwrócił się przede wszystkim do pobratymców. (...) W pamięci Kościoła na ziemi Bolesławów utrwalił się najwymowniej św. Wojciech, znów syn i pasterz pobratymczego narodu czeskiego. (...) Świadectwo śmierci męczeńskiej, świadectwo krwi, przypieczętowało w sposób szczególny chrzest, jaki przed tysiącem lat przyjęli nasi praojcowie. Męczeńskie zwłoki apostoła, biskupa Wojciecha, legły u fundamentów chrześcijaństwa na całej polskiej ziemi. (...)

 

Kiedy dzisiaj, w uroczystość Zesłania Ducha Świętego Roku Pańskiego 1979, sięgamy do tych fundamentów, nie możemy nie słyszeć – obok języka naszych praojców – także innych języków słowiańskich i pobratymczych, którymi wówczas zaczął przemawiać szeroko otwarty wieczernik dziejów. Nie może zwłaszcza nie słyszeć tych języków pierwszy w dziejach Kościoła papież Słowianin. Chyba na to wybrał go Chrystus, chyba na to prowadził go Duch Święty, ażeby do wielkiej wspólnoty Kościoła wniósł szczególne zrozumienie tych wszystkich słów i języków, które wciąż jeszcze brzmią obco, daleko, dla ucha nawykłego do dźwięków romańskich, germańskich, anglosaskich, celtyckich. (...)

 

Czyż Chrystus tego nie chce, czy Duch Święty tego nie rozrządza, ażeby ten papież, który nosi w swojej duszy szczególnie wyrazisty zapis dziejów własnego narodu od samego jego początku, ale także i dziejów pobratymczych, sąsiednich ludów i narodów, na sposób szczególny nie ujawnił i nie potwierdził w naszej epoce ich obecności w Kościele? Ich szczególnego wkładu w dzieje chrześcijaństwa. (...)

 

Czyż Chrystus tego nie chce, czy Duch Święty tego nie rozrządza, ażeby ten papież Polak, papież Słowianin, właśnie teraz odsłonił duchową jedność chrześcijańskiej Europy, na którą składają się dwie wielkie tradycje: Zachodu i Wschodu? (...)

Tak. Chrystus tego chce. Duch Święty tak rozrządza, ażeby to zostało powiedziane teraz, tutaj w Gnieźnie, na ziemi piastowskiej, w Polsce, przy relikwiach św. Wojciecha i św. Stanisława, wobec Wizerunku Bogarodzicy Dziewicy, Pani Jasnogórskiej i Matki Kościoła. (...)

 

Ten papież – świadek Chrystusa, miłośnik Jego Krzyża i Zmartwychwstania, przychodzi dziś na to miejsce, aby dać świadectwo Chrystusowi żyjącemu w duszy jego własnego narodu, Chrystusowi żyjącemu w duszach narodów, które kiedyś przyjęły Go jako Drogę, Prawdę i Życie (por. J 14, 6). Przychodzi więc wasz rodak, papież, aby wobec całego Kościoła, Europy i świata mówić o tych często zapomnianych narodach i ludach. Przychodzi wołać wołaniem wielkim. Przychodzi ukazywać te drogi, które na różny sposób prowadzą z powrotem w stronę wieczernika Zielonych Świąt, w stronę Krzyża i Zmartwychwstania. Przychodzi wszystkie te narody i ludy – wraz ze swoim własnym – przygarnąć do serca Kościoła: do serca Matki Kościoła, której ufa bezgranicznie. (...)

 

Ufam, że mnie słyszą. Trudno by mi było pomyśleć, żeby jakiekolwiek polskie czy słowiańskie ucho, w jakimkolwiek zakątku globu, nie mogło usłyszeć słowa papieża Polaka i Słowianina. (...) Moi drodzy, ufam, że nas słyszą. Ufam, że mnie słyszą, żyjemy przecież w epoce tak zdecydowanie zadeklarowanej wolności wymiany. Wymiany informacji, wymiany dóbr kultury! A przecież my tutaj sięgamy do samego korzenia tych dóbr! (...)

 

 

Pójdziemy razem tą drogą naszych dziejów. Na Jasną Górę, w stronę Wawelu, w stronę świętego Stanisława. Pójdziemy ku przeszłości. (...)

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki