Dramatyczna sytuacja pogarszała się zgodziny na godzinę. Trzeba było szybko podjąć decyzję, znaleźć winnego...
Wszystko potoczyło się bardzo szybko. Po dniach deszczowych i chłodnych wyszło słońce, a wraz z nim pojawiało się robactwo przynoszące do miasta zarazę. Zamknięcie bram wiązało się z odizolowaniem od reszty świata. Ludzie zaczęli umierać.
Dramatyczna sytuacja pogarszała się z godziny na godzinę. Trzeba było szybko podjąć decyzję, znaleźć winnego takiego stanu rzeczy. Potrzebny był tzw. kozioł ofiarny. Tak też się stało. W obliczu zarazy i głodu panującego w mieście oskarżono społeczność żydowską i rozpoczęły się masowe egzekucje. Wydarzenia te miały miejsce w XV wieku i stanowią kanwę powieści Andrzeja Szczypiorskiego pt. „Msza za miasto Arras”. Choć już coraz rzadziej słyszy się o prześladowaniach, to niestety przybrały one inną formę. Dziś możemy mówić o zjawisku etykietowania czy też stygmatyzowania.
Przykleić łatkę
Każdego dnia osądzamy. Czy to w szkole, na uczelni, w pracy, nawet w tramwaju, choćby strój czy fryzurę pasażerów. Można zaryzykować stwierdzenie, że osądzanie wpisane jest w naszą naturę. Sprawia nam to przyjemność, wydaje się nam, że mamy prawo wyrazić własne zdanie. Pojawia się jedynie pytanie, gdzie przebiega granica między opinią a przypisywaniem komuś pewnych etykiet, piętnowaniem go i naznaczaniem jakąś pejoratywną właściwością – stygmatyzowaniem. Etykiety mogą dotyczyć np. sposobu ubierania się, zachowania, wyrażanych poglądów. Prowadzi to do deprecjonowania wartości jednostki. Zmusza ją niejako do przyjęcia niekorzystnej dla siebie pozycji, jednocześnie wzmacniając poczucie wyższości tych, którzy owej stygmatyzacji dokonują. Jest to szczególnie trudne i bolesne dla osoby młodej, która tak często poszukuje akceptacji swoich rówieśników. Ostracyzm z ich strony może spowodować zamknięcie się w sobie, brak akceptacji samego siebie. Co istotne, wszelkie próby sprzeciwu czy oporu wzmacniają tylko reakcje stygmatyzacyjne. Otoczenie bowiem dąży do takiego stanu, by „ofiara” pogodziła się ze swoją etykietą. Stygmaty łatwiej przylegają do osób o obniżonej własnej wartości, zwłaszcza gdy pochodzą od jednostek czy instytucji wysoko zhierarchizowanych, cieszących się szacunkiem i uznaniem opinii publicznej. Mogłoby się wydawać, że jedynie osoby młode czy słabe psychicznie narażane są na etykietowanie. Nic bardziej mylnego.
Dlaczego? Bo jesteś „błękitkiem”
Warsztaty przeprowadzane przez amerykańską nauczycielkę Jane Elliott udowodniły, iż mechanizm etykietowania w niezwykły sposób determinuje nasze zachowanie, sposób myślenia o samym sobie. Badania dotyczyły rasizmu. Chciała ona pokazać ludziom o białym kolorze skóry co niemalże każdego dnia przeżywają czarnoskórzy obywatele Ameryki. W tym celu podzieliła uczestników na dwie grupy według koloru oczu: na niebieskookich i brązowookich. Ci ostatni stanowili grupę uprzywilejowaną, podczas gdy niebieskoocy byli poniżani, wyśmiewani, musieli całkowicie podporządkować się prowadzącej tylko i wyłącznie z powodu koloru swoich oczu. Każda próba sprzeciwu była tłamszona w zarodku. Nikt też nie wstawił się za osobą, którą Elliott akurat poniżała, nikt nie chciał pomóc, gdyż „to mnie nie dotyczy” – jak powiedział jeden z uczestników. W przeciągu bardzo krótkiego czasu znający swoją wartość dorośli przerodzili się w przestraszone, niepewne osoby, które za wszelką cenę nie chciały narazić się prowadzącej.
Samosprawdzająca się przepowiednia
Mechanizmy stygmatyzowania powielane każdego dnia przez środowisko, w którym przebywa jednostka, powodują, iż z czasem zaczyna ona wierzyć w ich prawdziwość i myśli podobnie jak jej otoczenie. Skoro oni tak uważają, skoro jestem odrzucony przez klasę czy grupę, musi to być więc prawda. Nawet jeśli wcześniej tak nie było, zaczynam zachowywać się adekwatnie, zgodnie z piętnem, którym mnie obdarzono. Skoro ciągle słyszę komunikat „jesteś leniwy”, takim też się staję. Widzę siebie oczyma innych, staję się kozłem ofiarnym jedynie dlatego, że „nie pasuję” do pozostałych, do otoczenia.
Czy zatem naprawdę jesteśmy bezradni wobec przypisywania sobie nawzajem różnego rodzaju piętn? Czy nie możemy się od tego uwolnić? Ważne jest, by jednostka zmagająca się z tym zjawiskiem miała tzw. antystygmatyzujące wsparcie. Grupę osób, pośród których czuje się bezpieczna i akceptowana. „Nic nie jest tak straszne jak sądzenie” – może warto, by słowa jednego z bohaterów wspomnianej na początku powieści zapadły w naszą pamięć, tak byśmy przy najbliższej okazji pochopnie nie wyrażali naszych sądów.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













