Środowisko niesłyszących wŁodzi to ponad dwa tysiące osób. Wsamej archidiecezji łódzkiej jest ich dwa razy...
– Nie tylko my powinniśmy wymagać od głuchych wejścia w świat dźwięku, ale sami starać się zasymilować ze światem ciszy – uważa ksiądz Wiesław Kamiński z Łodzi, od 12 lat posługujący wśród głuchoniemych.
Środowisko niesłyszących w Łodzi to ponad dwa tysiące osób. W samej archidiecezji łódzkiej jest ich dwa razy tyle. Wśród nich są głusi, słabosłyszący i głuchoniewidomi. Obok stopnia upośledzenia, różni ich między sobą niemalże wszystko: wykształcenie, uprawiany zawód, stopień religijności, polityczne poglądy, zainteresowania. Łączy ich jedno – świat wielkiej ciszy. Pomostem między rzeczywistością dźwięku i jego braku jest ks. Wiesław Kamiński, od 12 lat posługujący wśród głuchoniemych w archidiecezji łódzkiej. – Niesłyszącymi zająłem się chyba przez przypadek, a może była to wola Boża. W seminarium organizowałem letnie kolonie dla dzieci niepełnosprawnych. Wtedy też zapisałem się na kurs języka migowego, sądząc, że może kiedyś mi się przyda, bo przecież każdy kapłan spotyka na swojej drodze różnych ludzi, wśród których mogą też być głuchoniemi – wspomina dziś ks. Wiesław.
Słowa kapłana okazały się prorocze. Zaraz po święceniach został skierowany do łódzkiej parafii pw. św. Apostołów Piotra i Pawła, na terenie której znajduje się szkoła dla głuchoniemych dzieci. Obecnie pracuje w dwóch łódzkich placówkach: Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym nr 1 oraz Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym nr 4. – Uczę tam religii dzieci i młodzież od szkoły podstawowej aż po klasy maturalne – wyjaśnia.
Każda z klas ma swoją specyfikę, a liczba uczestniczących w zajęciach uczniów waha się między cztery, pięć a dwanaście osób. – Najmniej dzieci liczą klasy szkoły podstawowej i gimnazjum, w których są dzieci z tzw. sprzężeniami, które prócz tego, że nie słyszą są jeszcze albo opóźnione umysłowo, albo niepełnosprawne ruchowo – wyjaśnia duszpasterz. By do nich dotrzeć, trzeba cierpliwości, dużo miłości i znajomości... języka migowego. – Na kursach uczymy się systemu, zwanego językiem miganym, jednak ponieważ większość głuchoniemych zna go słabo, konieczna staje się nauka ich języka naturalnego. Umiejętność posługiwania się tym ostatnim posiąść można tylko w praktyce od niesłyszących – zapewnia ksiądz Kamiński.
Działania łódzkiego duszpasterza głuchoniemych wykraczają poza szkołę. – Prowadzę stowarzyszenie „Niepełnosprawni – sprawni” zajmujące się dożywianiem dzieci z biednych rodzin i organizowaniem imprez kulturalnych i sportowych – mówi ks. Wiesław. Prężnie funkcjonuje też duszpasterstwo archidiecezjalne, które działa jak zwykła parafia – przekonuje kapłan. – W niedzielę odprawiane są Msze święte w języku miganym, mamy świeckiego szafarza, ministrantów, drużyny piłkarskie. Podobnie jak u słyszących odbywają się śluby, dzieci przygotowywane są do Pierwszej Komunii Świętej, a młodzież do bierzmowania. Głuchoniemi mają też swoje rekolekcje, pielgrzymki, obozy i kolonie. Przez lata posługi przyzwyczaiłem się do tego, że praca wśród głuchych wymaga poznania ich mentalności i potrzeb, które nie różnią się aż tak bardzo od potrzeb innych ludzi – zapewnia ks. Kamiński.
Skoro zatem potrzeby ludzi ciszy są tak podobne do tych, które ma każdy z nas to integracja głuchych ze słyszącymi nie powinna nastręczać problemów. Czy faktycznie? – Sprawa integracji jest bardzo trudna i źle rozumiana. Najczęściej my, słyszący ,myślimy co powinien zrobić głuchy, by dobrze funkcjonować w naszym wypełnionym dźwiękami świecie. Chcemy dobrać dla niego odpowiedni sprzęt, uaktywniający resztki słuchu, wszczepić implant wewnątrzślimakowy, nauczyć czytania mowy z ust – wyjaśnia kapłan, dodając, że to nie tylko my powinniśmy wymagać od głuchych wejścia w świat dźwięku, ale sami starać się zasymilować ze światem ciszy.
Gdzie tkwi zatem problem? – Ten pojawia się najczęściej w rodzinach słyszących, po narodzinach głuchoniemego dziecka. Rodzice przestają mówić do noworodka, traktują go już nie jako dziecko, lecz jako „głuchego”. Potem często posyłają je do szkoły, nieprzystosowanej do jego potrzeb w nadziei, że nauczy się mowy. W ten sposób kładą przed dzieckiem przeszkody nie do pokonania. Mową dziecko głuche nie może się przecież „zarazić”. Szkoda, że mało jest rodzin, które starają się zaakceptować takie „inne” dziecko, nauczyć się migać i pozwolić mu być szczęśliwym – przyznaje ze smutkiem.
Jak zatem powinna wyglądać integracja głuchoniemych ze słyszącymi według duszpasterza tych pierwszych? Powinna opierać się na równych prawach, co ksiądz Wiesław stara się przedstawić na przykładzie Mszy. – Świetnie, gdy na Eucharystie dla głuchoniemych przychodzą słyszący, nie jestem jednak zwolennikiem sytuacji odwrotnej; czyli udziału grup głuchoniemych w zwykłych Mszach – mówi. Dlaczego? – Z prostej przyczyny. Niesłyszący chcą mieć własne Eucharystie, podczas których czytania migają głusi lektorzy, głuchy kościelny dba o kościół, w procesji z darami idą głuche dzieci, a kazanie głoszone jest zrozumiale dla wszystkich – wyjaśnia ks. Wiesław.
Dotarcie do człowieka z Ewangelią wymaga poznania jego mentalności, systemu wartości, ale i pragnień. Osobie słyszącej trudno jest wejść w świat ciszy i – jak zapewnia ks. Wiesław – nie wiąże się to tylko z problemem bariery językowej, ale i z konkretnym głoszeniem wiary.
– Praca z głuchymi nauczyła mnie mówić o niej precyzyjniej i dosłowniej, bo przecież Bóg, religia to nie, jak sądzą niektórzy, abstrakcja, a właśnie konkrety – przekonuje duszpasterz.
Bo religijność ludzi ciszy, choć konkretniejsza od naszej, jest prostsza, choć tradycyjna, to nieustannie wymaga tłumaczeń. Jak mówi ks. Kamiński, niesłyszący chrześcijanie stanowią zaledwie niewielki odsetek wśród wszystkich głuchych. – W Łodzi na Msze święte uczęszcza regularnie tylko około dwustu pięćdziesięciu do trzystu osób, z którymi wspólnie staramy się dyskutować o fundamentalnych sprawach – wyjaśnia. A co z pozostałymi z dwutysięcznej rzeszy łódzkich niesłyszących? – Wielu żyje na marginesie Kościoła, stając się pożywką dla sekt. Swoje żniwo zbierają też niesłyszący Świadkowie Jehowy, chodzący po domach, w których mieszkają głusi – tłumaczy kapłan, według którego lekarstwem na przyciągnięcie tego środowiska do Kościoła jest praca nie tylko księży, ale i – a może przede wszystkim – świadectwo wiary w Chrystusa znajdujących się blisko niego głuchych.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!











