Logo Przewdonik Katolicki

W cieniu Świętego Domku

Aleksandra Polewska
Fot.

W pierwszy weekend września w dolinie Montorso, położonej w pobliżu loretańskiego sanktuarium na ogólnonarodowym spotkaniu młodzieży włoskiej z Benedyktem XVI pojawiły się również dziesiątki tysięcy młodych z innych części świata. Z samej tylko Polski przybyło tam siedem tysięcy pielgrzymów. W Loreto znajduje się najsłynniejsze włoskie sanktuarium maryjne,...

W pierwszy weekend września w dolinie Montorso, położonej w pobliżu loretańskiego sanktuarium – na ogólnonarodowym spotkaniu młodzieży włoskiej z Benedyktem XVI – pojawiły się również dziesiątki tysięcy młodych z innych części świata. Z samej tylko Polski przybyło tam siedem tysięcy pielgrzymów.

W Loreto znajduje się najsłynniejsze włoskie sanktuarium maryjne, w którego murach przechowywany jest od wieków fragment Domu Świętej Rodziny z Nazaretu. Pierwotnie składał się on z pomieszczenia wykutego w skale i części dobudowanej z cegieł. W średniowieczu, w obawie przed muzułmanami, rezydujący w Ziemi Świętej krzyżowcy rozebrali dobudowaną część domu, a cegły ze Świętego Domku wysłali statkiem do Europy.

Nie bójcie się uczuć szczerych i czystych
W cieniu Świętego Domku Papież mówił do młodych m.in. o ogromnej potrzebie zakładania chrześcijańskich rodzin. Podkreślił jednak wyraźnie, iż w obecnych czasach jest to zadanie bardzo trudne. Mówił o „bankructwie miłości”, którego dzisiejsi młodzi doświadczają coraz częściej w swoich małżeństwach, narzeczeństwach, a także już w dzieciństwie, obserwując rozwody rodziców. Jednak pomimo tych przygnębiających faktów Benedykt XVI z zapałem dodawał odwagi zniechęconym: szukajcie wytrwale miłości, także tej, która uosabia się w małżonkach. Nie poddawajcie się! – wołał.

Międzynarodowe spotkania Ojca Świętego z młodymi nieustannie dają początek wielu chrześcijańskim małżeństwom i rodzinom. Magdalena i Marcin Wojciechowscy z Łodzi, obecni w dolinie Montorso, poznali się w czasie spotkania Jana Pawła II z młodymi na Górze Błogosławieństw w marcu 2000 roku. Magdalena szukała męża, dla którego wiara miałaby pierwszorzędne znaczenie. Marcin zobaczył ją po Mszy Świętej z Papieżem. Pojechałem do Izraela po żonę z Częstochowy – żartuje, ale zaraz potem poważnieje. – Byłem otwarty na każde powołanie, jednak w głębi serca czułem, że najbliższe jest mi małżeństwo. Oczywiście od zauroczenia do decyzji o małżeństwie minęło jeszcze sporo czasu, nie obyło się bez kryzysów, jednak Bóg pokazywał poprzez różne fakty naszej znajomości, że powołuje nas do małżeństwa. Po roku zaręczyliśmy się, a po dwóch latach wzięliśmy ślub. Dziś mamy trójkę dzieci – mówi Magda. Łódź, w której mieszkał Marcin, i Częstochowę, miasto Magdy, dzieliło 150 kilometrów. Ta odległość miała też dobre strony – kontynuuje Marcin. – Zmuszała do traktowania naszej relacji w sposób poważny. Nie mogliśmy przecież bez końca jeździć do siebie co tydzień, trzeba było podejmować konkretne decyzje.

W sobotę wieczorem w dolinie Montorso Benedykt XVI podkreślał, że wielkich rzeczy dokona się tylko z Chrystusem. Budowanie chrześcijańskiej rodziny w dzisiejszej rzeczywistości niewątpliwie do takich wyzwań należy. Wśród młodych słuchających wieczorem Papieża było wiele małżeństw, mogących opowiedzieć historie podobne do doświadczeń Magdy i Marcina. Małżeństwo to trud – mówi spokojnie Magda. – Codziennie musisz się zmagać z wieloma rzeczami, które bardzo trudno ci akceptować, np. wady twojego męża. Ale kiedy opierasz się o Boga, kiedy masz świadomość, że to jest człowiek, którego Bóg dla Ciebie wybrał, to ma to zupełnie inny wymiar. Choć każdego dnia napotykamy różne przeciwności, jesteśmy naprawdę szczęśliwi.

Ojciec Święty wspominał, że dzisiejsi młodzi boją się zobowiązań na całe życie – przypomina Marcin. – Ja też się bałem, ale nikt sam z siebie nie jest w stanie zobowiązać się do czegokolwiek na całe życie i tylko swoją mocą tego zobowiązania dotrzymać. Zwłaszcza że po drodze napotyka mnóstwo problemów. Człowiek jest bardzo słaby. Ale to jest bardzo dobre, ponieważ kiedy mam świadomość swojej kruchości, mogę się naprawdę całkowicie oprzeć na Chrystusie, a jeśli pozwalam się Jemu prowadzić, unikam wielu komplikacji, w jakie wpędziłbym się sam.

Powiedzcie Bogu: tak
Papież zapraszał młodych nie tylko do tworzenia rodzin na wzór Rodziny z Nazaretu, ale także do odpowiadania Bogu „tak” jak Maryja – na powołanie do kapłaństwa i życia konsekrowanego. 3 września w tym samym miejscu, w którym dzień wcześniej zakończyło się spotkanie z Benedyktem XVI, młodzi ze wspólnot neokatechumenalnych Europy, a także z Kazachstanu, Izraela, Stanów Zjednoczonych i Australii wzięła udział w spotkaniu powołaniowym zorganizowanym przez inicjatorów Drogi Neokatechumenalnej, któremu przewodniczył abp Stanisław Ryłko.

W odpowiedzi na wezwanie Ojca Świętego chęć wstąpienia do seminariów wyraziło 2000 młodych mężczyzn, natomiast 1200 młodych kobiet potwierdziło swe pragnienie życia w zgromadzeniach zakonnych. Choć powyższe powołania będą dopiero weryfikowane przez Kościół – wiele z nich zapewne okaże się prawdziwymi i owocnymi. W Montorso obecni byli księża, którzy wiele lat wcześniej odkrywali bądź potwierdzali swoje powołania w trakcie takich właśnie spotkań, towarzyszących Światowym Dniom Młodzieży w Santiago de Compostela, Częstochowie czy Denver.

Wśród tych, którzy odpowiedzieli Bogu „tak”, w Montorso byli m.in. Marysia i Piotr Płocińscy – rodzeństwo z Kalisza. Marysia, 17-letnia licealistka, pierwszy raz poczuła głos powołania trzy lata temu. Doświadczyłam, że Chrystus jest tym, który prawdziwie daje życie, że wybiera tych, których chce, a nie tych, którzy na to zasłużyli – mówi z przekonaniem. – Codziennie obserwuję wokół siebie wiele cierpienia i widzę, jak bardzo światu potrzeba modlitwy. Nawet kiedy miałam chłopaka czułam, że Bóg mnie woła, że taka właśnie modlitwa powinna stać się treścią mojego życia – dodaje. Na pytanie, które ze zgromadzeń interesuje ją najbardziej, błyskawicznie odpowiada: Karmel.

Piotr, brat Marysi, ma 13 lat. – W zasadzie już od dziecka wiedziałem, że mam być księdzem – twierdzi. – Oczywiście jestem bardzo młody i autentyczność mojego powołania dopiero zostanie zbadana, jednak na dziś czuję, że Bóg mnie wzywa. W czasie spotkania powołaniowego na błękitnej karimacie siedzi para zakochanych. Wyglądają na Włochów. W pewnym momencie mocno się do siebie przytulają i uśmiechają radośnie. Chwilę potem chłopak wyraża chęć wstąpienia do seminarium, a kilka minut po nim jego smukła przyjaciółka o kręconych, hebanowych włosach oznajmia, że zamierza zostać zakonnicą.

Wielu Polaków obecnych na spotkaniu w Montorso planuje wyjazd do Sydney. Zapisałam się, wpłaciłam pierwsze zaliczki, a teraz szukam pracy – mówi Ewa, studentka z Konina. – Jeśli Bóg mi pobłogosławi i zbiorę odpowiednią sumę, to na pewno polecę do Australii.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki