Logo Przewdonik Katolicki

Jak to kiedyś powiadano...

S. Małgorzata Krupecka urszulanka SJK
Fot.

Sezon ogórkowy istnieje już tylko w teatrach. Meteorolodzy wróżyli katastrofalnie gorące lato. I zgadli, tyle że nie co do pogody, a w odniesieniu do polityki. O ogórkach media mówią mało. Widocznie nie mamy ani klęski ich urodzaju, ani klęski ich nieurodzaju. Za to ostatnio dziennikarze cieszyli się z trufli, które ponoć rosną w Kieleckiem. Dawniej mówiło się o gruszkach na wierzbie,...

Sezon ogórkowy istnieje już tylko w teatrach. Meteorolodzy wróżyli katastrofalnie gorące lato. I zgadli, tyle że nie co do pogody, a w odniesieniu do polityki. O ogórkach media mówią mało. Widocznie nie mamy ani klęski ich urodzaju, ani klęski ich nieurodzaju. Za to ostatnio dziennikarze cieszyli się z trufli, które ponoć rosną w Kieleckiem. Dawniej mówiło się o gruszkach na wierzbie, ale że świat się zmienia, zdaje się, że modernizacji ulegają także stare powiedzenia.

Jeszcze do niedawna pielgrzymka, pielgrzymowanie – były to słowa służące nie tylko do opisywania wędrówek do miejsc uznawanych za święte. Były to również kategorie metaforyczne, metafizyczne, oddające istotną cechę ludzkiego życia – jako zmierzającego do nadprzyrodzonego celu. Łaciński „homo viator” oznaczał właśnie, że wszyscy jesteśmy pielgrzymami na tej ziemi. Ale to już nieaktualne. Teraz „wszyscy jesteśmy turystami”. Błyskotliwe stwierdzenie amerykańskiego socjologa Deana MacCannella, z połowy lat 70., odzwierciedlające przemiany tożsamości człowieka współczesnego, zaczyna robić karierę na polskim rynku. Posłużyło też jako tytuł jednego z artykułów w nowym numerze „Więzi”, choć równocześnie z tekstu wynika, że w 2007 roku 40 proc. Polaków na wakacje nie wyjedzie.

Nie rezygnowałabym więc tak łatwo z „pielgrzymowania”. Zwłaszcza ci, którzy już się rzucili w wir kampanii wyborczej, dobrze, aby pamiętali, że są rzeczy, których po prostu nie warto w życiu robić – nigdy i za żadne pieniądze. Nie da się potem zamienić w kasie biletu i przesiąść się do innego pociągu.

Stare wyrażenia będą adaptowane w walce wyborczej do nowych potrzeb. Zawczasu więc przypominajmy sobie, jak niektóre brzmią w oryginale. Nawet Onufry Zagłoba nie jest w stanie się obronić przed koniunkturalnym naginaniem go do okoliczności. Ot, choćby toast, który wzniósł na weselu Kmicica: „Nie ma takowych terminów, z których by się viribus unitis [wspólnymi siłami] przy boskich auxiliach [pomocy] podnieść nie można”, funkcjonuje w potocznym obiegu w innej formie: „...przy boskich auxiliach i ludzkich fortelach” i chyba zmierza w kierunku kolejnego uproszczenia: „Nie ma takowych terminów, z których by się przy ludzkich fortelach podnieść nie można”.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki