Logo Przewdonik Katolicki

Wakacje na wyspie

Adam Suwart
Fot.

Poznański Ostrów Tumski. Najstarsza część Poznania, ale nie tylko Tutaj pośrodku najstarszej z ziem piastowskich, przed tysiącem z górą lat zaczęły się dzieje narodu, państwa i Kościoła by zacytować samego Jana Pawła II. Także dziś w tym miejscu słowa Papieża Polaka nabierają szczególnego wyrazu. Dzięki poznańskim archeologom. Dzisiejszy Poznań,...

Poznański Ostrów Tumski. Najstarsza część Poznania, ale nie tylko… Tutaj „pośrodku najstarszej z ziem piastowskich, przed tysiącem z górą lat zaczęły się dzieje narodu, państwa i Kościoła” – by zacytować samego Jana Pawła II. Także dziś w tym miejscu słowa Papieża Polaka nabierają szczególnego wyrazu. Dzięki poznańskim archeologom.

Dzisiejszy Poznań, jedna z największych polskich aglomeracji, zamieszkana przez ponad pół miliona ludzi, rozwinął się z niewielkiej wyspy. Z całą pewnością w X wieku, a być może jeszcze wcześniej, nieduża nadwarciańska łacha została zasiedlona i zurbanizowana. W szybkim czasie na wyspie, oblanej wodami Warty i Cybiny, stanęła pierwsza przedromańska katedra polska. Mieszko I wraz z pierwszym polskim biskupem – Jordanem wzniósł ten kościół w 968 roku. Już wtedy jednak, nieopodal, w grodzie głównym stał obszerny pałac z kaplicą. Jednak nie wiedzieliśmy tego na pewno do 1999 roku.



Przełomowe odkrycie
Wtedy to zespół poznańskich archeologów pod kierownictwem profesor Hanny Kóčki-Krenz odkrył relikty tzw. palatium, czyli siedziby księcia polańskiego Mieszka I, a przypuszczalnie także jego legendarnych poprzedników. Odkrycie to natychmiast przeniknęło do środków masowego przekazu. Nagłówki gazet napisały o przełomie, który zmieni nasze patrzenie na najwcześniejszą historię Polski. Mury spajane gliną, zbudowane były z kamieni polnych i, według archeologów, stanowiły jeden z największych obiektów w państwie polańskim. Wewnątrz fundamentów odnaleziono też cenne monety, elementy ceramiki i mozaiki oraz fragmenty złotych nici, które dowodzą, że w sąsiedztwie istniała pracownia złotnicza – w okresie wczesnośredniowiecznym pracownie takie lokowane były na ogół przy siedzibie monarchy. Innym cennym znaleziskiem były masywne wielometrowe wały obronne, doskonale zachowane w północnej części Ostrowa Tumskiego, wyznaczające granicę dawnego grodu. Ich monumentalny charakter pozwala zaliczyć piastowski gród poznański do najznaczniejszych ośrodków władzy świeckiej i kościelnej w tamtym czasie na ziemiach przyszłej Polski.



Dziewiąty sezon
Odkrycia te i wynikające z nich wnioski, nobilitujące Poznań i dostarczające niezbitych dowodów na jego stołeczność, są dziełem grupy ludzi i ich ofiarnej pracy. Poznańscy archeolodzy przez 9 kolejnych sezonów wrośli w pejzaż Ostrowa Tumskiego, który trudno już sobie bez nich wyobrazić. Od końca maja do października, a niekiedy nawet w listopadzie, każdego dnia, starożytnymi uliczkami Tumu, przez płytę placu katedralnego, przez trawniki i ogrody kanonii przedzierają się ludzie w roboczych ubraniach, ubrudzonych kurzem i ziemią, których na pierwszy rzut oka nie uznalibyśmy za naukowców.

– Pracujemy tu całymi dniami, przez całe lato – mówi Andrzej Sikorski, archeolog z Instytutu Prahistorii UAM. – I nie szkoda lata? – My tu mamy swoje lato, a człowiek nigdy nie wie, co przyniesie nie tylko kolejny sezon, ale także nowy dzień pracy w tym miejscu o tak niebanalnej przeszłości – opowiada archeolog. Rzeczywiście, w poprzednich latach odnaleziono tu nie tylko wapienne i gipsowe elementy z murów dawnej siedziby Mieszka I, ale także zabytkową bezcenną bullę, czyli pieczęć, którą swoje dokumenty sygnował prawdopodobnie Bolesław Krzywousty! Archeolodzy przyznają zgodnie: – Takie chwile rekompensują nam długie letnie miesiące pracy.

A jest to praca niełatwa. Całe godziny spędzane w głębokim wykopie, w niewygodnych pozach, przenoszenie wiader z piachem, przesiewanie go przez sito w poszukiwaniu najdrobniejszych choćby detali, które mogłyby poświadczyć o przeszłości. Wszystko to w spiekocie słońca albo dla odmiany w ulewnym deszczu. Efektem takiej pracy jest po kilku latach nierzadko reumatyzm, ból stawów czy kręgosłupa. Archeolodzy nie myślą o tym na co dzień. Pasja badawcza wygrywa z ograniczeniami ciała.


Prof. Hanna Kóčka-Krenz

Pani profesor w wykopie
Spiritus movens wszystkich badań archeologicznych na Ostrowie Tumskim w Poznaniu jest prof. Hanna Kóčka-Krenz, dyrektor Instytutu Prahistorii UAM. Przy wykopach można ją spotkać nieomal codziennie. Zna tu każdy zakamarek i historię chyba każdego kamienia. Nie trzeba jej pytać, która część Poznania jest jej ulubioną dzielnicą. Wiadomo, że Ostrów Tumski. Choć badania archeologiczne zwieńczone tak wieloma sukcesami prof. Kóčka-Krenz wraz ze swymi współpracownikami zaczynała w 1999 roku, to jednak przywędrowała tu znacznie wcześniej za sprawą swojego ojca, również wybitnego polskiego archeologa prof. Wojciecha Kóčki.

– Ojciec przyprowadził mnie tutaj pierwszy raz w latach 60., kiedy kierował tu badaniami. Miałam wtedy chyba 12 lat. Pamiętam dokładnie wykop przed katedrą, w którym ciągnął się wał obronny i wznosiły pozostałości autentycznej chaty wczesnośredniowiecznej! To było niezwykłe!

Kto wie, czy już nie wtedy w małej Hannie, dziś poważnej pani profesor, budziła się fascynacja archeologią. – Często towarzyszyłam ojcu w jego pracy i wszystkiemu się przyglądałam. Zawód więc wykonywałam od dziecka – śmieje się prof. Kóčka-Krenz. Mam świadomość, jak wiele zrobił dla tego miejsca mój ojciec, z jaką pasją, zaangażowaniem prowadził tu badania. Wcześniej zresztą zapisał piękną kartę w dziejach archeologii m.in. na wrocławskim Ostrowie Tumskim. Cieszył się zaufaniem władz kościelnych: w Poznaniu – arcybiskupa Baraniaka, a we Wrocławiu – biskupa Kominka, późniejszego kardynała – opowiada pani profesor. – Z tym ostatnim tata nawet grywał w brydża – dodaje szeptem.


Jaki ojciec, taka córka
– Nie sposób oderwać się od tej osobistej refleksji. Jest ona dla mnie zawsze zachętą do jeszcze rzetelniejszej i intensywniejszej pracy. Opowiadając o swoim ojcu, jednym z najwybitniejszych polskich archeologów, Hanna Kóčka-Krenz nie potrafi ukryć wzruszenia. – Był nie tylko znakomitym naukowcem, ale też człowiekiem niezwykłej szlachetności, życzliwym innym ludziom, ciepłym i wrażliwym.

Miło słuchać takich opinii. Tym bardziej, że gdy tylko pani profesor się oddala, podobne opinie można usłyszeć… na jej temat. Studenci, doktoranci i inni pracownicy są zgodni: profesor Kóčka-Krenz to nie tylko najwybitniejszy autorytet w swojej dziedzinie, ale także wyjątkowy człowiek. – Choć budzi respekt i wiele ludzi boi się jej w pierwszej chwili, to jednak szybko można się przekonać, że jest człowiekiem niezwykłego formatu i szlachetności – opowiada Andrzej Sikorski. Nie na darmo studenci mówią o niej, bez cienia ironii, „Matka”. Bez jej spokoju, ale też dyscypliny i wymagań, nie byłoby tu żadnego sukcesu badawczego.

Prof. Hanna Kóčka-Krenz jest naukowcem cenionym w kraju i za granicą. Do niej jako autorytetu w dziedzinie archeologicznych śladów początków państwa polskiego odwołują się wybitni polscy historycy. Jej trud badawczy docenił też arcybiskup metropolita poznański, przyznając w ubiegłym roku prestiżowy medal za zasługi dla kultury chrześcijańskiej. – Jest to nagroda dla wszystkich tych, którzy wraz ze mną przez ostatnie lata, często wbrew różnym przeszkodom, pracowali wytrwale dla lepszego zrozumienia naszej najstarszej historii – powiedziała wówczas prof. Kóčka-Krenz. Historii, która dzięki odkryciom jawi się nam jako jeszcze bardziej pasjonująca i bogatsza, niż nawet kilkanaście lat temu przypuszczaliśmy.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki