Ambona - misterium słowa Bożego

Ciekawe, kto wymyślił ambonę. Pierwszy raz wspomina ją Księga Ezdrasza. Jest tam zawarta cała teologia głoszenia słowa Bożego, istna kopalnia wiedzy i natchnień dla liturgistów i homiletów.

Ale mnie bardziej interesuje, kto zbudował tę ambonę w małym wiejskim kościółku w Starymgrodzie albo w Benicach, że o klaryskach w Starym Sączu czy leszczyńskiej farze już nie wspomnę....
Czyta się kilka minut

Ciekawe, kto wymyślił ambonę. Pierwszy raz wspomina ją Księga Ezdrasza. Jest tam zawarta cała teologia głoszenia słowa Bożego, istna kopalnia wiedzy i natchnień dla liturgistów i homiletów.

Ale mnie bardziej interesuje, kto zbudował tę ambonę w małym wiejskim kościółku w Starymgrodzie albo w Benicach, że o klaryskach w Starym Sączu czy leszczyńskiej farze już nie wspomnę. Jaki geniusz, jaka wizja i jaka wiara natchnęły takie wspaniałe projekty!? Bo na pewno nie był to tylko sam zmysł artystyczny czy sprawne rzemiosło.

Głos Najwyższego

Ambona jest czymś znacznie więcej niż tylko dziełem sztuki snycerskiej czy architektury. Jest ucieleśnieniem modlitwy, i to tej najwznioślejszej – natchnionej słowem Bożym. Słowa, które płynęły spod rzeźbionych, rokokowych baldachimów, płynęły jakby od samego Boga; stąd bogata ornamentyka, będąca odbiciem chwały i majestatu Bożego. Ksiądz, który wchodził na taką ambonę, stawał się głosem Najwyższego, heroldem Jezusa Chrystusa, zwiastunem Dobrej Nowiny.

Wstępował jakby do innego świata, by odsłonić przed nami zakryte tajemnice wieczności. Zanim przystąpił do posługi słowa, musiał się pomodlić, skupić, oczyścić serce, umysł, wyobraźnię. Miał na pewno poczucie, że jego posługa jest rzeczą świętą, wypełnianą z namaszczeniem Ducha Świętego, a ambona narzędziem ewangelizacji, niczym łódź św. Piotra przy brzegu Jeziora Galilejskiego (dlatego niektóre ambony były budowane w kształcie łodzi czy arki).

Schody do nieba

Nie ma dwóch identycznych ambon. Zrobiłem tysiące zdjęć w setkach kościołów – ani jedna ambona się nie powtórzyła, choć daje się zauważyć pewien ogólny schemat i kilka ich typów. Najczęściej ambona to balkonik, przyczepiony do filaru nawy głównej niczym jaskółcze gniazdo, wsparty na dodatkowych kolumienkach lub zdobionym wsporniku. Wokół filara, albo nieraz i w jego przepastnym wnętrzu, prowadzą kręcone schody – dziś bywa, że kościelny przechowuje tam różnego rodzaju rupiecie, na które nie ma już miejsca w zakrystii, ale kiedyś te schody prowadziły jakby do samego nieba.

Tym bardziej że ambona była nie tylko miejscem przemówień, ale i sama przemawiała. Prosty lub fantazyjnie wybrzuszony korpus był na ogół zdobiony malowidłami lub rzeźbami czterech Ewangelistów. Na suficie baldachimu widniała gołębica: symbol Ducha Świętego, który czuwał nad kaznodzieją i słuchaczami, by słowo Boże nie pozostawało bezowocne. Często pośród wymyślnych ornamentów znajdowało się też miejsce dla gromosłownych proroków: Mojżesza, Eliasza, Izajasza, Jana Chrzciciela albo dla całego grona Patriarchów. Ambona w starosądeckim klasztorze ss. Klarysek to cała Biblia pauperum – Biblia ubogich, czyli mówiąc dzisiejszym językiem: katechizm dla niepiśmiennych, dydaktyczny komiks rzeźbiony w drewnie.

Głos spod baldachimu

Nad amboną najczęściej jest umocowany baldachim, czyli bogato zdobione zwieńczenie, sięgające nieraz samego sklepienia. Nie była to tylko ozdoba: wraz z tzw. zapleckiem tworzył on bardzo wydajny ekran akustyczny. Proboszcz lub kościelny zdradzał kaznodziei tajniki akustyki danego kościoła: gdy mówiło się, celując w ściśle określony punkt, wówczas głos rozchodził się tak, że był słyszany przez wszystkich. A i kaznodzieje mieli inny głos niż dziś: dzięki specjalnej technice mówienia, tzw. apoggio, przy napiętej, podniesionej przeponie i uaktywnieniu rezonansowych zatok, bez większego zmęczenia można było mówić długo i głośno. Dziś już chyba tylko niektórzy aktorzy teatralni mają opanowaną tę sztukę.

Każda ambona posiada też parapet. Było nie do pomyślenia, by mówca w kaznodziejskim zapale nie miał gdzie oprzeć rąk, dając im chwilę odpoczynku pośród barokowej gestykulacji lub wspierając się dla równowagi, gdy w kluczowym momencie trzeba było wychylić się ku wiernym. Widziałem ambonę, której drewniany parapet był doszczętnie wytarty przez niezliczone dłonie kaznodziejów. Słoje i sęki sosnowej deski były wygładzone i błyszczące jak po politurze, a tymczasem było to tylko surowe drewno, zakonserwowane dotykiem rąk, często pewnie spoconych z tremy i strachu.

Bo słowo Boże przejmuje kaznodzieję bojaźnią i drżeniem. Głosić słowo, mając świadomość, że robi się to w imieniu Boga, że ludzie przyjmują to jak objawienie prawdy, że od tego zależy ich wiara i zbawienie – to wielka odpowiedzialność. Może dziś się to trochę zmieniło. Najpierw dlatego, że dziś w ogóle zdewaluowało się słowo. Docierają do nas nieustannie tysiące i miliony komunikatów, informacji, zdań, apeli, reklam… Wśród nich słowo Boże ginie, zwłaszcza gdy kaznodzieje i słuchacze zatracają ducha wiary, świadomość ostatecznego źródła głoszonego słowa. O wiele trudniej jest też znaleźć równowagę między misterium Ewangelii a komunikatywnością homilii, między uroczystym językiem prawdy, tajemnicy i objawienia a pospolitym, zrozumiałym językiem odnoszącym się do życia i praktycznych zastosowań.

Może właśnie ambona stwarzała tę subtelną atmosferę nieziemskości, wyraźnie oddzielającą słowa człowieka od słów Boga? Wstąpienie na ambonę, przywdzianie komży i stuły, oznaczało zmianę roli, zmianę charakteru głoszonego słowa. Dziś czułe mikrofony, pleksiglasowe pulpity i dyskretne lampki do oświetlenia notatek kojarzą się bardziej z wieczornymi „Wiadomościami” niż z misterium słowa Bożego. Dziś ludzie przyzwyczaili się do rozmaitych przemówień i nawet najwybitniejsze kazania nie robią już tak wielkiego wrażenia. Ale kiedyś było inaczej.

Z przejęciem i bojaźnią

Ile kazań, rekolekcji, ogłoszeń parafialnych, zapowiedzi przedślubnych, ile wzniosłych słów i surowych napomnień padało z ambon, wnikało do ludzkich uszu i serc, wyciskało łzy, kruszyło serca, dawało nadzieję albo i przepełniało lękiem! Gdy na dyskretnie ukrytych z tyłu schodkach było słychać miarowe kroki kaznodziei, pod amboną zalegała cisza i skupienie. Kiedyś ludzie słuchali słowa Bożego z przejęciem i bojaźnią. A kaznodzieja, gdy pojawiał się ponad ludzkimi głowami, też miał poczucie misji i odpowiedzialności. I pewnie pokusę, by trochę pogrzmieć, by władzę otrzymaną od Boga dla zbawienia dusz wykorzystać w najprostszy sposób i w obrazowych słowach postraszyć grzeszników piekłem.

A jednak przez całe wieki Ewangelia głoszona z ambon w katedrach, farach, klasztorach i wiejskich kościółkach wydawała obfite owoce, budowała wiarę ludzi i wzywała do pokuty, oczywiście zapewne nie zawsze. Zgodnie ze słowami przypowieści o ziarnie: jedno ziarno pada na sprzyjającą glebę zasłuchania, wrażliwości, głodu prawdy i pokory; inne znów ginie w chaotycznym zgiełku, zostaje stłumione lękiem, pychą, nadmierną pewnością siebie. Jedno kazanie owocuje wiarą, inne przelotnymi wzruszeniami, jeszcze inne obojętnością albo sprzeciwem. Tak zawsze było, jest i będzie. Kaznodzieja nigdy nie wie, kiedy i w jaki sposób jego słowo zostanie natchnione Bożą mocą i siłą przekonania.

Znana jest anegdotka o sławnym rekolekcjoniście, do którego po nauce przyszła kobiecina i podziękowała za wstrząsające kazanie, które spowodowało jej gruntowne nawrócenie. – A które słowa najbardziej trafiły ci do przekonania, córko? – pyta mile podłechtany kaznodzieja. – Słowa? Nie, nie słowa. Tylko jak wielebny ojciec wyciągnął chustkę i wycierał nos, to usłyszałam jakby trąby Sądu Ostatecznego, a jak potem zobaczyłam tę chustkę, to pomyślałam, że moja dusza jest prawie tak samo brudna jak ona.

Wiele takich historii pamięta chyba każda ambona. I wiele kazań: setki, tysiące, dziesiątki tysięcy... A co my zapamiętamy?

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 28/2007