Prezbiterium katedry wawelskiej. Główna postać wydarzenia, w geście wzburzenia, z rozwianym siwym włosem, rękami uniesionymi w górę i szeroko rozwartymi oczami patrzącymi w dal, stoi w jasnym świetle po prawej stronie. Chudy, blady, doniosły, profetyczny w swej wymowie góruje nad nieruchomym, pogrążonym w ciemnych barwach audytorium. Najbardziej natchniony polski kaznodzieja wygłasza kazanie sejmowe. Słucha go król Zygmunt III Waza i najważniejsze postaci ówczesnego życia politycznego. Na ich twarzach malują się różne stany psychiczne: od zasłuchania, zrozumienia, przejęcia, po lekceważenie i roztargnienie. Tak prawie 150 lat temu ks. Piotra Skargę głoszącego kazanie wyobrażał sobie Jan Matejko.
Czytaj Skargę
Skarga był człowiekiem niezwykle wyrazistym, z charakterem. Był osobistością znaną i cenioną, ale i kontrowersyjną. Nazywał rzeczy po imieniu. Dziś powiedzielibyśmy bez zbędnego owijania w bawełnę. Niewątpliwie miał w sobie biblijny „dar prorokowania”. Zresztą nie mogło być inaczej, skoro kazania głosił przez pół wieku, w tym przez 24 lata pełnił znamienitą funkcję kaznodziei królewskiego. Gdyby do dzisiaj zachował się cały jego kaznodziejski dorobek, liczony byłby zapewne w tysiącach stron.
O jego wielkim krasomówczym talencie przekonani byli jemu współcześni. Niektórzy nazywali go „Piotrem Złotoustym”. „Nierychło kaznodzieję takiego Polska nasza obaczy, który serca ludzkie trzymał w rękach swych, obracał niemi, kędy chciał, przez dziwną, a jemu tylko daną wymowę” – z przekonaniem pisał dominikanin o. Fabian Birkowski. Zapisał się też w pamięci potomnych, skorobp Jan Paweł Woronicz, prymas Królestwa Polskiego, lubił mawiać: „Chcesz zostać teologiem, czytaj Skargę – chcesz zostać politykiem, czytaj Skargę – chcesz zostać historykiem, czytaj Skargę – chcesz zostać świętym, czytaj Skargę”.
Jak przypomina w książce Piotr Skarga ks. prof. Kazimierz Panuś, „Zaraz po wstąpieniu na ambonę cały płonął, grzmiał jak burza, olśniewał jak błyskawica, uderzał jak piorun”. Kim naprawdę był ten, który stworzył wzór homiletyki mający przynieść zalew kaznodziejstwa i czy dzisiaj byłby słuchany?
„Bych był Jeremiaszem...”
Prawdą jest, że nie można nie patrzeć na niego przez pryzmat kontekstu społeczno-kulturowego ówczesnej Rzeczpospolitej. Nie można zatem dziś przedkładać wszystkich postulatów wysuwanych przez jezuitę, np. dotyczących pragnienia obecności jednego wyznania w Polsce, bo w dobie ekumenizmu i dialogu religijnego byłoby to niedorzecznością; podobnie jak przywrócenie władzy monarszej. Nie można jednak podważyć jego zaangażowania na rzecz poprawy funkcjonowania państwa. Religia dla ks. Skargi była korzeniem, z którego wyrastało zainteresowaniem innymi dziedzinami: kulturą i językiem, szeroką działalnością charytatywną, choć wielu wciąż mało znaną, społecznikowską... Pod piórem kaznodziei wyrosła z niej „tak podniosła, troskliwa, bezinteresowna, uduchowiona” miłość do ojczyzny. Skarga czuł się powołany, by wzywać naród do pokuty i poprawy. Umiejętnie wykorzystywał swoje wcześniejsze doświadczenia: pierwszego rektora Akademii Wileńskiej, organizatora szkolnictwa w Rzeczypospolitej, doradcy królów Stefana Batorego i Zygmunta III, autora bestsellera Żywoty świętych, opiekuna ubogich, założyciela bractw miłosierdzia i szpitali...
Toteż kaznodziejska działalność Skargi nie ograniczyła się do sfery religijnej. Głęboko przejęty obowiązkami obywatela wobec państwa, wiele z nich poświęcił polityce. Był w tym wszystkim bardzo i szczerze zaangażowany.
Swą argumentację w kazaniach zawsze opierał na Piśmie Świętym i dziełach ojców Kościoła. Odwoływał się do cudownych wydarzeń i historii, dawał wskazania moralne i wzory postępowania. W Kazaniach sejmowych posługiwał się plastycznymi, proroczymi wizjami zaczerpniętymi z ksiąg Izajasza, Jeremiasza, Ezechiela i Jonasza. Wszelkimi sposobami próbował przekonywać, że z powodu wszechobecnego grzechu Rzeczpospolita niechybnie upadnie. Skarga postulował potrzebę mądrości, postrzegając ją jako niezbędną cechę wśród posłów. Zajmował stanowisko konserwatywne, popierając silną władzę centralną oraz sprawiedliwość społeczną. Przejawiał troskę o porządek w życiu publicznym. „A najszkodliwsi są katolicy bojaźliwi i małego serca, którzy się gniewem sprawiedliwym ku obronie czci Boga swego nie zapalają [...]”.
Gromił przedkładanie interesu prywatnego nad dobro wspólne: „Miłujecie pożytki swoje pojedynkowe, a pospolite burzycie. Pierwsze oko na swe domy obracamy; by dobrze Rzeczpospolita upadła, nie dbamy, byle nasze zbieranie całe było i co dzień się szerzyło”.
Piętnował złe prawa i brak reakcji ze strony sądów i sejmów na przestępstwa, które naruszały normy współżycia społecznego i na powszechne i jawne grzechy. „Niedobre prawo, które pojmać największego złoczyńcy nie każe”. Wśród grzechów narodu wymieniał: kazirodztwa, cudzołóstwa, nieczystość, zbytek w życiu, nadmierne gromadzenie dóbr materialnych. Przeciwstawiał się złu, nie wahał się czynić gorzkich uwag pod adresem szlachty. Wytykał posłom, że wolą cierpieć na skutek postępującej anarchii życia publicznego, niż usprawnić sądownictwo czy administrację. Karcił niezgodę, przewidywał zrywanie sejmów. Współczesnym mu nie mogły podobać się słowa: „Bych był Jeremiaszem, wziąłbych garniec gliniany i uderzyłbych nim o ścianę mówiąc: Tak was pogruchoce Pan Bóg!”.
Będzie świętym?
Zapewne zatrwożyłby się, gdyby usłyszał mowę współczesnego Polaka, nie wspominając już o „poważnej” debacie publicznej, pełnej zapożyczeń, wulgaryzmów, niechlujstwa językowego, pustosłowia... Choć czytał dzieła Cycerona i ojców Kościoła w oryginale, to tworzył w języku ojczystym, dbając o piękną polszczyznę. Unikał barokowych ozdobników, makaronizmów. Zadziwiająca jest jasność, czystość i piękno prozy jezuity. Uważany był za wzór przygotowania humanistycznego, homiletycznego, retorycznego i teologicznego.
„W dobie kontrreformacji chwalono go za walkę w obronie czystości wiary, w epoce oświecenia za czystość języka” – przypomina Janusz Tazbir.
Dzisiaj pewnie powiedzielibyśmy, że przez Kazania Skargi przemawia „fanatyczny patriotyzm” czy „fanatyzm patriotyczny”. Nie można jednak nie zauważyć, że stanowią one doskonały materiał źródłowy do rozważań o polskiej historiozofii współczesnej. Nikt chyba nie zaprzeczy, że istnieje coś takiego jak ciągłość i zbiorowa świadomość narodowa. Nasze narodowe zalety i przywary, specyficzne dziedzictwo sarmatyzmu, niebywała umiejętność jednoczenia się w czasach niepokoju i brak jedności w czasach pokoju nie biorą się znikąd. Historia kołem się toczy...
Z czasem postać Skargi otoczono nimbem wielkości. Wyrósł jako symbol głębokiej troski o sprawy publiczne. Najbardziej w tej kwestii przysłużył się Adam Mickiewicz, nazywając go prorokiem, szczególnym darem niebios i niedościgłym kaznodzieją. – Nauczanie ks. Skargi jest ponadczasowe, przywołujące do rozsądku. Jak najbardziej aktualne na nasze niespokojne czasy – przekonuje ks. prał. Marek Głownia, proboszcz kościoła pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Krakowie.
*
Kaznodzieja zmarł w trakcie pisania traktatu o cnotach chrześcijańskich, 27 września 1612 r. , w opinii świętości. Jego proces beatyfikacyjny nigdy nie był rozpoczęty, ale o jego świętości wielu jest głęboko przekonanych. Czy będzie kiedyś wyniesiony na ołtarze?
W ołtarzu głównym krakowskiej świątyni przy ul. Grodzkiej znajduje się krypta ks. Piotra Skragi. – Potwierdzamy spontaniczny, nieprzerwany kult jezuity. Od lat 80. ubiegłego wieku odnotowujemy ok. 70 tys. próśb i podziękowań, które ludzie składają pod kryptą – opowiada ks. proboszcz Głownia.
Nie wiadomo dokładnie, które z kazań wielkiego jezuity zainspirowało Matejkę ani które słowa najbardziej go poruszyły.
Patrząc jednak na ten obraz, wciąż słychać echa przestróg wypowiadanych przez kaznodzieję przed czterema z górą wiekami. Czy katalog grzechów Polaków sporządzony przez jezuitę nie jest do dzisiaj aktualny?
Cytaty pochodzą z: ks. Piotr Skarga, Kazania sejmowe, BN, Wrocław 1995.
Ks. Piotr Skarga nie jest jedynym patronem tego roku. Sejm ogłosił nimi też Józefa Ignacego Kraszewskiego i Janusza Korczaka. „Przewodnik” przypomni i te postaci.