Logo Przewdonik Katolicki

Irlandia - nasza nowa ziemia obiecana?

Mariusz Samul
Fot.

Kilkeny i Guinnes to właśnie z piwem najczęściej kojarzyła się dotychczas Irlandia. Mało kogo, poza wąskim gronem specjalistów, interesowały odkryte na początku lat 90. XX wieku złoża cynku i ołowiu. Mało kto wiedział, kim był święty Patryk, który za pomocą trójlistnej koniczyny tłumaczył Irlandczykom tajemnicę Trójcy Świętej. Dziś...

„Kilkeny” i „Guinnes” – to właśnie z piwem najczęściej kojarzyła się dotychczas Irlandia. Mało kogo, poza wąskim gronem specjalistów, interesowały odkryte na początku lat 90. XX wieku złoża cynku i ołowiu. Mało kto wiedział, kim był święty Patryk, który za pomocą trójlistnej koniczyny tłumaczył Irlandczykom tajemnicę Trójcy Świętej. Dziś do piwnych skojarzeń dołączyło jeszcze jedno: praca.

Do Irlandii wyjeżdżają młodzi i starsi, z miast i miasteczek, w których coraz trudniej jest utrzymać rodzinę. W wielu parafiach archidiecezji gnieźnieńskiej ten problem zaczyna być widoczny: emigrują młodzi i wykształceni, rozdzielane są rodziny. Wspomnienie świętego Patryka może być okazją do zastanowienia, czy nie stajemy przed nowym problemem i nowym wyzwaniem, również duszpasterskim. Czy emigracja jest naszym problemem? Czy rzeczywiście argumenty finansowe są zdolne uczynić człowieka szczęśliwym, gdy pracuje na popularnym „zmywaku”?

Należę do pokolenia, dla którego granice w Europie właściwie nie istnieją. Nie ma też barier językowych. W zasadzie tylko matura dzieli nas od decyzji: zostać czy wyjechać? Gniezno, Inowrocław, Wągrowiec, Słupca, często mniejsze miasta nie oferują nam wiele, kiedy nie mamy możliwości studiowania na dziennych studiach w Poznaniu czy Warszawie. Pytania o to, co dalej, i gdzie dalej, które stawiam sobie sam, chcę postawić też innym.

Święty Patryku – módl się za nami!

„Wartości materialne nie mogą przysłonić człowiekowi całego jego powołania, znaczenia człowieczeństwa, godności osoby ludzkiej”
Kardynał Stefan Wyszyński, 1974 r.


Pytania w domu
Pierwszych odpowiedzi szukam w domu. Najpierw pytam mamę, czy wyjechałaby pracować do Irlandii. – W moim wieku? Nie – odpowiada mama. – Na pewno nie. Chociaż – zastanawia się – mam koleżankę, która wyjechała. Do pracy wyjechała, opiekuje się małym dzieckiem. Podpisała umowę na cztery miesiące i żałuje, bo już chce wracać, a nie może... To nie jest takie piękne, że wyjeżdżamy, a pieniądze same płyną na konto. To ciężki kawałek chleba: obce środowisko, inni ludzie, kultura...

Pytania rodzin
Już na pierwszym skrzyżowaniu wpadam na, jak się potem dowiaduję, młode małżeństwo z dzieckiem. Uff – zgodzili się na rozmowę. I nawet się nie zdziwili, że pytam akurat o wyjazd do pracy za granicę. – Niestety, myśleliśmy o tym – odpowiadają. – Cały czas spotykamy się z tym, że nie tylko umiejętności, wykształcenie i chęci decydują o zatrudnieniu. Często o zdobyciu pracy czy awansie decydują kumoterskie układy. Bardzo byśmy chcieli po prostu uczciwie pracować tutaj. Ale przez wszechobecne układy nasz zapał jest niestety wciąż niszczony...

Małżonkowie, z którymi rozmawiałem, wiedzą, że w Irlandii długo będą postrzegani jako imigranci do prostych prac – ale mimo to, i mimo że małe dziecko nie ułatwia wyjazdu, są skłonni zaryzykować. Tak, będą szukać pracy za granicą.

„Obowiązkiem tych, którzy nami kierują, jest naprzód żywić dzieci narodu, karmić najpierw tych, którzy w ojczyźnie pracują! Trzeba przede wszystkim myśleć o zaspokojeniu potrzeb własnych obywateli. To jest pierwsze prawo i obowiązek! Nie możemy żywić całego świata, gdy w domu niedostatek!”
Kardynał Stefan Wyszyński, 1971 r.


Pytania młodych
Zaraz po maturze absolwenci liceów będą mieli najdłuższe w życiu wakacje. Jak wykorzystają czas do października, kiedy rozpocznie się rok akademicki? Czy myślą o wyjeździe do pracy za granicę? Z tym pytaniem poszedłem do maturzystów Liceum Katolickiego w Inowrocławiu. Moje pytanie wywołało zmieszanie, ale byli szczerzy i otwarci. Tu głosy były już podzielone. Z jednej strony podejście pragmatyczne: – Chcę wyjechać, najpierw tylko na wakacje – mówiła jedna z maturzystek. – Zarobię trochę pieniędzy, zawsze się przydadzą. Tu w Polsce nie ma dla nas przyszłości. A skoro jesteśmy w Unii i mamy możliwość legalnej pracy za granicą, chcę to wykorzystać.

Zdarzało się też podejście patriotyczne. – Ja nie zamierzam wyjeżdżać – usłyszałem. – Chcę pracować tu, gdzie się urodziłem, wychowałem, gdzie się uczę. Wiem, że trudno mi będzie przebić się przez układy, trudno będzie zarobić godziwe pieniądze, ale i tak spróbuję.

Czasem okazywało się, że nie tylko chęci decydują o wyjeździe: – A ja nie mogę wyjechać... Mieszkam teraz u wujka z małą siostrą, nie mogę jej zostawić. Rodzice już od pół roku pracują w Irlandii...

Święty Patryku, patronie Irlandii, – módl się za nami!

Gdzie szukać rady? O wyjeździe decyduje nasza sytuacja rodzinna, zawodowa i finansowa, przeszkadza lęk, rodzina, patriotyczne pobudki... Czy Zielona Wyspa jest nową ziemią obiecaną?

Spojrzenie z parafii
– Czy nie sądzi ksiądz, że coraz bardziej masowe wyjazdy młodych ludzi do pracy w Irlandii stały się dużym wyzwaniem duszpasterskim dla polskiego Kościoła? Czy w naszej archidiecezji, w naszych parafiach jest to też problemem? – pytam księdza Arkadiusza Wzięcha, katechetę z III LO im. Królowej Jadwigi w Inowrocławiu.

– Podczas wizyt duszpasterskich coraz wyraźniej widać, że domy pustoszeją. Różnie to wygląda: czasami wyjeżdżają dorosłe już dzieci, czasami ojciec, zdarza się nawet wyjazd obojga rodziców. Wtedy małe jeszcze dzieci zostają z babcią – odpowiada ks. Arek. – Irlandia jest krajem katolickim, ale często jest to pobożność zewnętrzna, przejawiająca się jedynie w deklaracjach. I mimo jedności w wyznawanej wierze, dla nas to wciąż obcy kraj. Brakuje tam polskich księży, Mszy Świętej w języku polskim czy też specyficznego polskiego duszpasterstwa. Trzeba naprawdę mocnych fundamentów wiary, żeby mogła ona wzrastać w tak trudnych warunkach. Tymczasem zwykle wyjazd i aklimatyzacja w mocno zlaicyzowanym społeczeństwie wiąże się z osłabieniem praktyk religijnych. Wiadomo, że przyczyną wyjazdów jest głównie bieda i chęć zarobienia pieniędzy. Niestety, konsekwencje takich wyjazdów nierzadko są gorsze od braków finansowych. Podczas kolędy i w pracy duszpasterskiej spotykamy rozbite rodziny, żony czekające na mężów, i żony, które nie mają już na kogo czekać. Ze swojej strony nie zachęcamy więc do takich wyjazdów i nie zniechęcamy – ale mówimy, że każdy powinien dokładnie przemyśleć swoją decyzję i liczyć się z jej konsekwencjami.

„Chodźcie, chodźcie, dzieci Boże, będziemy uczciwie pracowali w naszej ojczyźnie, bo w niej jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia. Mniej zarobimy w Polsce, ale będziemy wiedzieli, że pracujemy dla lepszego stylu życia naszych rodzin. Praca nie jest najważniejszym posłannictwem człowieka. Najważniejszym zadaniem jest doskonalenie się przez pracę”
Kardynał Stefan Wyszyński, 1976 r.


Spojrzenie stamtąd
Udało mi się również porozmawiać z ks. Andrzejem Szułczyńskim, który służy pomocą duszpasterską w parafii pw. św. Jadwigi na inowrocławskim Rąbinie. Ksiądz Andrzej pracował w Szwecji, Kanadzie i USA, teraz przygotowuje się do kolejnego wyjazdu. Zapytany o problem emigracji zarobkowej nie waha się ani przez moment. – Dla ludzi tam, za granicą, to Kościół jest centrum życia religijnego i kulturalnego – mówi przejęty. – Wiadomo, że żadna praca nie hańbi, ale za długo „na zmywaku” żyć się nie da. Nie po to człowiek się kształci, żeby myć cudze gary. Trudno mówić wtedy o szczęściu: przecież pieniądze nie zastąpią nam poczucia własnej wartości i godności. Ludziom tam potrzeba więcej polskich księży. Nam, księżom, nie wolno się bać takiej posługi. Niewątpliwie jest to moment historyczny dla naszego kraju: przypominają się nam wielkie emigracje sprzed lat, do Kanady i USA. Pamiętać jednak musimy, że wielu z tych ludzi, którzy wtedy wyjechali po lepsze życie, teraz chce wrócić, ale…

Święty Patryku, patronie Irlandii – módl się za nami! Módl się za nami, byśmy nie zapomnieli, że ziemia obiecana jest tam, gdzie jest Bóg i gdzie my pozostajemy ludźmi. Naucz nas kochać Irlandię i widzieć ją przez pryzmat jej wiary, historii i kultury, a nie jedynie wpływających na nasze konta pieniędzy. Nie pozwól nam zubażać obrazu tego kraju do wizji korzyści materialnych, a naszym oczom ukaż wielkie szanse osobowego rozwoju i duchowego wzrostu.

Dziękujemy ks. Jackowi Orlikowi, dyrektorowi Gimnazjum i Liceum Katolickiego w Inowrocławiu, za umożliwienie spotkania z uczniami.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki