W Środę Popielcową rozpoczynającą Wielki Post przeszło trzy czwarte Polaków weźmie udział w obrzędzie posypania głów popiołem. Czy skłoni ich do tego siła tradycji i przyzwyczajenia, czy może ten zewnętrzny znak będzie rzeczywistym...
Prochem jesteś i w proch się obrócisz… Popiół na głowie przypomni nam niedługo o nieuchronności śmierci. Czy jesteśmy na nią gotowi?
W Środę Popielcową rozpoczynającą Wielki Post przeszło trzy czwarte Polaków weźmie udział w obrzędzie posypania głów popiołem. Czy skłoni ich do tego siła tradycji i przyzwyczajenia, czy może ten zewnętrzny znak będzie rzeczywistym wyrazem ich wiary? Obrzęd ten oznacza bowiem przyznanie się do własnej grzeszności. Tym samym uznamy także bezradność wobec naszych słabości i potrzebę pomocy Bożego Miłosierdzia w osiągnięciu zbawienia.
Strach
W Wielkim Poście śmierć pojawia się często: „… w proch się obrócisz”, przypomina nam liturgia Kościoła. Tego tematu raczej nie lubimy i nie zaprzątamy nim sobie głowy zbyt często, jak pokazują badania. Chcemy odsunąć od siebie to, przed czym odczuwamy lęk.
Jednak samo życie nie pozwala nam zapomnieć o śmierci. Wystarczy wspomnieć niedawną tragedię w Katowicach, kiedy hala targowa zawaliła się na przebywających w niej ludzi; egipski prom, który pogrzebał w morzu ludzi będących w drodze między domem a miejscem pracy; warszawiaków zabitych przez kierowcę na przystanku autobusowym… Środki masowego przekazu sprawiają, że te wszystkie wydarzenia rozgrywają się tak blisko nas. Reagujemy na nie chęcią pomocy ofiarom, może też modlitwą, oburzeniem na osoby odpowiedzialne za te tragedie. Może trzeba zadać pytanie, czy dopuszczamy do siebie myśl, że to ja mogłem dziś wyjść z domu i nie wrócić? Do tego wcale nie jest potrzebny kataklizm. Wystarczy nieuwaga, wypadek, nagły atak choroby. A może lepiej o tym nie myśleć – to takie straszne! Strach przed śmiercią, przed unicestwieniem jest dla człowieka czymś naturalnym. Ale przecież osoba wierząca wie, że jeśli należy do Chrystusa, to śmierć nie jest dla niej końcem. Właśnie: „jeśli”. Bo nie wystarczy praktykowanie pięknych i bardzo popularnych w Polsce tradycji religijnych: posypania głowy popiołem, poszczenia w Wielki Piątek, uczestniczenia w święconce czy Rezurekcji (w tych wydarzeniach bierze udział od 72 do 96 proc. polskich katolików). Potrzebna jest prawdziwa wiara – przewodniczka w codziennym życiu i w chwili śmierci.
Przygotowanie
Naturalnym postępowaniem jest próba przygotowania się na to nieuniknione wydarzenie oraz „zabezpieczenie” siebie i swoich bliskich przed jego skutkami. Sposoby bywają bardzo różne.
Niektórzy pokładają nadzieję w medycynie, starającej się choć trochę przedłużyć ludzkie życie. Patrząc na te poczynania nauki z perspektywy historii ludzkości, można zwrócić uwagę na pewne efekty – wszak średnia wieku jest dziś dużo wyższa niż w czasach Piastów. Wciąż jednak recepty na nieśmiertelność nie wymyślono.
Rosnącym powodzeniem cieszą się również wszelkie polisy ubezpieczeniowe i fundusze powiernicze. Nie uchronią nas one przed ostatecznością, ale zapewnią materialny byt naszym bliskim, kiedy nas już zabraknie. Nie można odmówić słuszności osobom, które podejmują takie zabiegi, troszcząc się o tych, za których są w jakiś sposób odpowiedzialni.
Nasze działania pokazują jednak, co stanowi dla nas największą wartość, którą pragniemy zachować. Chrześcijanin nie może zapomnieć o swojej duszy i o Bogu. Jego wysiłki powinny koncentrować się więc przede wszystkim na zapewnieniu sobie „polisy” na życie wieczne. Najlepszym bowiem przygotowaniem do śmierci jest życie w łasce uświęcającej.
Sprawa najważniejsza
Pierwszy krok w tym kierunku już zrobiliśmy, uznając swoją grzeszność (czego zewnętrznym znakiem, wywodzącym się jeszcze ze starożytności, jest popiół na głowie) i rozpoczynając drogę nawrócenia. Tym samym doświadczyliśmy już od Boga wielkiej łaski, zwanej w teologii uczynkową. Daje ona siłę do tego, by dokonywać w życiu dobrych wyborów, wbrew licznym pokusom, i spełniać dobre uczynki, mimo słabości ludzkiej natury. Podczas chrztu zostaliśmy obdarowani tzw. łaską uświęcającą. Dzięki niej możemy do Boga mówić „Ojcze”, a nasza dusza staje się czysta i święta. Pośród wszystkich spraw życiowych dla nas istotnych należy najbardziej zabiegać o zachowanie tej łaski, tego stanu duszy. Wtedy bowiem jesteśmy w stanie przyjaźni i łączności z Bogiem, a umierając, możemy być pewni, że będzie on trwał na wieki.
Wielkim umocnieniem i pomocą w takim życiu jest często przyjmowana Eucharystia, modlitwa i… świadomość śmierci. Będąc w stanie łaski uświęcającej, ufając Bożej miłości, takie myśli nie przerażają. Śmierć to po prostu dopełnienie mojego spotkania z Miłością, które dokonuje się podczas każdej Komunii Świętej.
Tę więź z Bogiem łatwo jednak może zerwać grzech ciężki. A dochodzi do tego często stopniowo: najpierw przez jej rozluźnienie, spowodowane lenistwem duchowym, rzadkim przystępowaniem do sakramentów (jak pokazują badania, tylko jedna piąta wiernych troszcząca się o poświęcenie pokarmów na stół wielkanocny regularnie przyjmuje Komunię św. podczas niedzielnej Mszy św.). Wtedy wśród drobnych grzeszków i słabości łatwo już wpaść w wielkie zło. Ratunkiem w takiej sytuacji jest szczera spowiedź, poprzedzona skruchą i nawróceniem, czyli chęcią podjęcia ponownej współpracy z Bożą łaską.

Dobra śmierć
O dobrą śmierć trzeba się modlić. Naszym orędownikiem u Boga w ostatnich chwilach życia jest św. Józef, patron dobrej śmierci. O wstawiennictwo „w godzinie naszej śmierci” prosimy Matkę Bożą w modlitwie Zdrowaś Maryjo.
Pragnienie, aby Bóg zachował nas w stanie swojej łaski w momencie odejścia z tego świata, to chrześcijański ideał dobrego życia. Znajduje on wyraz w słowach Litanii do Wszystkich Świętych: „Od nagłej i niespodziewanej śmierci zachowaj nas Panie”.
Wielowiekową tradycję mają już bractwa dobrej śmierci. Ich członkowie modlą się nie tylko o dobrą śmierć dla siebie, ale proszą też o tę łaskę dla konających i o Boże Miłosierdzie dla zmarłych. Oni też spotykają się z osobami starszymi czy chorymi, rozmawiając z nimi na tematy religijne, uświadamiając wartość chrześcijańskiej nadziei na życie wieczne. Doświadczając miłości, zainteresowania i ludzkiej troski, łatwiej jest czekać na spotkanie Miłości. W ten sposób pomagają im przygotować się na śmierć.
Dla ilu z nas taką pomocą i momentem nawrócenia było świadectwo wiary Jana Pawła II, dane w czasie jego choroby i śmierci? Śmierć drugiego człowieka może być dla nas szansą podarowaną przez Boga, aby pomyśleć o własnej duszy. Może już ostatnią?
W artykule wykorzystano badania CBOS: „Stosunek Polaków do śmierci” z V 2005 r. i „Wielkopostne i wielkanocne tradycje Polaków” z III 2005 r. oraz dane ISKK z 2002 r.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













