i pogonią za komercją, ale ze spełnieniem marzeń czy poczuciem misji. Mój kolega po fachu, Łukasz Klin, z całą pewnością zalicza się do tej drugiej, ale niestety, mniej licznej grupy...
Łukasz jest dziennikarzem, zajmuje się sportem. Jestem teraz w jego domu i popijam kawę, słuchając licznych i barwnych opowieści....
Są osoby, dla których wykonywany zawód nie wiąże się z nudą
i pogonią za komercją, ale ze spełnieniem marzeń czy poczuciem misji. Mój kolega po fachu, Łukasz Klin, z całą pewnością zalicza się do tej drugiej, ale niestety, mniej licznej grupy...
Łukasz jest dziennikarzem, zajmuje się sportem. Jestem teraz w jego domu i popijam kawę, słuchając licznych i barwnych opowieści. Cały czas zastanawiam się, czy ma rzeczywiście tylko dwadzieścia jeden lat i jak to możliwe, że w tak młodym wieku posiada już taki warsztat i dorobek dziennikarski. Ale najbardziej zadziwia mnie fakt, że jest przy tym osobą niepełnosprawną, co stanowi dla niego spore utrudnienie w wykonywaniu codziennych, niełatwych obowiązków reportera i sprawozdawcy sportowego.
– Skoro kiedyś marzyłem, żeby być sportowcem i zdobywać medale, ale okazało się to niemożliwe, bo lekarze wydali taką, a nie inną diagnozę, to pomyślałem, że przecież można zajmować się sportem, ale z drugiej strony. No wiesz, jako dziennikarz...
Robi to, co lubi
– On po prostu robi to, co lubi – mówi mama Łukasza. – Nie wychodzi zbyt często. On woli po prostu poświęcić czas temu swojemu hobby.
– Już od dziecka interesował się sportem – wspomina tata dziennikarza. – Bardzo cieszy się i opowiada nam, gdzie był, co robił, z jakim sportowcem rozmawiał. Bardzo to przeżywa, cieszy się każdym dniem.
Łukasz cierpi na dziecięce porażenie mózgowe. Ta choroba powinna przywiązać go do wózka do końca życia, ale liczne operacje i wola walki okazały się silniejsze i częściowo ją przezwyciężyły. Swoją wielką przygodę z dziennikarstwem zaczynał na wózku inwalidzkim, ale dzięki ostatniej z ośmiu skomplikowanych operacji zaczął poruszać się o kulach, co jest sporym postępem, ale jednocześnie wymaga ogromnego wysiłku. Porusza się bardzo wolno, niektóre krawężniki są dla niego nie do przebycia, nie mówiąc już o schodach czy innych przeszkodach.
– Poradziłam mu, że jeśli chce, to niech spróbuje – mówi mama Łukasza. – Może akurat będzie w tym dobry? Troszeczkę miałam jednak obawy, co do jego ruchów. Bo on jest niepełnosprawny, ma problemy z chodzeniem i wsiadaniem do autobusów, a wiadomo, że nie wszystkie autobusy są niskopodłogowe.
Środowisko dziennikarskie
Zapytałem Łukasza, jak odbierali go koledzy dziennikarze, w jaki sposób mówili o jego niepełnosprawności, czy go zaakceptowali. Łukasz milczy przez chwilę i spogląda w bok – widzę, że próbuje opanować swoje emocje. Uśmiecha się i mówi, że teraz jest dobrze, że zaakceptowali go takim, jakim jest, przekonali się do niego. Chociaż niektórzy na początku śmiali się i nie traktowali go poważnie. Przygoda Łukasza z dziennikarstwem trwa już trzeci rok, a ci, którzy się śmiali, bardzo często utrzymują z nim kontakt, zarówno na płaszczyźnie zawodowej, jak i prywatnej. Łukasz kończy pełen emocji powrót do własnej przeszłości zdaniem, które można chyba odnieść do każdego z nas. – Myślę, że można i trzeba przekonać do siebie ludzi... To jest trudne, ale jednak możliwe.
Z pomocą innych
Sukces Łukasza nie byłby możliwy, gdyby nie pomoc rodziców i młodszego brata, Kamila. Jest on przewodnikiem Łukasza po mieście i pomaga mu dojść do miejsc, w których odbywają się imprezy sportowe i konferencje prasowe. – Mały dobrze zna miasto i wie gdzie trzeba jechać – mówi ojciec braci. – Często wybierają się razem na różne imprezy. Wracają późno, ale trudno, w tym zawodzie to zrozumiałe.
Kamil ma trzynaście lat i kocha sport tak samo jak jego starszy brat. Jak mi zdradził, czasem chce napisać relację z jakiejś imprezy sportowej, ale brat dziennikarz mu nie pozwala.
Zwykły dzień
– Jak wygląda twój dzień? – pytam Łukasza, który oprowadza mnie po swoim pokoju – miejscu pracy wielkiego miłośnika sportu. Ściany ozdabiają zdjęcia młodego dziennikarza ze znanymi sportowcami, na sznurku między szafą a oknem wisi chyba z tuzin szalików różnych klubów sportowych; półki wyładowane są po brzegi notatnikami, gazetami i książkami o historii sportu.
– Mój dzień? – zastanawia się Łukasz. – Opowiem ci jak było wczoraj... – siadam na fotelu i popijam czwartą już kawę; jestem w domu Łukasza od dobrych kilku godzin i zastanawiam się, kiedy mnie wyproszą. – Wczoraj robiłem relację z meczu koszykówki do portalu internetowego. Mecz był niezły. Zrobiłem ciekawe wywiady – dwa z trenerami i cztery krótkie z zawodnikami, bo oni nie lubią długich wywiadów.
– Byłeś z bratem?
– Właśnie brat pobiegł za zawodnikami, kiedy robiłem wywiad z jednym z trenerów, i przyprowadził ich do mnie... Sam bym ich nie złapał. Później wróciliśmy do domu. Musiałem chwilę odpocząć i wyciszyć się. Wiesz, na imprezach tego typu jest bardzo głośno. Jedząc obiad, podzieliłem się wrażeniami z rodzicami. Po obiedzie zabrałem się do pisania, korzystając
z nagranych wywiadów i coraz bardziej – mam nadzieję – fachowych notatek, które zrobiłem w trakcie meczu. Musiałem napisać wywiad i relację do portalu koszykarskiego, no i oczywiście informację do porannego serwisu informacyjnego Radia Emaus, z którym również współpracuję.
Codzienna praca
Łukasz, podobnie jak większość dziennikarzy, nie ma limitowanego czasu pracy. Czasami siedzi nad tekstem do późnych godzin nocnych, innym razem jedzie na drugi koniec Polski, by obsłużyć ważną imprezę sportową, i sypia jeszcze mniej niż zwykle. Jak sam żartuje, jego doba powinna trwać czterdzieści osiem godzin, żeby ze wszystkim nadążyć i móc się jeszcze choć trochę wyspać. Niestety, ponieważ jest bardzo młody, jego zarobki nie są wysokie i przeważnie nie przekraczają pięciuset złotych miesięcznie.
– Jest ciężko – przyznaje – aczkolwiek zdarzają się już takie pieniążki, które ratują rodzinny budżet, pozwalają mi na pewien komfort wydatków, dzięki czemu mogę na przykład coś sobie kupić albo dać kieszonkowe bratu, ale nie są to regularne dochody. Jednak satysfakcja z pracy z niektórymi ludźmi jest też ważna, nie wszystko trzeba od razu przeliczać na pieniądze.
Zapytany o przyszłość, Łukasz odpowiada, że najważniejsze jest dla niego osiągnięcie stabilizacji. Chciałby przede wszystkim skończyć studia (to niewiarygodne, że znajduje jeszcze czas na naukę!), myśli też o poznaniu dziewczyny i dobrym ułożeniu sobie życia rodzinnego...
– A kariera zawodowa?
– Chcę zajść jak najdalej, kochać to, co robię, służyć ludziom i wyciągać wnioski z porażek, które na pewno jeszcze zdarzą się w moim życiu. Przede wszystkim nie można się poddawać. Nie można powiedzieć, że dzisiaj mi się nie chce wstawać z łóżka i pracować... Nie, czasem trzeba uronić łzę, ale potem należy dalej robić swoje, szczególnie gdy kochamy swoją pracę.
Kiedy wychodzę z domu Łukasza, do drzwi odprowadza mnie cała jego rodzina, u której spędziłem pół dnia, wypijając co najmniej tuzin kubków kawy i słuchając tej niezwykłej historii zwykłego młodego człowieka. Jestem bardzo zmęczony, ale i naładowany energią, a także przekonaniem, że osoba niepełnosprawna, taka jak Łukasz, może żyć i pracować jak każdy z nas, a nawet lepiej, z większym zaangażowaniem, i odnosić sukcesy. Niepełnosprawność nie musi być przeszkodą nie do pokonania...
Zakładam płaszcz, pakuję do plecaka swój sprzęt nagrywający (całe szczęście, że wziąłem kilka kaset!) i żegnam się z rodziną Łukasza. Jestem już na zewnątrz, Łukasz odprowadza mnie do bramy i pokazuje, gdzie jest przystanek autobusowy.
– Miałeś ciężki dzień... Jutro odpoczynek?
– A skąd! – oburza się. – Jutro finał rozgrywek siatkówki kobiet! Muszę tam być!
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













