Po bitwie

Wybory samorządowe cieszyły się w tym roku chyba wyjątkowym zainteresowaniem. Postrzegane były i są w licznych komentarzach przez pryzmat polityki pojmowanej jako walka najbardziej znaczących partii. W myśl zasady, że gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta, stosunkowe wskrzeszenie zanotowała hybryda lewicy i Unii Wolności, która przepoczwarzyła się przed kilku laty w wirtualną partię...
Czyta się kilka minut

Wybory samorządowe cieszyły się w tym roku chyba wyjątkowym zainteresowaniem. Postrzegane były i są w licznych komentarzach przez pryzmat polityki pojmowanej jako walka najbardziej znaczących partii. W myśl zasady, że gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta, stosunkowe wskrzeszenie zanotowała hybryda lewicy i Unii Wolności, która przepoczwarzyła się przed kilku laty w wirtualną partię demokraci.pl. Być może jednak w ten sposób krystalizuje się, po raz pierwszy od 1989 roku, podział na trzy opcje polityczne – konserwatywno-ludową, reprezentowaną przez PiS (wraz ze szczątkami Samoobrony), liberalno-ludową w wydaniu PO i PSL oraz lewicową (SLD z przyległościami).

Z drugiej strony, wybory samorządowe pokazują chyba, iż obok owej sceny politycznej istnieje w przekonaniu wyborców polityka pojęta jako działanie na rzecz dobra wspólnego, niezależnie od przynależności partyjnej. Stąd stosunkowo liczne i dość spektakularne zwycięstwa kandydatów „niezależnych” (od partii politycznych), dobrych prezydentów, sprawnych radnych itp. Fenomenem jest w tym przypadku sukces wyborczy prezydenta Wrocławia, miasta, które istotnie rozwija się pod wieloma względami. To miasto kumuluje w sobie zarówno politykę gospodarczą, wyrażoną w zwycięstwie w zakresie pozyskiwania inwestycji, jak i politykę społeczną (ogłosiło przynajmniej zalążki-propozycje programowe dla młodych ludzi, zachęcające do rezygnacji z emigracji). To miasto wreszcie pięknieje. I takie działania budzą respekt i uznanie, przełożone na wynik wyborczy.

Zamiast wielkich bądź absurdalnych haseł (przeczytałem w rodzinnym mieście np., że „moje miasto to moje gniazdo”, a było to hasło kandydata PSL, zapewne ornitologa), zamiast nieskładnych gniotów typu „Kochaj życie. Lepszy Poznań” warto, by lokalni politycy zajęli się konkretnymi aspektami życia. W Poznaniu dobrze byłoby zadbać choćby o odblokowanie dworca kolejowego czy o to, by móc na Starym Rynku wypić w godzinach porannych (na przykład o jedenastej) kawę.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 48/2006