Logo Przewdonik Katolicki

O panu Mietku, zielonkach i kacu

Michał Gryczyński
Fot.

Mamy wprawdzie ciszę wyborczą, jednak trudno wymagać, aby felietonista niczym kameduła zachowywał całkowite milczenie. Choćby tylko dlatego, że w mediach uaktywnił się nam, po latach nieobecności, pamiętny szef gabinetu Lecha Wałęsy, przewodzący teraz jego doradcom, Mieczysław Wachowski. Pan Mietek, z właściwą sobie swadą, zabiera głos w rozmaitych sprawach. Raz...

Mamy wprawdzie ciszę wyborczą, jednak trudno wymagać, aby felietonista – niczym kameduła – zachowywał całkowite milczenie. Choćby tylko dlatego, że w mediach uaktywnił się nam, po latach nieobecności, pamiętny szef gabinetu Lecha Wałęsy, przewodzący teraz jego doradcom, Mieczysław Wachowski.

Pan Mietek, z właściwą sobie swadą, zabiera głos w rozmaitych sprawach. Raz wypowiada się o inwigilacji opozycji na początku lat dziewięćdziesiątych, bo jest podejrzewany o inspirację tego niecnego procederu, innym razem prawi coś o planowanym rzekomo wówczas zamachu stanu, to znowu snuje wywody o „manii prześladowczej” braci Kaczyńskich albo usiłuje tłumaczyć intencje poczynań swego pryncypała w czasach prezydentury. Dobre i to, że nie zająknął się ani słowem o groźbie najazdu pohańców na Belweder. Rzeknę więc, jak niegdyś Longinus Podbipięta: daj waść pokój, bo słuchać chadko!

Skoro jednak panuje cisza wyborcza, odejdźmy na chwilę od polityki. A ponieważ pisałem niedawno o urokach grzybobrania, więc pozwólcie, zacni utracjusze raju, że dorzucę słowo o tych aromatycznych darach lasu. Zwłaszcza że o tej porze roku, pomimo zawirowań pogodowych, trwa zbiór gąsek zielonek, grzybów o nieco nadszarpniętej reputacji. Wszystko za sprawą publikacji zamieszczonej przed kilku laty na łamach magazynu medycznego „The New England Journal of Medicine”, w której dr Regis Bedris z Bordeaux przedstawił wyniki swoich badań nad kilkunastoma przypadkami rabdomiolizy. Ta rzadko spotykana choroba ma prowadzić do rozpadu mięśni, uszkodzenia nerek, a czasem nawet zgonu. Otóż dr Bedris uznał, że przyczyną choroby w każdym z badanych przez niego przypadków było spożycie... gąsek zielonek. Jeden z dowcipnych internautów skomentował owe ustalenia opisem eksperymentu zmierzającego do ustalenia przyczyn kaca. Badacz po tygodniu pijaństwa doszedł do wniosku, że choć pił rozmaite alkohole, w różnych miejscach i o różnej porze, zawsze miał objawy kaca. Wyciągnął więc wniosek, że odpowiedzialny za to jest jedyny czynnik wspólny wszystkim „popijawom”, czyli... woda, bo w każdym alkoholu było jej aż 60 procent!

Cóż, nawet jeśli nie jesteśmy pewni, czy warto jadać zielonki, zagłosujmy dzisiaj tak, abyśmy jutro nie mieli kaca – moralnego.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki