Logo Przewdonik Katolicki

Przyznać się do parafii

Hubert Kubica
Fot.

Jagna mieszka na stałe i pracuje we Wrocławiu. Nigdy nie była jednak w swojej parafii, ponieważ regularnie uczęszcza do kościoła oo. Dominikanów. Kiedy poszła do proboszcza po zaświadczenie o tym, że jest praktykującą katoliczką bo ma zostać niedługo matką chrzestną proboszcz odmówił wydania dokumentu, twierdząc, że nie jest jego parafianką. Takie przykłady...

Jagna mieszka na stałe i pracuje we Wrocławiu. Nigdy nie była jednak w swojej parafii, ponieważ regularnie uczęszcza do kościoła oo. Dominikanów. Kiedy poszła do proboszcza po zaświadczenie o tym, że jest praktykującą katoliczką – bo ma zostać niedługo matką chrzestną – proboszcz odmówił wydania dokumentu, twierdząc, że nie jest jego parafianką.

Takie przykłady można by mnożyć. Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, że parafie mają charakter terytorialny. Obowiązuje zasada: tam, gdzie mieszkam, jest moja parafia, tam powinienem założyć swoją kartotekę i stamtąd przyjmować kolędę.

Jednak sporo osób z różnych powodów nie chodzi na niedzielną Mszę św. do swojej parafii. Jedni lubią kościół mały i przytulny, a tymczasem ich jest wielki. Inni wybierają zabytkowe i piękne świątynie. Jeszcze inni są spragnieni duchowości dominikańskiej. Wszyscy oni zapominają jednak o swojej parafii, za którą są przecież odpowiedzialni w sensie wspólnotowym i materialnym.

Podtrzymać więź z parafią
Pani Teresa przynależy do kościoła Świętej Trójcy w Warszawie przy ulicy Górnośląskiej. Jednak tę świątynię odwiedza bardzo rzadko. – Mieszkam na obrzeżach i do kościoła mam daleko. Poza tym jest on duży i nie czuję się w nim dobrze – mówi. Dosłownie obok jej domu zaczyna się parafia św. Aleksandra, z którą pani Teresa czuje się związana jak z własną. Tam uczęszcza na niedzielną Mszę św. – Znam proboszcza, który jest serdeczny i ciepły, kościół ma swój klimat i atmosferę, a poza tym jest blisko – tłumaczy.

Pani Teresa nie przyjmuje także kolędy, ponieważ nie chodząc do kościoła Świętej Trójcy, nie wie o jej terminach. – Kiedyś poprosiłam o kolędę z parafii św. Aleksandra, ale dowiedziałam się, że muszę mieć pozwolenie z macierzystej parafii – opowiada.

Ten przykład pokazuje całkowity brak świadomości i odpowiedniego podejścia do sprawy przynależności parafialnej. Wszyscy, również ci, którzy nie chodzą do swojego kościoła, powinni czuć się jej członkami. Warto, aby wiedzieli, czym parafia żyje, jakie ma problemy, kto jest jej proboszczem.

Babcia potwierdzi
Jola pochodzi spod Gniezna. Obecnie mieszka u babci w Bydgoszczy. W swojej parafii nie dała się poznać, bo nawet nie założyła kartoteki, regularnie chodzi jednak z babcią do kościoła. – Proboszcz nie chce mi wydać zaświadczenia, że jestem praktykującą katoliczką, ponieważ nie jestem oficjalnie jego parafianką – mówi Jola. Ratunkiem w tej sytuacji... była znana księdzu proboszczowi babcia, która poświadczyła, że Jola rzeczywiście praktykuje. Czy jednak proboszcz może odmówić wydania dokumentu?

Ksiądz nie może poświadczać dokumentu stanu, którego nie jest pewny. Tym bardziej jeśli nie znajduje żadnych znaków, które by za tym stanem rzeczy przemawiały. Jest on pierwszym odpowiedzialnym za życie sakramentalne osób, które zamieszkują na terenie jego parafii. Jeśli ktoś przypomina sobie o niej dopiero, gdy potrzebuje zaświadczenie o tym, że jest praktykującym katolikiem, proboszcz staje przed bardzo trudnym zadaniem. Z jednej strony, tylko on jest upoważniony, aby je wystawić. Z drugiej, nie może tego zrobić na tzw. ładne oczy.

Pochować po katolicku
Dotyczy to także osób zmarłych. Ksiądz posługujący na cmentarzu komunalnym powinien otrzymać zaświadczenie od proboszcza, że zmarły był osobą wierzącą.

Pan Zdzisław mieszkał i umarł w samotności. – Choć rodzina deklaruje, że był osobą wierzącą, to ja nie mam jego kartoteki. Nigdy nie przyjął kolędy ani nigdy nie był w swojej parafii. – Na jakiej podstawie mam wystawić zaświadczenie, że może mieć katolicki pogrzeb, skoro ja nie mam pewności, że był on osobą wierzącą? – opowiada jeden z proboszczów parafii na poznańskim osiedlu. Jeżeli mieszkał sam, to może przychodziła do niego opiekunka albo pielęgniarka, która mogła mnie poinformować o jego chorobie i wtedy przyszedłbym podczas odwiedzin chorych – dodaje z żalem ksiądz.

Brak zainteresowania, wiedzy, nieświadomość, choć częste – to jednak nie jedyne przyczyny niewiedzy o terytorialnej przynależności do parafii. W wielu przypadkach pojawia się problem braku poczucia odpowiedzialności za swoje życie sakramentalne.

Po zaświadczenie do swojej parafii


Z księdzem dr. Janem Glapiakiem, przewodniczącym Referatu Prawnego, Dyscypliny Sakramentów i Sakramentaliów Kurii Metropolitalnej w Poznaniu, rozmawia Hubert Kubica

Jak Kościół podchodzi do sytuacji, gdy ktoś praktykuje w innej parafii niż ta, do której przynależy?
– Kościół mu tego nie zabrania, jednak przypomina, że każdy musi mieć kontakt ze swoją parafią. Parafia zaś jest jednostką terytorialną, to znaczy, że miejsce naszego zamieszkania określa naszą parafialną przynależność. Podkreślam – miejsce faktycznego zamieszkania, a nie zameldowania. Na czele parafii stoi proboszcz i on odpowiada przed Bogiem za powierzonych mu wiernych, zwłaszcza za ich przygotowanie do sakramentów. To właśnie w swojej parafii jesteśmy przygotowywani do sakramentów. Tutaj też zasadniczo te sakramenty przyjmujemy.

Kto wystawia dokument świadczący o tym, że dana osoba jest praktykującym katolikiem? Taki dokument jest potrzebny chociażby w sytuacji, gdy ktoś ma być ojcem lub matką chrzestną.
– Wierny powinien udać się do swego proboszcza. On jest kompetentny do wystawienia takiego zaświadczenia. Podobnie będzie w innych sytuacjach, np. dokument pozwalający na pogrzeb katolicki na cmentarzu komunalnym wystawia proboszcz zmarłej osoby. Jest taka zasada: kto się przyznaje do parafii, do tego przyznaje się parafia.

Czy zatem może się zdarzyć, że proboszcz powie: nie znam pana/pani i nie mogę wystawić zaświadczenia?
– Oczywiście, że może się tak zdarzyć. Jeżeli ktoś nie praktykuje w swoim kościele, tzn. w kościele parafialnym, i po kolędzie księdza nie przyjmuje, nawet nigdy nie zgłosił swojej obecności w biurze parafialnym, to skąd proboszcz ma go znać? Proboszcz, który kieruje wspólnotą widzialną, ocenia według faktów, które są możliwe do sprawdzenia. Tu nie jest tak, jak na spowiedzi, gdzie wystarczy wyznać swoje grzechy, żałować i obiecać poprawę. Spowiednik ocenia sytuację tylko według tego, co usłyszy. Ufa temu słowu i rozgrzesza.

A jeżeli taka osoba pójdzie do parafii, do której nie należy, ale w której regularnie praktykuje?
– Ta parafia nie jest uprawniona do wystawiania dokumentów, o których mówimy. Jeżeli jednak duszpasterz zna tę osobę jako praktykującą w jego kościele, może ten fakt poświadczyć. Prościej jednak będzie powiedzieć swemu proboszczowi, chociażby przy okazji kolędy, że z takich a takich względów chodzę do innego kościoła parafialnego czy zakonnego, a wtedy proboszcz wiedząc o tej sprawie, w razie potrzeby wydania zaświadczenia, wyda je.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki