Logo Przewdonik Katolicki

Pewnego dnia już nie przyjdę

Katarzyna Kasjanowicz
Fot.

Bo na tym moim zdaniem polega miłość. Że jesteśmy z kimś, mimo trudów, do końca. Każda istota wymaga opieki, szacunku. Nie pozbywamy kogoś życia dlatego, że jest stary lub kłopotliwy. Są takie dni, kiedy praca nie daje satysfakcji, a zmęczenie każe wyjść z domu, oderwać się od obowiązków i zapomnieć. Na pół godziny, godzinę, dwie. Co zrobić z tym niedługim...

Bo na tym – moim zdaniem – polega miłość. Że jesteśmy z kimś, mimo trudów, do końca. Każda istota wymaga opieki, szacunku. Nie pozbywamy kogoś życia dlatego, że jest stary lub kłopotliwy.

Są takie dni, kiedy praca nie daje satysfakcji, a zmęczenie każe wyjść z domu, oderwać się od obowiązków i zapomnieć. Na pół godziny, godzinę, dwie. Co zrobić z tym niedługim czasem w leniwe popołudnie? Bez zastanowienia nogi prowadzą do najbliższego parku. Nie jestem przygotowana na rozmowę. Dlatego gdy przy ogrodzeniu oddzielającym miejski skwer od terenu Muzeum Wojska Polskiego spotykam panią Janinę, patrzę tylko i słucham.

Jak Bóg pozwoli...
– Przychodzę tu każdego dnia. Najpierw sypię jedzenie ptakom, o tam, przed drzewami. Później nakładam do tych domków, które powiesiłam na gałęziach. Zrobiłam je sama, z baniaków po wodzie. Dziś włożyłam do środka kaszę dla mazurków. Widzi pani, to te malutkie płochliwe ptaszki. Chleb dla gołębi, srok i gawronów położyłam dalej. Przylatują też rybitwy... Na końcu karmię koty. Jest ich razem osiem. Tam, za ogrodzeniem muzeum, mają swoje budki. Codziennie ciągnę za sobą ciężki, wypchany jedzeniem wózek, pani spojrzy... Makaron, wątróbka i coś suchego. Starczy do jutra. Bo jutro, jak Bóg pozwoli, znowu przyjdę...

Starczy i dla mnie
Staruszka uśmiecha się z nadzieją. Zagląda do stojącego obok niej wózka na zakupy i upewnia się, czy wszystko wyłożyła do misek.

– Pani wie, jak ja idę, to jestem jeszcze na alejce, a one już do mnie biegną. Koty wyskakują, o tam, spomiędzy sztachetek, mazurki gromadzą się na tych cienkich gałązkach, gołębie, rybitwy, wszystko na mnie czeka. Choć nie mają zegarków, zawsze wiedzą, kiedy człowiek do nich przyjdzie. Mam 94 lata. Tu przychodzę już piętnasty rok... Mnie nikt nie pomaga w tym karmieniu. Dobrze, że jedzenie chociaż dają, bo ja sama mam 630 złotych na siebie, na komorne, na wszystko. W jadłodajni, takiej przy placu Trzech Krzyży, odłożą mi wczorajszy chleb, jakieś bułki. Naprawdę, dużo tego mi zostawią. Starczy także dla mnie, bo wie pani, to jest całkiem świeże. No i jak spotkam takiego bezdomnego, też mu dam albo powiem: „Chodź, u mnie jest jeszcze chleb”. A na Chmielnej jest taki sklep z rybami. Tam zawsze pani odkładała mi rybę z zeszłego tygodnia, taką, co dla kota całkiem dobrze się nadawała. Ale jak przyszłam tam ostatnio, usłyszałam: „Pani kochana, lada dzień kamienica idzie do remontu, została wykupiona, więc wszystkie sklepy likwidują. Wyprzedaję resztki, bo już mnie tu nie będzie”.

Chcą, by przytulić
Pani Janina zamyśla się na moment. Przywołuje kota, który wychylił nos spomiędzy sztachet. Odwraca głowę, uśmiecha się.

– Sama mieszkam. Rodzinę mam daleko, w Lublinie. Syn mi zmarł, ale mam wnuki, prawnuki, praprawnuki. Tylko oni prowadzą swoje życie. Ostatnio dzwonili przed świętami. Nie jestem im potrzebna. Zresztą, komu? Chyba tylko tym zwierzętom. Bo nie mogę do nich nie przyjść! Ale widzi pani, pewnego dnia nie przyjdę. I to jest moje największe zmartwienie. Co wtedy z nimi będzie? Kto im da jeść? Kto się nimi zaopiekuje? Nie to jednak jest najgorsze, tylko to, że nie będzie miał ich kto przytulić. A one, pani mi uwierzy, bardzo tego potrzebują. Jak każdy. Ludzie, którzy mają zwierzęta, myślą, że miłość do nich to tylko – dać jedzenie i już. Ale to nieprawda. Bo widzi pani, one też mają małe serduszka, te mazurki także. Więc jak można je skrzywdzić, odepchnąć? Ja tego nie rozumiem, a pani? Tu, pewnego dnia, nawet nie tak dawno, wielki pies napadł na kota. Ten kot usiłował uciec, ale źle wskoczył. Widzi pani, tam za sztachetkami jest taki murek i bardzo mała odległość. Kot nie mógł pobiec dalej, pies go wyciągnął spomiędzy sztachetek i zagryzł. Ja mówię do właściciela: „To, co pan trzyma w domu, to stworzenie Boże i to, co zostało zabite, także. Jak można jedno kochać, szanować, a drugiego nie?”. I pochowałam go tam pod murem, widzi pani? Teraz jest pod ziemią obok moich ratlerków, bo ja całe życie miałam ratlerki.

Rusz się, babo!
Pani Janina wyciąga rękę w kierunku ogrodzenia. Podchodzi kilka kroków, zatrzymuje się, zastanawia. W końcu cofa się, spoglądając na mnie.

– Mój ostatni piesek dożył szesnastu lat. Ogłuchł i stracił wszystkie zęby. Kiedy już naprawdę nie chciał jeść i był bardzo słaby, zaniosłam go do weterynarza. Z każdym zwierzęciem chciałam być do końca. Bo na tym – moim zdaniem – polega miłość. Że jesteśmy z kimś, mimo trudów, do końca. Człowiek, zwierzę – każda istota wymaga opieki, szacunku. Nie pozbywamy się kogoś tylko dlatego, że jest stary lub kłopotliwy... Przychodzę tu każdego dnia, bez względu na porę roku. Czasem nie chce mi się nawet podnieść, ale wtedy mówię do mojego łóżka: „Nie ciągnij mnie tak do siebie, ja muszę wstać”. Kiedy to nie pomaga, krzyczę na siebie: „Rusz się, leniwa babo!”. Widzi pani, czasem naprawdę jest ciężko... Ale nie mogę nie wyjść. Ten park to całe moje życie – rozpromienia się pani Janina. – Znam tu każde drzewo, każdego dnia oglądam pączki na gałęziach, a później listki. Czekam z niecierpliwością, aż się całkiem rozwiną. Pani, widzę, dobrze to rozumie. Bo ten świat został stworzony taki piękny!

Wydeptaną ścieżką
Pani Janina patrzy na małe szaro-brązowe ptaszki zaglądające nieufnie do domków wykonanych z plastikowych baniaków.

– Boją się gołębi – wyjaśnia, po czym zagląda do torby i wyjmuje z niej pokrojony chleb. – Dla tych dużych żarłoków – uśmiecha się, rzucając złociste kawałeczki. – Bo też głodne.

A później żegna się ze mną i z kotem. Dalej jest jeszcze jedno miejsce, w którym karmi ptaki. Zatem już się spieszy, bo one tam na nią przecież czekają. Odchodzi wolnym, równym krokiem, wydeptaną ścieżką. Za sobą ciągnie ciężki wózek.

– Z Bogiem – rzuca mi jeszcze przez ramię.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki