Arystoteles zdefiniował cnotę etyczną jako „(...) trwałą dyspozycję do pewnego rodzaju postanowień, polegającą na zachowaniu właściwej ze względu na nas średniej miary, którą określa rozum, i to w sposób, w jaki by ją określił człowiek rozsądny”. Rozsądek jest zatem warunkiem koniecznym, choć nie wystarczającym, każdej z cnót etycznych. O ile cnota sprawia jedynie, że cel jest trafnie dobrany, o tyle rozsądek odpowiada za właściwy wybór środków wiodących do celu.
Wedle Stagiryty istnieje ścisła zależność między cnotami etycznymi i dianoetycznymi. Jego zdaniem nie można być człowiekiem rozsądnym, jeśli się nie jest biegłym w cnotach etycznych. Jeśli człowiek posiadł umiejętność trafnego wyboru środków zmierzających do obranego celu oraz umiejętność osiągania go, bez pytania jednak o wartość tego celu, wówczas nazwiemy go jedynie sprytnym, ale nie rozsądnym. Człowiek sprytny nie dostrzeże dobrego celu, „(...) niegodziwość bowiem odwraca od niej [dzielności etycznej] umysł i wprowadza go w błąd (...)”. Oznacza to, że w rozsądku zawarta jest już cnota. Oznacza także, że pewien rodzaj głupoty wyklucza bycie dobrym, z drugiej zaś strony próba zachowania tzw. neutralności aksjologicznej przy podejmowaniu wyborów wyklucza ten rodzaj mądrości, który nazywamy rozsądkiem. Komentując poglądy Arystotelesa, współczesny etyk zapisał: „A zatem postacie, tak ważne w scenariuszach dramatu współczesności – ekspert, potrafiący dobierać środki do celów w sposób neutralny z punktu widzenia wartości, oraz podmiot postępowania moralnego, którym jest każdy człowiek o zdrowych zmysłach – nie mają odpowiednika w schemacie Arystotelesowskim ani w ogóle w klasycznej tradycji jako całości” (A. Maclntyre).
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









