Logo Przewdonik Katolicki

Obnażanie czerwonej ośmiornicy

Krzysztof Bronk
Fot.

Prowadzone od czterech lat śledztwo komisji włoskiego parlamentu odsłania mroczne tło pierwszych lat pontyfikatu Jana Pawła II: podpisany przez Breżniewa wyrok śmierci, pieczołowicie przygotowywany zamach z udziałem wschodnich służb specjalnych, porwanie watykańskich nastolatek, oplatanie Watykanu ciasną siecią szpiegów. W najbliższych dniach komisja opublikuje oficjalny raport ukazujący,...

Prowadzone od czterech lat śledztwo komisji włoskiego parlamentu odsłania mroczne tło pierwszych lat pontyfikatu Jana Pawła II: podpisany przez Breżniewa wyrok śmierci, pieczołowicie przygotowywany zamach z udziałem wschodnich służb specjalnych, porwanie watykańskich nastolatek, oplatanie Watykanu ciasną siecią szpiegów. W najbliższych dniach komisja opublikuje oficjalny raport ukazujący, w jak trudnych warunkach Jan Paweł II rozpoczynał swój pontyfikat i jak bezwzględnemu wrogowi odważył się wypowiedzieć wojnę.

Kiedy Breżniew podejmował decyzję o śmierci Jana Pawła II, nie pytał już jak Stalin, ile papież ma dywizji. Schorowany przywódca silnego jeszcze Związku Radzieckiego wiedział dobrze, że słowiański Papież nie ma co prawda armii, ale ma Polskę, a ta odgrywa istotną rolę w sowieckiej strategii militarnej. Jak twierdzi Paolo Guzzanti, przewodniczący śledczej komisji włoskiego parlamentu, pod koniec lat siedemdziesiątych w Moskwie wciąż jeszcze wierzono w powodzenie szybkiej, trwającej najwyżej dwa tygodnie, inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Europę Zachodnią. W jej wyniku po Polsce i Niemczech pozostałyby tylko radioaktywne gruzy, ale Stary Kontynent raz na zawsze zostałby pozyskany dla komunistycznej rewolucji. Radzieccy stratedzy wiedzieli jednak dobrze, że tylko szybka ofensywa gwarantowała sukces i była w stanie zniechęcić Amerykanów do poważnej interwencji. Niepokorna Polska mogłaby w realizacji tego szaleńczego planu skutecznie przeszkodzić. Zatem Papież musiał zginąć.

Agca mówił prawdę
Śledztwo włoskich parlamentarzystów coraz bardziej potwierdza pierwsze zeznania Mehmeta Alego Agcy, złożone tuż po aresztowaniu, w których turecki zamachowiec przyznał, że pracował na zlecenie służb radzieckich; że zamach mieli kamuflować tureccy ultranacjonaliści z ugrupowania Szarych Wilków; że zwerbował go niejaki Antonow z bułgarskich służb specjalnych.

Zeznania Agcy były jasne i spójne do chwili, gdy złożył mu wizytę bułgarski „sędzia”, w rzeczywistości wysoki oficer bułgarskich służb specjalnych, który przywrócił Turkowi rozum i instynkt samozachowawczy. Od tej pory Agca konsekwentnie zachowywał się jak człowiek niespełna rozumu, twierdząc na przykład, że jest reinkarnacją Jezusa Chrystusa. Ta głęboka przemiana w zachowaniu Turka została z wielkim zadowoleniem przyjęta, a po części i przygotowana przez media, które bez żadnych oporów publikowały opinie przygotowane i upowszechniane przez wschodnioniemieckie służby specjalne Stasi, odpowiedzialne w wielkim i dobrze utajnionym dziele zamachu za medialną dezinformację i zacieranie śladów.

Aby Ali Agca przypadkiem nie powrócił do dawnych zeznań, w 1983 r. Stasi porwało dwie nastolatki, których ojcowie byli świeckimi pracownikami Watykanu: Mirellę Gregori i Emanuelę Orlandi. Te dwie zakładniczki były gwarancją milczenia Agcy. Gdyby turecki terrorysta zmienił zdanie, Szare Wilki mogły go w każdej chwili wymienić za dwie watykańskie dziewczyny, a potem rozliczyć się z nim za brak dyskrecji. Agli Agca dobrze o tym wiedział.

Nieznany do dzisiaj los dwóch porwanych Włoszek to chyba najbardziej dramatyczny rozdział pontyfikatu Jana Pawła II i jego zmagań z systemem zła. Senator Guzzanti wciąż wierzy, że uda się wyjaśnić tajemnicę porwanych. Dlatego też nie przestaje namawiać Agcy do współpracy, dając mu wszelkie gwarancje bezpieczeństwa w zamian za prawdę.

Rozszyfrowane zdjęcie
Do tej pory komisja włoskiego parlamentu nie podała do publicznej wiadomości wielu szczegółów dotyczących samego śledztwa. Jej raport, zanim zostanie opublikowany, musi być jeszcze zatwierdzony przez wszystkich 40 członków komisji. Do publicznej wiadomości zostały podane jedynie jego główne konkluzje: nie istnieją żadne rozsądne powody, by wątpić w to, że mocodawcą zamachu na Papieża był Breżniew, a jego głównym wykonawcą Radziecki Wywiad Wojskowy (GRU), posługujący się służbami innych państw.

Jednym z dowodów pomocniczych zaprezentowanych dziennikarzom jest zdjęcie, na którym w chwilę po zamachu obok Agcy znajduje się bułgarski agent Siergiej Antonow. Zdjęcie to było już znane podczas procesu Antonowa w latach osiemdziesiątych. Wtedy jednak obrońcom bułgarskiego współpracownika Agcy udało się przekonać sąd, że na zdjęciu jest nie Antonow, lecz amerykański turysta węgierskiego pochodzenia. Po dwudziestu latach zdjęcie zostało poddane komputerowej obróbce i dwóch pracujących niezależnie od siebie kryminologów stwierdziło ze stuprocentową pewnością, że przedstawia ono Antonowa.

Niewygodne prawdy
Prace parlamentarnej komisji, tzw. Komisji Mitrokhin, która zajmuje się nie tylko zamachem na Papieża, ale wszelką działalnością wschodnich służb specjalnych we Włoszech, są konsekwentnie bojkotowane zarówno przez media, jak i polityków.

Przede wszystkim dlatego, że demaskuje ona byłych agentów KGB we Włoszech – w tym znanych polityków i dziennikarzy – a także agenturalną działalność włoskiej partii komunistycznej. Niektórych jej działaczy, dziś należących do różnych lewicowych ugrupowań, można posądzić o szpiegostwo i zdradę stanu, zwłaszcza wtedy, gdy świadomie przygotowywali radziecką inwazję.

Komisja odsłania też niektóre kulisy najgłośniejszych akcji Czerwonych Brygad, a także słynnej sprawy Aldo Moro, włoskiego premiera, porwanego i zamordowanego w 1978 r. Szefom rządów w latach dziewięćdziesiątych: Prodiemu, D’Alemie i Diniemu zarzuca, że starali się tuszować docierające do Włoch z różnych źródeł dane personalne włoskich agentów KGB.

Niezadowolenie budzą też wyniki śledztwa dotyczące samego zamachu na Papieża. Premier Berlusconi nie chce popsuć sobie dobrych relacji z Putinem. Były premier Andreotti obawia się, by raport nie rzucił cienia na osoby, które przyczyniły się do przemian w ZSRR, m.in. na Gorbaczowa, który na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych należał do ścisłego kierownictwa radzieckiej partii. Andreotti obawia się również konsekwencji oficjalnego postawienia w stan oskarżenia obcego państwa, a tym byłoby de facto przyjęcie przez włoski parlament raportu obarczającego ZSRR winą za zamach na Papieża.

Parlamentarny raport w nie najlepszym świetle opisuje też Amerykanów. Przypomina m.in., że w latach osiemdziesiątych szef CIA w Rzymie Aldrich Ames był agentem KGB, za co dziś odsiaduje karę dożywotniego więzienia. Pokazuje też, że Amerykanom w latach osiemdziesiątych nie zależało na ujawnieniu całej prawdy o zamachu. Administracja Reagana miała się bowiem obawiać, że odkrycie prawdziwego mocodawcy Agcy mogłoby doprowadzić do niekontrolowanego rozwoju wydarzeń w Polsce.

W związku z publikacją raportu pojawią się też na pewno pytania o to, co stało się z byłymi agentami w Watykanie. Ich los nie jest jasny. Być może Stolica Apostolska sama i bez rozgłosu uporała się z tym problemem. A może są tu nadal i szkodzą.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki