"Sławik to polski Wallenberg [...] O młodym dzielnym...
Do dziś niewiele osób w Polsce wie, kim był Henryk Sławik. Jeszcze mniej w Europie. A tylko garstka ludzi na świecie. Powszechną pamięcią otoczony jest tylko w Izraelu. A jego zasługi wobec izraelskiego narodu uważa się za wielokrotnie większe niż zasługi szwedzkiego dyplomaty Wallenberga i niemieckiego przemysłowca Schindlera.
"Sławik to polski Wallenberg [...] O młodym dzielnym Szwedzie świat wie. I bardzo dobrze, bo Raoul Wallenberg na to zasłużył! Oskara Schindlera wykreował Spielberg. A Sławik? Kto słyszał o Sławiku?! Całą winę wziął na siebie, by tylko Józsefa Antalla wybawić z rąk Niemców! Oskarżony o organizowanie z nim przerzutów polskich żołnierzy na Zachód i ratowanie polskich Żydów nie zdradził węgierskiego przyjaciela. Na próżno gestapowcy bili go do nieprzytomności! Wytrzymał! I o takim człowieku nic nie wiedzą inne nacje! Dlaczego się nim nie chwalicie?!"* - pytał pół wieku później Henryk Zvi Zimmermann, w latach czterdziestych współpracownik Sławika w ratowaniu Żydów przebywających na terenie Węgier.
Honor Węgier
Już kilka miesięcy przed wybuchem II wojny światowej Niemcy kilkakrotnie zwracali się do węgierskiego rządu o udział jego sił zbrojnych w ataku na Polskę. Również o prawo przemarszu niemieckiej armii przez terytorium Węgier w celu inwazji na nasz kraj. Mimo że Węgry były sojusznikiem Niemiec, mimo że Niemcy w zamian za to oferowali im część naszego terytorium, rząd węgierski nigdy na to nie pozwolił. Już po napaści Niemców na Polskę i ponowionym przez nich wezwaniu, premier Węgier Pal Teleki pisał do Ribbentropa: "Ze strony Węgier jest sprawą honoru narodowego nie brać udziału w jakiejkolwiek akcji wojskowej przeciw Polsce". I tej postawie do końca wojny Węgrzy byli wierni. Dzięki niej też blisko 140 tysięcy polskich obywateli, tylko w pierwszych miesiącach wojny, znalazło schronienie na terenie Węgier. A dzięki dalszej pomocy w ciągu kilku następnych miesięcy ponad sto tysięcy naszych rodaków ewakuowało się do Europy Zachodniej. Natomiast do końca wojny Węgrzy ochraniali na swoim terytorium około dwudziestu tysięcy Polaków. W tym kilka tysięcy polskich Żydów.
Polak i Węgier
Z chwilą ataku dwóch agresorów na Polskę, Niemiec i Związku Radzieckiego, tysiące Polaków uciekały z terytorium kraju. Wycofywało się również wojsko, które internowane decyzją węgierskiego rządu, na terenie wsi i miasteczek rezydowało w znakomitych warunkach. To właśnie te grupy uciekinierów, często chaotyczne i zdesperowane, najbardziej troskliwą opieką objęli Węgrzy. Już na początku września 1939 roku powstał Węgiersko-Polski Komitet Opieki nad Uchodźcami. Ze strony Węgier polskim uchodźcom patronowało Biuro ds. Uchodźców przy IX Wydziale węgierskiego MSW. Kierowane przez Józsefa Antalla, do dziś nazywanego "Ojczulkiem Polaków".
Prezesem komitetu był natomiast Polak, Henryk Sławik. Powstaniec śląski, śląski działacz polityczny, socjalista z prawicowej frakcji PPS. Dziennikarz samouk. Przed wojną mieszkaniec Katowic. Na początku września 1939 roku mianowany przez rząd RP na uchodźstwie przewodniczącym Komitetu Obywatelskiego, organizacji, której zadaniem była pomoc rodakom przebywającym na terenie Węgier. A szczególnie, najbardziej narażonym wówczas na niebezpieczeństwo - polskim Żydom. Świadkowie tamtych czasów uważają, że dzięki pomocy Sławika kilkanaście tysięcy Żydów uniknęło śmierci. To Sławik, będąc prezesem budapesztańskiego Komitetu Pomocy, załatwił kilkanaście tysięcy fałszywych dokumentów świadczących o aryjskości ich posiadaczy. Bo choć Węgrzy sprzyjali Polakom, rząd węgierski już w 1938 roku wprowadził antyżydowskie ustawy wykluczające udział Żydów w życiu gospodarczym kraju. A w trzy lata później kolejne dekrety eliminowały węgierskich Żydów z udziału w życiu dotychczasowej ojczyzny. Niemieccy agenci zresztą ze szczególną zaciekłością tropili Żydów. A już szczególnie, kiedy hitlerowcy w 1944 roku rozpoczęli okupację swojego niedawnego sojusznika. Jak wspominają świadkowie tamtych czasów, Sławik z niezwykłym oddaniem ratował polskich Żydów. Podejrzewany przez Niemców przez lata był ochraniany przez węgierskich przyjaciół. Zarówno przez arystokrację, jak i prostych ludzi. W szczególności przez węgierskiego dyrektora Biura ds. Uchodźców przy IX Wydziale węgierskiego MSW, Józsefa Antalla. To dzięki Sławikowi i Antallowi utworzono polskie sierocińce i szkoły, gdzie bez większych przeszkód przebywała ludność żydowska. Ze świadectwami chrztu, z nauką religii, by Niemcy nie mieli wątpliwości, że zgromadzone tam rodziny czy często osierocone dzieci, są polskimi katolikami. I z zajęciami z hebrajskiego i ze Starego Testamentu, by żydowskie dzieci i młodzież nie zapomniały swojej religii. Taka była, między innymi, słynna szkoła Vacu, której współtwórcą był Henryk Sławik.
Oddać życie za przyjaciół
Jak mówią świadkowie tamtych czasów, Antall i Sławik, w przysłowiowej już polsko-węgierskiej przyjaźni, każdego dnia wykonywali swą żmudną i niebezpieczną pracę. Mimo grożącego im niebezpieczeństwa zawsze pogodni, uśmiechnięci. Bowiem zarówno po węgierskiej, jak i polskiej stronie znajdowali się ludzie, którym wykonywana przez obu misja nie podobała się. Przyszedł jednak czas, kiedy ich przyjaźń poddana została próbie. I obaj ją po przyjacielsku zdali. Choć Sławik tę przyjaźń przypłacił życiem.
Po rozpoczęciu przez Niemcy okupacji Węgier zarówno Antall, jak i Sławik w 1944 roku zostali aresztowani przez gestapo. Podczas straszliwych tortur zarzucano im przerzucanie polskich żołnierzy na Zachód, jak również tysięcy Żydów. Po latach József Antall tak wspominał ostatnie spotkanie ze swym przyjacielem podczas konfrontacji na gestapo: "[...] jeden z pomocników "Kryminallasystenta" złośliwie, ale uprzejmie, wskazał mi miejsce w swoim samochodzie i zawiózł do cudownej willi zajętej przez gestapowców. Po drodze powiedział mi tylko tyle: "rozejrzyj się wokoło, takim był twój świat! Żegnaj się z nim, bo ujęliśmy Henryka Sławika, który będzie świadczyć, że twoje zeznania są kłamliwe". Generalny "sąd" był w komplecie. Przed nim stał storturowany i spoliczkowany, ale śmiały i odważny, i z pełną nieugiętością duszy Henryk Sławik. Postawili nas wprost przed sobą i przeczytali oskarżenie przeciwko mnie. Potem zadawali pytania, na które odpowiadałem. Henryk Sławik według stawianych mu punktów obalał te zarzuty, świadcząc tym samym, że ja nie miałem o tym pojęcia. Obiecali mu, że jak powie prawdę, to go natychmiast zwolnią. Ale on był niezłomny. Przerwali rozprawę. [...] Po jakimś czasie przesłuchanie zaczęło się znowu. Obraz był ten sam, tylko Sławik się zmienił. Jego twarz i głowa były pokrwawione od bicia. Ale z oczu biło zdecydowanie. Popatrzył na mnie z przyjacielskim oddaniem i od razu wyprostował się i powiedział "Sprzeciwiam się - w imieniu prawa międzynarodowego, moralności i sprawiedliwości. Nie oskarżajcie Go!". Przewodniczący przerwał przesłuchanie. W aktach Sławika napisał coś czerwonym ołówkiem. Wtenczas nie wiedziałem jeszcze, że czerwone pismo oznacza krew i śmierć. [...] Zabrano nas z powrotem do więzienia. W czasie podróży siedzieliśmy obok siebie w ciemnym czarnym samochodzie. Poszukałem jego ręki, by podziękować mu za uratowanie mego życia. Z uściskiem dłoni tak mi szepnął - "TAK PŁACI POLSKA"". W kilka tygodni później (1944 r.) Henryk Sławik został zamordowany przez Niemców w obozie w Mathausen.
Właśnie o tych wydarzeniach, jak również o polskich losach w czasie okupacji na terenie Węgier, opowiada znakomita książka Grzegorza Łubczyka, byłego ambasadora RP na Węgrzech w latach 1997-2001. Książka zatytułowana "Polski Wallenberg, rzecz o Henryku Sławiku" to niezwykła pozycja. Niezwykła nie tylko dlatego, że opisuje mało znane dzieje polskich uchodźców w czasie II wojny, ale przede wszystkim dlatego, że pisana przez odkrywcę polskiego bohatera. Naszego Wallenberga. Bardzo rzetelnie udokumentowana. Zarówno dzięki relacjom świadków tamtego czasu - Żydów, Węgrów i Polaków, jak też dotychczas nieznanym archiwalnym zdjęciom. Książka ta to również znakomity reportaż potwierdzający rzadko już dziś powtarzane porzekadło "Polak Węgier dwa bratanki".
* Wszystkie cytaty w cudzysłowie pochodzą z książki Grzegorza Łubczyka.
Grzegorz Łubczyk, "Polski Wallenberg, rzecz o Henryku Sławiku", wyd. Rytm, Warszawa 2004.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













