Logo Przewdonik Katolicki

Watykańskie Wigilie Jana Pawła II

o. Stanisław Tasiemski OP
Fot.

Dzięki łagodnemu klimatowi Rzymu i bliskości morza Boże Narodzenie jest bezśnieżne, co dodatkowo, oprócz włoskiego otoczenia sprawia, że Polacy w święta czują tu bardziej niż zwykle swoją odrębność. Jan Paweł II dwadzieścia siedem razy przeżywał je na Watykanie. Papież nigdy nie wstydził się swej polskości ani tego, co w niej najszlachetniejsze. Zawsze wskazywał, jak wielkie...

Dzięki łagodnemu klimatowi Rzymu i bliskości morza Boże Narodzenie jest bezśnieżne, co dodatkowo, oprócz włoskiego otoczenia sprawia, że Polacy w święta czują tu bardziej niż zwykle swoją odrębność. Jan Paweł II dwadzieścia siedem razy przeżywał je na Watykanie.



Papież nigdy nie wstydził się swej polskości ani tego, co w niej najszlachetniejsze. Zawsze wskazywał, jak wielkie znaczenie miała dla niego kultura, z której wyrósł. A przecież wieczerza wigilijna jest jakąś jej kwintesencją, świętem, w którym ze wzruszeniem witamy Boga, który stał się człowiekiem, utożsamiając się z ludźmi każdej narodowości, rasy i kultury.

Księża, przyjaciele i Papież


Wigilia w Pałacu Apostolskim zaczynała się zazwyczaj o godzinie 18. Wcześniej przybywali zaproszeni goście. Byli w tym gronie, oprócz papieskich sekretarzy, kardynałowie Andrzej Maria Deskur i Stanisław Nagy, arcybiskup Stanisław Ryłko, księża pracujący w polskiej sekcji watykańskiego Sekretariatu Stanu, ks. prof. Tadeusz Styczeń z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, a także niektóre rodziny, zaprzyjaźnione z Ojcem Świętym jeszcze z czasów krakowskich. Przy papieskim stole mogło zasiąść najwyżej 21 osób. Była to uroczystość kameralna, prawdziwie rodzinna.
Jan Paweł II witał się z każdym osobiście w pokoju obok refektarza, zamieniał kilka słów, wyrażał swe życzenia. Następnie ksiądz, a potem arcybiskup Stanisław Dziwisz zapraszał do stołu i wskazywał gościom miejsca. Ojciec Święty przewodniczył modlitwie, błogosławił posiłek oraz zebrane osoby.

Oj, Maluśki, Maluśki


Wieczerza miała zawsze polski charakter. Siostry sercanki troszczyły się, aby nie zabrakło tradycyjnych potraw: barszczu, ryby czy kutii. U jej schyłku zapalano świeczki na wieńcach adwentowych, światełka na choince przywiezionej "spod samiućkich Tater" i rozpoczynało się kolędowanie. Trwało około pół godziny.
Ostatnią kolędę śpiewał sam Ojciec Święty. Było to zawsze na góralską nutę "Oj, Maluśki, Maluśki". Kiedy brakowało już słów, Jan Paweł II dodawał nowe zwrotki. Wspominał w nich zgromadzone u stołu osoby, z właściwym sobie humorem komentował wydarzenia. Szkoda, że tych improwizacji nie zapisano! Któż miałby jednak odwagę...
Gdy śpiewanie dobiegło końca, następowała modlitwa końcowa. Ojciec Święty żegnał się osobiście z każdym z gości, a jego sekretarz arcybiskup Stanisław Dziwisz rozdawał przygotowane wcześniej i złożone pod choinką dary.

Urbi et orbi


O północy Papież przewodniczył w Bazylice Watykańskiej Pasterce transmitowanej na cały świat, a następnego dnia udzielał uroczystego błogosławieństwa "Miastu i światu". Przy tej okazji składał życzenia w kilkudziesięciu językach.
Jan Paweł II kochał śpiew i chętnie nim się modlił. Przez cały okres Bożego Narodzenia, aż do Matki Bożej Gromnicznej zapraszał na kolędowanie swych przyjaciół, a także polskich księży pracujących w Watykanie. Pomimo pogodnej, rodzinnej atmosfery wszyscy zdawali sobie sprawę z wyjątkowości tych chwil. W pierwszy wigilijny wieczór, który Jan Paweł II przeżywa w chwale Domu Ojca, zapewne modli się "Podnieś rączkę Boże Dziecię, błogosław Ojczyznę miłą...".

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki