Logo Przewdonik Katolicki

Spragnieni wolności

Łukasz Krzysztofka
Fot.

W końcu dotarł do Traiskirchen. Wszedł do ogromnego pomieszczenia - znajdowało się tam sto, może sto pięćdziesiąt osób. Większość leżała na metalowych, trzypiętrowych pryczach. Wiatr łupał w stare, drewniane okna. Było lato. Wszechobecny zapach potu rozchodził się po sali. Skądinąd dochodziły niewyraźne, zlewające się z sobą głosy - Polaków, Czechosłowaków, Bułgarów,...

W końcu dotarł do Traiskirchen. Wszedł do ogromnego pomieszczenia - znajdowało się tam sto, może sto pięćdziesiąt osób. Większość leżała na metalowych, trzypiętrowych pryczach. Wiatr łupał w stare, drewniane okna. Było lato. Wszechobecny zapach potu rozchodził się po sali. Skądinąd dochodziły niewyraźne, zlewające się z sobą głosy - Polaków, Czechosłowaków, Bułgarów, Albańczyków.



Andrzej wyszedł z wojska w grudniu 1980 roku. Podjął pracę jako robotnik w zakładzie "Rafamet" w Kuźni Raciborskiej na Śląsku. Tam poznał Marię. To ona namówiła go, by przystąpił do "Solidarności". Była sekretarką w biurze zakładowym NSZZ. Wiedziała, że komunizm nigdy nie da człowiekowi prawdziwej wolności. Chciała wyjechać z kraju. Podobnie jak Andrzej. Załatwiła w "Orbisie" bilety na turystyczną wycieczkę do Jugosławii. Turystyczną tylko pozornie...
Losy m.in. takich osób jak oni ukazuje wystawa przygotowana przez Instytut Pamięci Narodowej pt. "Uciekinierzy z PRL", którą można oglądać od 15 listopada do 29 grudnia na XII piętrze Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie.
- To była jedyna możliwość, aby w tamtych czasach przedostać się z kraju na teren państw spoza "żelaznej kurtyny" - mówi Andrzej, dziś pracujący jako hutnik w małej miejscowości na Opolszczyźnie. - Mimo że tego typu wyjazdy oznaczone były przymiotnikiem "turystyczny", władze na wszelkie możliwe sposoby starały się zmniejszyć liczbę wyjeżdżających osób, odmawiając wydania paszportu. Wszyscy tak naprawdę wiedzieli, jaki był cel tych wyjazdów - dodaje. Sam z tego powodu musiał zmienić termin swojego wyjazdu. Istniały specjalne wytyczne w sprawie postępowania jednostek SB wobec faktów ucieczek z kraju obywateli PRL. Marii udało się. Pojechała pierwsza.
- Wyjeżdżaliśmy z Katowic, to był lipiec '81 r. - wspomina Andrzej. - Pierwszą noc spędziliśmy przy granicy węgiersko-jugosłowiańskiej. Kolejne siedem w turystycznej miejscowości nad Adriatykiem. Był to czas, aby pod pozorem wypoczynku zorientować się, jakie są możliwości pobytu w kraju, w którym zamierzało się zostać. Chodziło głównie o zorganizowanie zaplecza personalnego, po prostu o znajomości.
Po "wypoczynku" nad Adriatykiem przyszła kolej na Włochy - Wenecja, Padwa. Kilka osób odłączyło się tu od grupy, większość chciała jednak jechać dalej. - Praktycznie nikt z uczestników wycieczki nie jechał na nią w celach turystycznych i wszyscy o tym wiedzieli, lecz nikt się do tego nie przyznawał. To była niewątpliwie jakaś namiastka hipokryzji, która zresztą nie była czymś nowym w czasach PRL. Strach przed represjami był silniejszy - podkreśla.
Wiedeń był kolejnym miejscem po słonecznej Italii. Tutaj na Andrzeja czekała Maria. Przyjechała z Niemiec. Zawiozła go do austriackiego obozu dla uchodźców w Traiskirchen. Ona sama była w podobnym obozie, tyle że w Regensburgu. - Chcąc przenocować, musieliśmy wchodzić na teren obozu nielegalnie, przez płot, ponieważ Austria nie był pierwszym krajem, w którym byliśmy, a przepisy nakazywały zwrócenie się z prośbą o azyl do pierwszego odwiedzanego kraju. W naszym przypadku były to Włochy - wyjaśnia Andrzej. Rano polscy uciekinierzy musieli po raz kolejny przeskoczyć płot, by ustawić się w kolejce do rejestracji. Większość osób nie przyjęto w związku z niewłaściwą wizą. Andrzeja jakimś trafem przepuścili, choć także nie miał odpowiedniej wizy.
- Co czułem? Nie wiem. Z jednej strony niewątpliwie radość, że się udało, ale z drugiej strony targały mną wątpliwości, czy człowiek opuszczający swoją ojczyznę może się naprawdę cieszyć.
Jego radość nie trwała długo. Kolejnego dnia urzędnicy zorientowali się, że doszło do pomyłki. Andrzej musiał opuścić obóz i wracać do Polski. - Chyba ojczyzna się o mnie upomniała - uśmiecha się. Maria wróciła do Niemiec, założyła rodzinę. Ich drogi rozeszły się. - Podjąłem jeszcze jedną próbę wyjazdu z kraju. Tym razem wiza była odpowiednia, przyjechałem po nią do Warszawy 12 grudnia 1981 r. Jednak dzień później wyjazd nie był już możliwy... - opowiada. Postanowił więcej nie próbować. Wrócił na Śląsk, zaczął pracę w miejscowej hucie, zatrudniającej wtedy ponad sześć tysięcy pracowników. Założył rodzinę. Dziś zakładu już nie ma. Powstała na jego miejscu spółka zatrudnia kilkaset osób i nadal zmniejsza zatrudnienie. - Patrząc z perspektywy Polski na Zachód, można mieć pewien niedosyt, że kiedyś wydarzenia potoczyły się tak, a nie inaczej. Ale mimo wszystko jestem szczęśliwy, że dziś żyję w Polsce - ripostuje.
Z kraju uciekali nie tylko zwykli obywatele, ale także wysocy rangą urzędnicy, żołnierze, funkcjonariusze, co najbardziej rozwścieczało komunistyczne władze. Stosowano przy tym rozmaite metody ucieczki. Najpopularniejszą i jednocześnie najniebezpieczniejszą było przekraczanie tzw. zielonej granicy. Gdzie tylko było to możliwe, urządzano pas kontrolny w postaci szerokiego odcinka zaoranej ziemi, stawiano płoty z drutów kolczastych pod napięciem. Aby opuścić ojczyznę, porywano samoloty, statki handlowe i pasażerskie. Wszystkim tym metodom towarzyszyła zawsze wielka determinacja.
Dziś tamte wydarzenia to już przeszłość, pozostały wspomnienia. Ponura rzeczywistość PRL jest dla wielu jedynie kolejnym tematem przerabianym na lekcjach historii. Jedni z tych, którzy wtedy opuścili ojczyznę, już do niej więcej nie powrócili; inni, gdy tylko zmienił się system - wrócili. Aby wspólnie iść drogą demokracji.

Zachęcamy

Wystawa "Uciekinierzy z PRL" trwać będzie do 29 grudnia w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie, XII piętro. Oglądać ją można codziennie - od poniedziałku do piątku, w godzinach między 9 a 17.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki