Panie, kiedy widzieliśmy Cię…?

Można czasem udawać, że się czegoś lub kogoś nie widziało. Można dyskretnie odwrócić głowę, by samemu pozostać niezauważonym. Nie tak jednak ma wyglądać nasze chrześcijaństwo. Być człowiekiem wiary tzn. wybiegać przed szereg, by przyjść z pomocą drugiemu człowiekowi



Za tydzień Adwent. A wraz z nim kolejna szansa, by zobaczyć drugiego człowieka. Tego potrzebującego,...
Czyta się kilka minut

Można czasem udawać, że się czegoś lub kogoś nie widziało. Można dyskretnie odwrócić głowę, by samemu pozostać niezauważonym. Nie tak jednak ma wyglądać nasze chrześcijaństwo. Być człowiekiem wiary tzn. wybiegać przed szereg, by przyjść z pomocą drugiemu człowiekowi

Za tydzień Adwent. A wraz z nim kolejna szansa, by zobaczyć drugiego człowieka. Tego potrzebującego, samotnego, bezradnego... Wizja sądu ostatecznego, którą przynosi nam ostatnia niedziela roku kościelnego, nie jest jedynie obrazem "na zakończenie". Zaraz potem zaczynamy wszystko od nowa. Nadchodzi czas Adwentu, aktywnego oczekiwania, który trzeba dobrze wykorzystać, by spotkać Pana, który nadchodzi. Obraz sądu ostatecznego jest w gruncie rzeczy wskazaniem drogi, po której człowiek zbliża się do Boga i do szczęścia, które nie przemija. Jeśli dobrze wykorzysta ten obraz, a więc nie przestraszy się, ale zobaczy w nim zaproszenie, by wyjść na spotkanie Jezusa w drugim człowieku, wtedy znajdzie w nim pokrzepienie i nadzieję.

Zdziwienie towarzyszące tym, którzy u końca czasów stają przed Synem Człowieczym i pytają: "Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym, spragnionym, przybyszem lub w więzieniu?", wielokrotnie bywa też naszym zdziwieniem. Na szczęście jest to jednak zdziwienie, które przychodzi w odpowiednim czasie. Bo przecież wciąż jeszcze mamy czas, by powiedzieć: "Panie, rzeczywiście widzimy Ciebie. Widzimy Cię w naszych braciach, którzy potrzebują naszej pomocy i wiemy, że nie możemy stać w miejscu. Musimy pójść do nich".

To jest odkrycie, które powinno mobilizować, otwierać nowe horyzonty, a przede wszystkim wyzwalać z egoizmu, który zamyka nie tylko oczy, ale i serce. Jedyne, co trzeba zrobić, to dać przyzwolenie, by Pan nas poprowadził do naszych braci. Jak w piosence Tomka Kamińskiego: "Ty tylko mnie poprowadź. Tobie powierzam mą drogę. Panie mój".

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 47/2005