Warto było

Z Andrzejem Gwiazdą, legendą pierwszej "Solidarności", rozmawia Jadwiga Knie-Górna



Jaka Pana zdaniem jest teraz Polska i jaka jest jej pozycja w świecie?

- Dzięki pierwszej "Solidarności" powstało społeczeństwo idealne. Okazało się, że solidarność społeczna nie jest utopią. To był absolutny fenomen. Dziś zapomina się, że robotnicy strajkowali zamiast nauczycieli i lekarzy,...
Czyta się kilka minut

Z Andrzejem Gwiazdą, legendą pierwszej "Solidarności", rozmawia Jadwiga Knie-Górna

Jaka Pana zdaniem jest teraz Polska i jaka jest jej pozycja w świecie?

- Dzięki pierwszej "Solidarności" powstało społeczeństwo idealne. Okazało się, że solidarność społeczna nie jest utopią. To był absolutny fenomen. Dziś zapomina się, że robotnicy strajkowali zamiast nauczycieli i lekarzy, aby oni nie musieli naruszać etyki zawodowej strajkami o pieniądze. To było społeczeństwo obywatelskie na najwyższym poziomie. Teraz słyszymy biadania, że trzeba zbudować społeczeństwo obywatelskie - a ja pytam, kto i jakimi metodami je zniszczył?! Stan wojenny tego nie uczynił - w demonstracjach, narażając swoje zdrowie i życie, brały przecież udział setki tysięcy ludzi. Rzesze ludzi pracowały dla wspólnego dobra, poświęcały nie tylko swój czas i pieniądze, ale także ryzykowały wieloletnimi wyrokami więzienia, dzięki ich postawie trwała solidarność. W 1989 roku ten fenomen znika, bowiem jest to rok, w którym Wałęsa złamał wszelkie prawa i idee pierwszej "Solidarności". Rozbicie społecznej, a nawet koleżeńskiej solidarności umożliwiło realizację planu Balcerowicza. Późniejsze rujnowanie gospodarki, wyprzedaż majątku narodowego, powierzenie stanowisk ludziom egoistycznym, którzy kierowali się tylko własnym interesem, jest dziełem organizacji, która wprawdzie nosi tę samą nazwę co w roku 1980, ale absolutnie bez ciągłości prawnej i ideowej. Skutki tego, co działo się po 1989 roku, odczuwamy do dziś. Mało tego, konsekwencje tych działań narastają, gdyż obszar biedy i nędzy się powiększa. Dramatycznie wzrasta liczba ludzi żyjących poniżej minimum socjalnego, rośnie również w zastraszającym tempie grupa ludzi, która żyje poniżej minimum biologicznego, mówimy tu o 4 mln Polaków!

Wiele słów zostało wypowiedzianych na temat udziału doradców w porozumieniu sierpniowym - Tadeusza Mazowieckiego i Bronisława Geremka. Jak Pan ocenia ich rzeczywisty wpływ na tamte wydarzenia?

- Podobno Rakowski z Geremkiem na spotkaniach poprzedzających negocjacje ustalali pułap porozumień, a wtedy myśleliśmy, że są to granice ustępstw wyznaczone przez Biuro Polityczne. Nie wiem, czy takie metody stosowano również podczas negocjacji strajkowych, natomiast pamiętam, że grupa doradców przyszła z pierwszą propozycją, abyśmy zarejestrowali się w Centralnej Radzie Związków Zawodowych. Ponieważ z ramienia Prezydium byłem pełnomocnikiem do spraw ekspertów, podziękowałem tym panom za współpracę i niewątpliwie dobre chęci, następnie poleciłem odprowadzić ich za bramę stoczni. Uważam, że działanie grupy ekspertów jest mocno przeceniane, bowiem eksperci czasami mocno nam utrudniali obrady, ale wówczas nie oni podejmowali decyzje. Doszło nawet do takiej sytuacji, że Prezydium przeniosło się do sąsiedniej sali obrad i zamknęło się na klucz, by uciec przed "pustym gadaniem" ekspertów. Natomiast gdy staraliśmy się dowiedzieć jak wysokich podwyżek możemy żądać, by nie wymusić ani nie dać pretekstu do inflacji, to okazało się, że wielkie gremium ekspertów było bezradne, informacji na ten temat udzieliła nam jedynie prof. Jadwiga Staniszkis. Celem Komisji Rządowej i ekspertów było takie sformułowanie porozumienia w sprawie podwyżek płac, aby nas skłócić o pieniądze. I tu ujawniła się siła "Solidarności". Solidarna walka o sprawiedliwe podwyżki scementowała związek.

Czy według Pana coś z niego przetrwało?

- W szufladzie mojego biurka leży mandat członka Komisji Krajowej, którego nie miałem komu oddać. Nie miałem przed kim zdać sprawozdania ze swojej działalności, nie uzyskałem wobec powyższego absolutorium, czyli w sensie prawnym, pomimo że przyjaciel pana Wałęsy, generał Jaruzelski, rozwiązał nasz związek, chociaż takiego prawa nie miał, pierwsza "Solidarność" w sensie prawnym jest w stanie zawieszenia. Natomiast idee "Solidarności" roku 1980 nie wyparowały. Miliony ludzi w Polsce nadzieję na lepsze jutro wywodzi właśnie z tego okresu. Tego nastroju i pozytywnego doświadczenia nie zapomną nigdy. Oczywiście nie da się powtórzyć takich sytuacji i takiej organizacji, jaka była w roku 1980, ale odbudowa wzajemnej solidarności zawsze jest możliwa, a w tej chwili jest niezwykle potrzebna. Aby odbudować Polskę, czego nie zrobi żaden amerykański koncern ani żadna francuska sieć hipermarketów, potrzebny jest wielki wysiłek Polaków. Tym większy, że wchodząc do Unii Europejskiej, to zadanie bardzo sobie utrudniliśmy.

Nie zapominajmy, że szesnaście miesięcy działań pierwszej "Solidarności" było ciągiem dobrych uczynków i z tego powinniśmy być dumni!

Jak Pan sądzi, dlaczego Lech Wałęsa wycofuje się teraz ze związku?

- Pan Wałęsa zbudował sobie łódź pod nazwą "druga Solidarność" i płynął na niej tak długo, aż okazało się, że jest nieprzydatna, więc ją teraz topi.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 35/2005