Wyjątkowy wśród polskich miesięcy

Bunt w sierpniu 1980 roku był wyjątkowy. Nie było demonstracji, płonących komitetów, pacyfikacji protestów. Były za to rozmowy, które zakończyły się podpisaniem porozumień sierpniowych, z których narodziła się Solidarność.
Czyta się kilka minut
Pomnik Poległych Stoczniowców w Gdańsku upamiętnia ofiary strajków z 1970 r. 10 lat później protesty miały inny finał | Fot. Wojciech Stróżyk/REPORTER
Pomnik Poległych Stoczniowców w Gdańsku upamiętnia ofiary strajków z 1970 r. 10 lat później protesty miały inny finał | Fot. Wojciech Stróżyk/REPORTER

Poznańskie krzyże to wyjątkowy pomnik. Upamiętnia ofiary Czerwca 1956 roku, ale nie tylko. Umieszczono na nim również daty innych buntów społecznych brutalnie stłumionych przez komunistyczne władze: 1968, 1970, 1976, 1980, 1981. Zawsze miałem wrażenie, że jedna spośród tych dat jest odmienna od pozostałych. Niby mieści się ona w cyklu „polskich miesięcy”, a jednak ma wyraźnie odmienny charakter. Idzie o sierpień 1980 roku.
Najważniejszym przejawem tej wyjątkowości jest to, iż ten właśnie bunt zakończył się porozumieniem, a nie brutalną pacyfikacją. Nie było interwencji milicji i wojska, nie było demonstracji na ulicach, nie było płonących komitetów, nie było przejawów chuligaństwa, dających władzom pretekst do użycia siły. Były rozmowy „jak Polak z Polakiem”, a wreszcie podpisanie „porozumień sierpniowych” w Szczecinie, Gdańsku i Jastrzębiu – porozumień, które zainicjowały fenomen Solidarności, masowego antytotalitarnego ruchu społecznego. Trudno odpowiedzieć na pytanie, jaka byłaby przyszłość Polski, Europy i świata, gdyby polski Sierpień '80 zakończył się niepowodzeniem, gdyby przyszła – jak zwykle bywało – zima „normalizacji”. To zadanie raczej dla historii alternatywnej niż akademickiej. Możemy jednak podjąć próbę odpowiedzi na pytanie, dlaczego Sierpień '80 był tak różny od innych, wcześniejszych i późniejszych „polskich miesięcy”? Dlaczego nie ciąży nad nim kult narodowej martyrologii, tradycja gloria victis i romantyczna wizja „siły bezsilnych”?

Przygotowany protest
Czas schyłku lat 70. był szczególny. Gierkowska epoka „sukcesu” dogorywała w warunkach powszechnego kryzysu gospodarczego, upokarzających warunków codziennego życia, rosnącego rozziewu pomiędzy społecznymi aspiracjami i możliwościami gospodarki. Rosło jednocześnie społeczne poczucie godności, potrzeba uwolnienia się od hipokryzji władzy, nazywającej się „ludową”, która w sposób coraz bardziej widoczny służyła interesom własnego aparatu. Polski papież i jego pielgrzymka do ojczyzny w czerwcu 1979 roku miały decydujące znaczenie. Właśnie to połączenie – rozczarowania sytuacją gospodarczą i poczucia naruszania godności człowieka – stworzyło ów szczególny sierpniowy spektakl, łączący postulaty społeczno-gospodarcze z wymiarem godnościowym, narodowym i religijnym.
Strajk w Stoczni Gdańskiej, „matka wszystkich strajków”, zaczyna się 14 sierpnia 1980 roku. Inaczej niż wcześniej istnieją już wówczas zorganizowane struktury demokratycznej opozycji. Po 1976 roku powstaje KOR, ROPCiO, KPN i wiele innych organizacji. KOR tworzy powiązane ze sobą struktury w środowiskach robotniczych. Związany z nim młody student KUL Bogdan Borusewicz organizuje w gdańskiej stoczni Wolne Związki Zawodowe, pierwszą organizację opozycyjną działającą wśród robotników. Wiążą się z nią ludzie, którzy niebawem staną się elitą Solidarności: Lech Wałęsa, Anna Walentynowicz, Andrzej Gwiazda i wielu innych. To oni wkrótce zainicjują i poprowadzą strajk w Stoczni Gdańskiej. I to jest pierwszy przejaw odmienności Sierpnia '80 – protest nie miał w pełni spontanicznego charakteru, był przygotowany, zorganizowany. Od początku miał swój sztab, przywódców formułujących program i konkretne postulaty. Nie było zatem wymiaru spontaniczności i przypadkowości, owocującej anarchizmem.
Ta kontrola nad strajkiem umożliwiła nadanie mu wymiaru okupacyjnego. Wcześniej – w czerwcu 1956, w grudniu 1970 i w czerwcu 1976 roku – scenariusz był podobny: spontaniczny, niezorganizowany strajk, wyjście robotników na ulice miast, brak jakiejkolwiek kontroli, co ułatwiało rozmaite prowokacje legitymizujące brutalną interwencję wojska i milicji. W sierpniu 1980 roku od początku istniał komitet strajkowy, który wprowadził jasne reguły, m.in. zakładające pozostawanie robotników na terenie stoczni i ścisłą kontrolę wszystkich, którzy pragnęli się tam dosłać. Trudniej było zatem wprowadzić na teren strajkującego zakładu agentów i prowokatorów. Władza nie miała argumentów usprawiedliwiających interwencję i użycie środków brutalnej pacyfikacji. W Gdańsku było wyjątkowo spokojnie, funkcjonowała wprowadzona przez komitet strajkowy prohibicja. Nie było pretekstu dla interwencji.

Strajk solidarnościowy
Kolejny moment jest szczególnie istotny. Dziś się o nim raczej nie pamięta, choć to on właśnie zdecydował o sukcesie Sierpnia. Strajk zainicjowany przez ludzi związanych z KOR i WZZ był strajkiem robotników gdańskiej stoczni, a deklarowane postulaty wyrażały potrzeby pracowników tego konkretnego zakładu. Tak bywało już wcześniej w podobnych okolicznościach – władze zaspokajały potrzeby konkretnego przedsiębiorstwa i branży, „kupując” w ten sposób spokój społeczny. Jeszcze w lipcu 1980 roku poradzono sobie w ten sposób z falą niepokojów w Lublinie i Kraśniku. Miesiąc później, w Gdańsku, ten scenariusz już nie zadziałał. Dlaczego? Odpowiedzi poszukajmy w kluczowym momencie sierpniowego dramatu.
Był 16 sierpnia. Strajkowały wtedy, oprócz Stoczni, liczne zakłady Trójmiasta. Trwały rozmowy między Komitetem Strajkowym z Lechem Wałęsą i dyrekcją Stoczni. Około południa udało się zawrzeć porozumienie, w ramach którego dyrekcja zgodziła się zrealizować większość postulatów robotniczych. Wałęsa ogłosił wówczas zakończenie strajku, a robotnicy zaczęli masowo opuszczać teren stoczni. Gdyby w tym momencie strajk faktycznie dobiegł końca, historia przybrałaby zapewne inny kierunek. Jednak strajkowała nie tylko stocznia. Załatwienie przez stoczniowców swoich spraw inne, mniejsze zakłady odebrały jako swoistą „zdradę”, brak – nomen omen – solidarności. Strajk uratowały kobiety: Anna Walentynowicz, Joanna Pieńkowska, Ewa Ossowska i Henryka Krzywonos, które pobiegły do bram stoczni i w emocjonalny sposób wzywały opuszczających zakład stoczniowców do kontynuacji strajku.
To była właśnie chwila, gdy historia znalazła się na zwrotnicy, którą przestawiły te dzielne kobiety. Większość wychodzących wróciła, a Wałęsa ogłosił kontynuację strajku. Teraz przybrał on nową formę – stał się strajkiem solidarnościowym, wychodzącym poza ramy jednego zakładu i jednej grupy zawodowej. Utworzono Międzyzakładowy Komitet Strajkowy (MKS), w którym znaleźli się przedstawiciele licznych przedsiębiorstw i branż. Wypracowano wspólny program – słynne 21 postulatów gdańskich – a pierwszy z nich zawierał żądanie utworzenia niezależnych od władz związków zawodowych, późniejszego NSZZ Solidarność.
Z taką formą protestu władze nie miały dotąd do czynienia. Ewentualna siłowa pacyfikacja stała się nadzwyczaj ryzykowna, a dotychczasowy wariant gaszenia protestów na zasadzie „dziel i rządź” był już nierealny. Sierpień 1980 roku narodził się właśnie wtedy. Taka formuła protestu zmusiła władze do negocjacji i ostatecznie podpisania porozumień – rzecz w dotychczasowej praktyce traktowania buntów społecznych zupełnie bezprecedensowa.

Robotnicy, Kościół, inteligencja
Jeszcze kilka innych faktów potwierdza unikalność Sierpnia '80. Po raz pierwszy wspomagali strajkujących przedstawiciele opozycji demokratycznej i Kościoła. Przy MKS utworzono doradzający mu Komitet Ekspertów z Tadeuszem Mazowieckim na czele. Odpadała zatem, jakże często stosowana dotąd przez władze, polityka skłócania robotników i inteligencji.
Podpisane 31 sierpnia, w słynnej Sali BHP, porozumienie gdańskie oznaczało zgodę rządzących na realizację postulatu utworzenia niezależnych związków zawodowych. Tej zgody, rzecz jasna, nie byłoby, gdyby którykolwiek z partyjnych przywódców przypuszczał, jaka dynamika społeczna i polityczna zostanie w ten sposób uruchomiona. Zakładano, że nowe związki da się kontrolować, zinfiltrować i dostosować do wymogów systemu. Wielce wymowna jest ostatnia scena Człowieka z żelaza Andrzeja Wajdy, nakręconego zaledwie kilka miesięcy po Sierpniu '80. Wychodzący ze stoczni wraz z rozentuzjazmowanymi robotnikami młody dziennikarz, grany przez Mariana Opanię, słyszy z ust partyjnego funkcjonariusza: „Przecież to porozumienie, ta umowa nie jest ważna, bo została wymuszona”. Wyjątkowość Sierpnia '80 i jego potężny wymiar emocjonalny zmieniły jednak na trwałe oblicze polskiego społeczeństwa i uniemożliwiły jego pacyfikację. 
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 34/2025