Logo Przewdonik Katolicki

Ludzie tam mają otwarte dusze

Adam Gajewski
Fot.

W Mińsku, w szkole przy ulicy Czkałowa, dzieci chcą się uczyć języka polskiego. Możemy im pomóc. Dobra wieść zawsze znajdzie adresata. Goście z Mińska przybyli do Bydgoszczy w ciszy, nieoczekiwani, a jednak nadzwyczaj szybko nawiązaliśmy kontakt. Spotkanie "dogadaliśmy" błyskawicznie. Polska już wiele robi Przyszli. Ojciec i córka. Na redakcyjnym stole położyli z miejsca...

W Mińsku, w szkole przy ulicy Czkałowa, dzieci chcą się uczyć języka polskiego. Możemy im pomóc.



Dobra wieść zawsze znajdzie adresata. Goście z Mińska przybyli do Bydgoszczy w ciszy, nieoczekiwani, a jednak nadzwyczaj szybko nawiązaliśmy kontakt. Spotkanie "dogadaliśmy" błyskawicznie.

Polska już wiele robi…


Przyszli. Ojciec i córka. Na redakcyjnym stole położyli z miejsca… dwa paszporty. Jeden czerwony, drugi niebieski. Ten pierwszy z polskim orłem na okładce, obok dokument białoruski. Czuję się lekko zmieszany tym początkiem rozmowy. Czy ja wyglądam na policjanta? Czy wypada legitymować gości? - Trzeba tak. Po prawie - z niezmąconym spokojem objaśnia "obywatel Wołczek Stanisław". No, skoro taka konieczność i obyczaj… Paszport niebieski wystawiony na Ksienię Wołczkową - małą, rezolutną dziewczynkę. - Staram się, aby i ona miała niedługo taki paszport jak ja - mówi mężczyzna. - Bo czasem nachodzą myśli, aby do Polski przyjechać z rodziną już na stałe. Marzenie. Ale to nie są proste sprawy: dla mnie byłby to powrót do korzeni, co jednak z resztą? Moja żona, choć jest Ukrainką z pochodzenia, namawia. Ja jednak nie jestem już taki młody… Czy damy radę zacząć wszystko "od zera"? Najważniejsza Ksienia. Ona bardzo zdolna. Polska jej i teraz pomaga: właśnie odebrałem ją z Rymanowa Zdroju. Polska ambasada ułatwia leczenie w sanatoriach dzieciom silnie napromieniowanym wskutek czarnobylskiej katastrofy. Białoruś najmocniej wtedy ucierpiała, skutki widać do dzisiaj… To u nas temat ciągle aktualny - kontynuuje rozmówca.
Tegoroczny przyjazd Wołczka do Polski, jego kraju ojczystego, nie był jednak związany tylko z bieszczadzkim uzdrowiskiem. Pan Stanisław postanowił, iż przy okazji odwiedzin swoich bydgoskich krewnych stanie się na naszym terenie "społecznym orędownikiem" szczytnej akcji - zaapeluje o pomoc dla uczniów Szkoły nr 1 w Mińsku. Uczą w niej języka polskiego.

Książki - dar bardzo cenny


- Ja "rzucam myśl", podpowiadam cel, ale przede wszystkim proszę: niechaj nawiąże się kolejna "gałąź" współpracy, kontaktu pomiędzy tutejszą społecznością a białoruską mińską Polonią. Prośbę mamy konkretną - o polską książkę. Najbardziej brakuje tego, czego na miejscu kupić nie można: podręczników do nauki języka, gramatyki. One są najcenniejsze, dzięki nim dzieci i młodzież mogą później odkrywać polską literaturę, kulturę, odkrywać i kształtować własną tożsamość… - tłumaczy Wołczek. - Ci, którzy nam ewentualnie pomogą, winni mieć świadomość, że spełniają wielki czyn patriotyczny…
Zasilenie choćby jednej klasy w podręczniki nie jest prostą sprawą - aby zachować metodykę wykładu, logiczne prawidła, należy wszak dostarczyć większą ilość jednego tytułu, pomyśleć też o zestawieniu uzupełniających się pozycji o różnym stopniu zaawansowania. Na przyszłość. Przedstawiciel Polonii potwierdza: - Jeżeli pojawi się jakikolwiek odzew na nasz apel, wówczas nauczyciele ze Szkoły nr 1 prędko przedstawią swój program edukacyjny. Trzeba wspólnie ustalić jeden typ podręcznika, aby uniknąć chaosu. A może tak się poszczęści, że odnajdzie nas jakiś producent książek szkolnych, drukarnia?... Taka współpraca byłaby prawdziwym skarbem…
Zbiórkę rodzimej beletrystyki, leksykonów i opracowań z różnych dziedzin można zaś rozpocząć choćby i dziś. - To oczywiście nie muszą być nowe tomy, uraduje nas każdy dar. Tam, w Mińsku, wielu ludzi ma otwarte dusze, stęsknione pięknego, polskiego słowa. I dzieci, i dorośli. Nawet wśród Białorusinów znani są niektórzy polscy pisarze, dziennikarze, poeci… - opowiada pan Stanisław. Już za chwilę otrzymuje… pierwszy wolumin! Podarek od "Przewodnika Katolickiego Diecezji Bydgoskiej" inauguruje nienazwaną jeszcze akcję. Czy do stolicy Białorusi dotrą kolejne tomy? Od dziś zależy to od nas wszystkich.
- Serdecznie dziękujemy! - mówi na pożegnanie urocza Ksienia. Języka polskiego, w mowie i piśmie, nauczył ją tata. Wysławia się swobodnie, elokwentnie. Dziewczynka z niebieskim paszportem mogłaby zawstydzić niejedną rówieśnicę znad Wisły.

S. Celestyna Krasoń z Szensztackiego Instytutu Sióstr Maryi, 8 lat pełniąca posługę w Mostach na Białorusi:
– U naszych sąsiadów dostęp do polskiej kultury jest dość nikły, zależny w zasadzie od tego, co udaje się uzyskać z Polski. Współpraca różnorakich organizacji, stowarzyszeń – naszych i miejscowych – układa się bardzo pomyślnie. Widać jednak jej terytorialne zróżnicowanie. Bliżej granicy, na przykład w Grodnie i okolicach, wymiana kulturalna „kipi”. Mińsk to zaś centrum kraju, siedziba władz. Pomimo iż ma najmocniejszą „białoruską tożsamość” i tam przenikają się trzy kultury: białoruska, rosyjska, polska. W tym współistnieniu jest wielkie piękno, które warto dostrzegać i szanować, wzbogacać.


Wszyscy pragnący włączyć się w akcję przekazania do Mińska polskich książek lub podręczników mogą kontaktować się z redakcją "Przewodnika Katolickiego Diecezji Bydgoskiej".

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki