Logo Przewdonik Katolicki

Złudzenie

Krzysztof Pochmara
Fot.

Polska czekała z upragnieniem na pokolenie, które wyrośnie w wolności i dokończy dzieła przemiany. Nagle zdało się nam, że oto jest. Ale czy pokolenie JP2 naprawdę istnieje? Lewica upadła moralnie. Wezbrał społeczny gniew. Po Janie Pawle II coś w Polsce pękło, coś się zmieniło. Zaczęto wróżyć konserwatywną rewolucję i narodziny pokolenia JP2. Pamiętając, co uczynił nieodżałowany...

Polska czekała z upragnieniem na pokolenie, które wyrośnie w wolności i dokończy dzieła przemiany. Nagle zdało się nam, że oto jest. Ale czy pokolenie JP2 naprawdę istnieje?


Lewica upadła moralnie. Wezbrał społeczny gniew. Po Janie Pawle II coś w Polsce pękło, coś się zmieniło. Zaczęto wróżyć konserwatywną rewolucję i narodziny pokolenia JP2. Pamiętając, co uczynił nieodżałowany Ronald Reagan za Oceanem, uznaliśmy, że przyszła kolej na Polskę. Ale konserwatywnej rewolucji nie będzie. Rzeka wezbrała, ale nadal płynie starym korytem. Nawet tłumy na Lednicy i w Kolonii nie wystarczą, żeby zerwać tamy.

To tylko sen


To, co się działo w kwietniu, po odejściu Jana Pawła II, tylko nam się śniło. Tłumy w kościołach, nocne czuwania, SMS-owe łańcuszki i spontaniczna modlitwa. To wszystko nie działo się naprawdę. Było tylko jakimś szokiem, wstrząsem, który ruszył w posadach antywartości współczesnego świata, ale nie wystarczył, by ten świat ze zgubnych torów wykoleić. To wszystko było chwilą, mgnieniem. Są dusze, które zostały przemienione, ale miażdżąca większość popłynęła dalej.
Konserwatywnej rewolucji w Polsce nie będzie także dlatego, że niczego, co wartościowe nie buduje się gwałtownym przełomem. Sprawiedliwe państwo, prawe i aktywne społeczeństwo, wierna i żywa parafia, mężowie stanu i twórcy wielkiej sztuki nie spadają z nieba. Wszyscy musimy na to solidnie zapracować, wychować dzieci, wykształcić elity. Jako naród o wielkim temperamencie pragniemy załatwić to jednym przełomem - nie uda się. Nie udało się w Roku Pańskim 1989, nie udało się w 1997, nie uda się i teraz. Tej długiej drogi nie zdołamy tak łatwo przeskoczyć.

Świat postchrześcijański


Świat stał się chrześcijaństwu albo wrogi, albo obojętny, w zależności od tego, jaką postawę przyjmują chrześcijanie. Tych, którzy mieszczą się w "społecznym konsensusie", którzy nie próbują przełamać tyranii tolerancji i politycznej poprawności i którzy nie kwestionują ideologii demokracji liberalnej - świat toleruje, wpisuje w mozaikę zbudowaną na relatywizmie, na równości wszystkich kultur, religii i "prawd".
Mój znajomy przywiózł z Irlandii znamienną wypowiedź. Gdy pytał o prześladowania albo przejawy wrogości wobec katolików, spotkał się ze słowami zdziwienia: "Jak to? Dlaczego katolicy mieliby być prześladowani? Przecież oni są niegroźni. Jeden człowiek chodzi na ryby, a inny do kościoła. Takie hobby. Czy komukolwiek przyszłoby na myśl, aby prześladować wędkarzy?!".
Neopogański świat toleruje katolików, tak jak toleruje metalowców, wegetarian, buddystów, antyglobalistów i kolekcjonerów monet. Katolicy, którzy mieli być "solą świata", przestali być słoni. Trudno się dziwić, że nie są światu solą w oku. Nawet ci nieliczni, dla których Ewangelia jest ciągle drogowskazem i źródłem życia, "trzymają światło pod korcem".

Zalękniona owczarnia


Ksiądz Mariusz Pohl (PK nr 23/2005) miał wiele racji, pisząc o katolickim sekciarstwie; opisując tętniące Ewangelią grupy oazowe, które bezradnie milczą, gdy z "katakumb" wychodzą na światło dzienne. Ludzie, których wiara rozbłysła w modlitewnych czuwaniach pamiętnego kwietnia i w małych grupkach katolickich stowarzyszeń, nie zawsze są w stanie wynieść to światło na zewnątrz. Gasną zanurzeni w postchrześcijańskim świecie.
Popatrzmy na któregoś ze studentów z Opus Dei, popatrzmy na przedstawicielkę Neokatechumenatu, na młodych z Oazy. Jest w nich zapewne ogromna wiara, siła i potencjał. Ale cóż z tego, skoro tli się, jak zauważył ksiądz Pohl, w zamkniętych grupach? Czym oni się różnią od świata? Ten świat ich toleruje, bo są jego posłuszną częścią, nie odważą się świata "posolić".
Postawić w centrum salonu telewizor, a przed nim wygodne fotele - to rzecz normalna. Ale ołtarzyk i dwie świeczki stanowią już widok podejrzany - co dopiero, gdyby dostawić tam jeszcze klęcznik! Leśna nimfa albo fontanna-delfin w ogrodzie może jeszcze wyglądać ciekawie (choć kiczowato), ale rzeźbiona figurka Chrystusa Frasobliwego to już ryzyko "obciachu". Przeczytać gazetę do porannej kawy potrafi każdy tatuś, ale czy którykolwiek klęknie rano do modlitwy?
Kardynał Ratzinger mówił kiedyś, że "Kościół staje się coraz bardziej Kościołem pogan: i już nie, jak to było kiedyś, Kościołem pogan, którzy stali się chrześcijanami, ale Kościołem pogan, którzy jeszcze nazywają się chrześcijanami, lecz de facto spoganieli".

Potrzeba świadków


Neopogański świat trzeba na nowo napełnić chrześcijaństwem. Ale jak tu dokonać wielkiej konserwatywnej rewolucji, gdy braknie sił do błahostek? Przeżegnać się w restauracji - o takie małe gesty apelował kardynał Arinze - jest w dzisiejszych czasach czymś gorszym niż, proszę mi wybaczyć, beknięcie sobie. Pokolenie JP2 często w autobusie wyjmuje odtwarzacz mp3 albo komórkę, ale czy starczy mu odwagi, by wyjąć różaniec? Czy zamiast "cześć" lub "dzień dobry" zdobędzie się na "szczęść Boże" albo "pochwalony"? Co to za pokolenie JP2, któremu braknie odwagi na takie drobnostki? I to pokolenie ma zmienić Polskę i świat?!
"Nadzieją na odnowę chrześcijaństwa mogą być tylko świadkowie: osoby, które godząc się na niepopularność, przypominają naukę o prawdziwym obrazie Boga" - pisał kardynał Ratzinger - "zło czerpie swą siłę z niezdecydowania oraz dbałości o to, co pomyślą inni ludzie". Żeby zmienić świat, katolicy muszą zdobyć się na znacznie więcej niż kilka modlitewnych SMS-ów i dwa nocne czuwania w chwilach wielkiego uniesienia. Czy po miesiącu od śmierci Papieża ktokolwiek wysłał choć raz SMS-a, w którym prosił o modlitwę? Czy spontanicznie wszedł na chwilę ze znajomym do mijanego kościoła? Trzeba złamać dogmat wiary rozumianej jako prywatna sprawa, odrzucić konformizm, przezwyciężyć własne tchórzostwo.
Pokolenie JP2 przypomina bohaterów telewizyjnego "Idola". Program kreuje plastikowe gwiazdy pop. Jego uczestnicy nie szczędzą mu krytyki, drwią z konwencji i muzycznej szmiry, ale mimo to grają w nim główne role, wpisują się w to, czym gardzą. Jeśli ma się dokonać konserwatywna przemiana, trzeba przekroczyć te granice i wypłynąć na głębię.
Punki także mają swój Woodstock, fani gier fabularnych - swój Krakon. Dlatego oprócz Lednicy i Kolonii, które są modne, warto udać się do pobliskiego kościoła. Koszulki z idolami noszą także metalowcy. Dlatego oprócz przywdziania koszulki z rybką, warto w akademiku powiesić krzyż. Katolicyzm nie jest tylko kolejnym hobby, nie jest nawet kolejną łatwą way of life. To coś więcej.

Siła drzemie


Wszystkie znaki, których byliśmy i jesteśmy świadkami, nie wystarczają, by mówić o jakiejkolwiek konserwatywnej rewolucji, ale dają nadzieję. Nauka Jana Pawła II wespół z młodością tworzy mieszankę wybuchową - bezkompromisowość, zapał, niezgodę na bylejakość, autentyczny wstręt wobec zła i pogardę dla niegodziwości. Chcemy wierzyć, że ta siła zdolna jest przewrócić Polskę do góry nogami. Nie, inaczej: postawić ją właśnie na nogi!
Ale żeby tego dokonać, trzeba jeszcze wiele wysiłku i długich lat. Rzekomemu pokoleniu JP2 musi wystarczyć sił, aby entuzjazm nie zgasł z upływem czasu. Ten entuzjazm trzeba potem przekazać kolejnemu pokoleniu i zapalić je jeszcze mocniej. Po dekadach pracy, dziesiątkach moralnych zrywów i przebudzeń, zasłużymy sobie może na nową Polskę i świat. Jeśli jednak chcemy mieć nadzieję - musimy przyznać, że wszystko, co teraz widzimy, to ciągle za mało.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki