Logo Przewdonik Katolicki

Tak ludzki, a jednak inny

Barbara Sawic
Fot.

Żył wśród ludzi. Wielu widziało Go często w otoczeniu tłumu. Ciekawi, o czym mówi, włączali się w ten tłum i słuchali. Mówił w przypowieściach. Przywoływał obrazy znane im z codziennego życia, z sytuacji, jakich sami doświadczali. Jednak nie dla wszystkich i nie zawsze sens przypowieści był jasny i oczywisty. Gdy zadawali pytania, wszystko cierpliwie wyjaśniał. Nigdy nie pozostawił...

Żył wśród ludzi. Wielu widziało Go często w otoczeniu tłumu. Ciekawi, o czym mówi, włączali się w ten tłum i słuchali. Mówił w przypowieściach. Przywoływał obrazy znane im z codziennego życia, z sytuacji, jakich sami doświadczali. Jednak nie dla wszystkich i nie zawsze sens przypowieści był jasny i oczywisty. Gdy zadawali pytania, wszystko cierpliwie wyjaśniał. Nigdy nie pozostawił dociekających prawdy bez odpowiedzi. A pytali o najważniejsze sprawy, także o to, jak żyć.


Pewnie wielu z nich truchlało w duszy, widząc jak łamał obowiązujące konwenanse. Drżało z lęku, słysząc, jak krytykuje faryzeuszy, choć sami dostrzegali ich obłudę religijną. Gorszył kapłanów, zrywając z uczniami w szabas kłosy w polu, uzdrawiając w świątyni paralityka. Obnażał złe ludzkie cechy, a oni dostrzegali tylko prowokację. Im chodziło o Prawo, o tradycję, o zwyczaj - Jemu natomiast o Boga i człowieka. Ci z nich, którzy byli kapłanami, zdecydowali, że muszą powstrzymać tę anarchię - wszak odpowiadali za powierzony sobie lud.
Bez wątpienia był odważny. Żadnemu ze słuchających Go nie mieściło się w głowie, że można tak po prostu wypędzić handlarzy z dziedzińca Świątyni Jerozolimskiej. Wyobraźmy sobie tę scenę: plac świątynny zamieniony na plac handlowy: nieustanny ruch, gwar rozmów, targowanie się, przeliczanie pieniędzy. I nagle wchodzi ktoś, kto wywraca stoły z towarem. Z porozbijanych kojców i klatek wylatują gołębie na sprzedaż, sypią się monety, gwar zamienia się w złorzeczenie kupców. Nienawidzą intruza i życzą mu jak najgorzej. Ale On ich nie potępia, lecz swym działaniem chce doprowadzić do tego, by w ciasnych sercach zrodziła się nowa myśl i nowa wiara.
Nie potępił nawet kobiety przyłapanej na cudzołóstwie! Przyprowadzili ją do Niego, chcieli usłyszeć Jego zdanie. Usłyszeli: "Kto z was sam jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień"... więc rozeszli się chyłkiem i w milczeniu. Wprost narzuca się określenie "rozpełzli się"... On jeden miał zmiłowanie, jakąś niezwykłą wrażliwość, której zabrakło moralistom, stróżom Prawa. "Idź, od tej chwili już nie grzesz" - usłyszała i na pewno do końca życia słowa te były dla niej drogowskazem.
Leczył zranienia duchowe, pocieszał zrozpaczonych i smutnych, uzdrawiał chorych, przywracał nadzieję szukającym drogi. Ich doczesne troski były Mu bliskie, rozumiał ludzkie kłopoty i biedę. Przemienił wodę w wino, by mogło dalej trwać beztroskie wesele, rozmnożył ryby i chleb, by posiliły się tysiące słuchających Go ludzi. Wiedział, że Piotr ma rodzinę na utrzymaniu, zatem napełnił rybami zarzuconą przez niego sieć. Gdy na morzu rozszalała się burza, uciszył ją, aby przerażeni rybacy nie bali się, że nie wrócą do domów.
Tak ludzki, a jednak inny. Tak zaangażowany, a przecież chodzący właściwymi drogami. Nawołujący ludzi do pójścia za Nim, choć wiedzący, że niektórym tylko wystarczy sił, by zostawić wszystko, rzucić wszystko i uwierzyć Mu bez reszty. Miał do wypełnienia dzieło: opowiadać ludziom o Ojcu i w ten sposób prowadzić ich ku Ojcu. Dać się poznać tak, by dostrzegli w Nim Stwórcę - mimo Jego człowieczeństwa. Zatem cierpiał jak człowiek. Nie wykorzystał swej mocy, by zejść z krzyża, tak jak wcześniej - niewinny - nie zapobiegł aresztowaniu siebie, torturom i procesowi przed namiestnikiem rzymskim. Wszystko to mógł przecież uczynić, wielu ludzi na to czekało, a jeszcze więcej uwierzyłoby wtedy w Niego. Jednak niczego takiego nie zrobił.
W Boży plan zbawienia wpisana jest słabość, cierpienie, przegrana. Nam, ludziom, trudno się z tym pogodzić, przyjąć to. Owszem, jeśli godzimy się z cierpieniem, wyrzeczeniami, to tylko dlatego że w konsekwencji ma nastąpić sukces. Wielka wygrana, aby tylko wyjść na swoje. Jaki jest nasz stosunek do obrazu życia nakreślonego w Ewangelii przez Chrystusa? Czy na pewno widzimy w Chrystusie umierającym na krzyżu zwycięzcę? Czy wierzymy, że męka, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa są darem nieogarnionej miłości Boga do człowieka, darem nadziei na życie wieczne? Zatem, czy jesteśmy Jego świadkami w każdym miejscu i czasie?

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki