Logo Przewdonik Katolicki

Poszukiwacze…wiary

Marcin Makohoński
Fot.

Z ks. dr. Maciejem Napieralskim, kapłanem archidiecezji gnieźnieńskiej, pracującym jako misjonarz wśród Indian i Eskimosów na Alasce, rozmawia Marcin Makohoński. Dla wielu ludzi Alaska to kraina bogatej, dziewiczej przyrody i niezwykle pięknych krajobrazów, a jednocześnie ziemia pokryta lasami, skuta lodem i przysypana śniegiem, gdzie dzień jest krótki a noc niezwyczajnie długa. Jeszcze...

Z ks. dr. Maciejem Napieralskim, kapłanem archidiecezji gnieźnieńskiej, pracującym jako misjonarz wśród Indian i Eskimosów na Alasce, rozmawia Marcin Makohoński.



Dla wielu ludzi Alaska to kraina bogatej, dziewiczej przyrody i niezwykle pięknych krajobrazów, a jednocześnie ziemia pokryta lasami, skuta lodem i przysypana śniegiem, gdzie dzień jest krótki a noc niezwyczajnie długa. Jeszcze inni kojarzą Alaskę z poszukiwaczami złota, którzy przed niespełna stu laty wyprawiali się tam w poszukiwaniu drogiego kruszcu. A jak postrzega Alaskę misjonarz, który mieszka i pracuje tam już od blisko pięciu lat?
- Po "gorączce złota" - z początku ubiegłego wieku - na Alasce pozostały jedynie zardzewiałe, muzealne koparki i fotografie wąsatych, obszarpanych ludzi, z uśmiechem na ustach i nadzieją w oczach. Czasami oglądając te - oprawione w romantyczne ramy - zdjęcia myślę, że i ja przyjechałem tutaj po złoto... Tyle, że po to najbardziej wartościowe, które znajduje się w ludzkich sercach. Alaska bowiem to nie tylko czyste powietrze, szerokie rzeki i ogromne połacie lasów, pełne ryb i zwierzyny. Tamtejsi mieszkańcy, mimo bogactw, jakimi obdarza ich natura, są często ludźmi cierpiącymi na brak nadziei i zagubienie sensu życia. Świadczy o tym choćby plaga alkoholizmu i zatrważająco wysoki procent samobójstw. Dlaczego tak się dzieje? Diagnoza nie jest łatwa. Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy są być może depresje spowodowane długimi miesiącami zimowych ciemności. W świadomości Indianina i Eskimosa istnieje także duża przepaść między jego prostym życiem, prowadzonym w surowych warunkach północy, a mirażami luksusu, jakie docierają do niego przez telewizyjny ekran.

Na czym więc polega praca kapłana na Alasce?
- Na Alasce istnieją trzy diecezje. Jedna z nich, diecezja Fairbanks, jest typowo misyjną i właśnie tam od prawie pięciu lat pracuję. Nie jest to łatwa praca, gdyż każdego dnia trzeba umieć sprostać przeciwnościom losu. Brak dróg i zmienna pogoda sprawiają, że codzienne życie jest zupełnie odmienne od tego w Polsce czy Europie. Dużym problemem jest także ogromny brak powołań, a co za tym idzie brak księży. Ja sam jestem proboszczem czterech parafii. Nie są to jakieś punkty misyjne czy filie, ale cztery duże wspólnoty... i jeden ksiądz. W każdej z parafii pojawiam się raz w miesiącu i pozostaję tam przez tydzień. Te uwarunkowania wyznaczają więc inny sposób pracy duszpasterskiej. Nie ma tam bowiem możliwości regularnej i bardzo częstej posługi. Żeby przygotować dzieci do pierwszej Komunii św. spotykam się z nimi tylko raz w miesiącu. Moja praca polega także na poszukiwaniu i angażowaniu w życie wspólnot parafialnych ludzi świeckich, którzy przejęliby część obowiązków w swoich parafiach. Nawet tych najzwyklejszych, np. by ktoś przyszedł i sprawdził, czy wszystko jest w porządku w kościele, by odebrał pocztę lub zapłacił rachunki.

Indianie i Eskimosi to ludzie żyjący na co dzień w większych lub mniejszych grupach. Dlatego zapewne łatwiej jest im postrzegać parafię jako wspólnotę, a co za tym idzie - łatwiej zaangażować się w jej życie.
- Generalnie zaangażowanie w życie parafii jest bardzo słabe. Eskimosi i Indianie nie mają natury Latynosów czy Afrykańczyków. Naprawdę trudno jest tutaj znaleźć kogoś do pomocy. Może zabrzmi to dziwnie, ale mieszkańcy Alaski, szczególnie ci zamieszkujący z dala od większych miast, nie chcą czynić żadnych planów na przyszłość, nawet na następny dzień, bo wszystko zależy tam od pogody. To ona steruje ich życiem i pracą. Ta specyficzna mentalność, gdzie niczego się nie planuje, lecz żyje się z godziny na godzinę, rodzi szereg trudności i dla pragmatycznego Europejczyka może być niełatwym doświadczeniem. Dlatego też uważam za duże osiągnięcie fakt, że ludzie potrafią spotkać się trzy razy w tygodniu - nawet bez księdza - na nabożeństwach, podczas których rozdawana jest Komunia św. Nieocenioną rolę w kształtowaniu życia religijnego odgrywają także nadzwyczajni szafarze Komunii św., którzy prowadzą spotkania liturgiczne pod nieobecność księdza. Co ciekawe, w większości są to kobiety.

Dziękuję za rozmowę

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki