Najtragiczniejsza od 40 lat tragedia kolejowa w Japonii wydarzyła się w Amagasaki (Prefektura...
Parę tygodni temu świat obiegły informacje o ogromnych katastrofach kolejowych. W kraksie japońskiego pociągu z 25 kwietnia liczba ofiar śmiertelnych przekroczyła sto, rannych zostało 458 osób. Nie był to jedyny wypadek na torach, do jakiego doszło w Krainie Kwitnącej Wiśni w tamtym tygodniu.
Najtragiczniejsza od 40 lat tragedia kolejowa w Japonii wydarzyła się w Amagasaki (Prefektura Hyogo) tuż po porannych godzinach szczytu. Pociągiem pośpiesznym z Takarazuka do Osaki, należącym do Japanese Railways West (JRW), podróżowało 580 pasażerów, głównie uczniów, studentów i pracowników. Wielu z nich, z powodu tłoku - na stojąco. O godzinie 9.20 pojazd na zakręcie wypadł z torów i z impetem uderzył w 9-piętrowy blok mieszkalny, znajdujący się zaledwie 6m od trakcji kolejowej. Pierwszy z siedmiu wagonów, ważący około 30 ton, wbił się w parking usytuowany na pierwszej kondygnacji, drugi owinął się wokół konstrukcji niczym kawałek folii, trzy inne wypadły z torów. Wagony, znane jako "system 207", wykonano ze stali nierdzewnej. Nie wymagały malowania, miały być lekkie, energooszczędne i przede wszystkim tanie. Nobuyuki Sato, wykładowca z Asia University, twierdzi, iż nie przeszły one dostatecznych prób wytrzymałościowych. Producent stanowczo oponuje - owszem, przewidziano zderzenia czołowe i tylne. Ale bocznych już nie...
Dziewiętnastoletni student Hiroki Hayashi, uratowany po 22 godzinach, uznaje to za prawdziwy cud, gdyż nic z wyposażenia wagonu nie przetrwało w pierwotnej formie... Do akcji ratowania ofiar skierowano strażaków i pracowników obrony cywilnej. Mimo dostatecznej liczby ludzi proces wydobywania uwięzionych w metalowej puszce odbywał się bardzo wolno. Ekipa nie mogła używać palników gazowych - z pozostawionych na parkingu, zmiażdżonych aut wyciekało paliwo. Z wagonów dochodziły jęki i wołanie o pomoc, część ofiar telefonowała do bliskich, błagając o uwolnienie. Tym, do których zdołano dotrzeć, ale nie można ich było wydobyć natychmiast, podawano kroplówki i tlen. Dla pracujących przez kilka dób bez przerwy ratowników szalenie deprymujący był nie fakt, iż ciągle w wagonach dzwoniły telefony komórkowe, lecz to, że ofiary nie odpowiadały.
Z ponad stu ofiar większość poniosła śmierć na miejscu, 70 proc. w drugim wagonie. Kilka dni trwała gehenna rodzin, których bliscy byli w feralnym pociągu. Rannych odwożono do kilku szpitali, nie można było uzyskać szczegółowych wiadomości. Ciała składano w pobliskim gimnazjum. Tam też na tablicach wywieszano nazwiska zidentyfikowanych. Wśród ofiar znalazły się studentki wybierające się po raz pierwszy w podróż zagraniczną - jechały na lotnisko. Ucierpiała 15-osobowa wycieczka szkolna do Universal Studio w Osace. W telewizji ukazał się poruszający reportaż o samotnym ojcu poszukującym córki. Miałam nadzieję na szczęśliwe zakończenie, lecz po kilku godzinach zidentyfikowano ciało 21-letniej dziewczyny.
Po pierwsze: trzymać się ściśle rozkładu jazdy
Od chwili wypadku grupa ekspertów próbowała ustalić jego przyczynę. Analizowano dane z czarnych skrzynek, umieszczonych w trzech wagonach. Mamy coraz więcej danych. Od początku zakładano, iż mogła to być nadmierna prędkość, przeszkoda na torach lub awaria pociągu. Prędkość w chwili wypadku, zgodnie z wytycznymi, nie powinna była przekraczać 70km/h. 52-letnia pasażerka Minako Morita przyznała, iż pociąg jechał zbyt szybko. Z zapisu skrzynek wynika, że było to około 120km/h. Według specjalistów istnieje jeszcze margines bezpieczeństwa: maksymalna dopuszczalna prędkość na tym łuku to 133km/h. Powodów musiało być więc więcej. Na torach odkryto ślady białej sproszkowanej substancji. Parę minut wcześniej tę samą trasę pokonało pięć innych pociągów i żaden z konduktorów nie zauważył podejrzanych przedmiotów na torach. Niektórzy z ocalonych wspominają, iż maszynista zaczął gwałtownie hamować. - Uruchomiono hamulec bezpieczeństwa, stojący ludzie zaczęli krzyczeć i przewracać się na podłogę, pospadały bagaże - opowiadał Sadao Hayashi.
Kierujący pojazdem, 23-letni Ryujiro Takami, zapewne w ostatniej chwili zdał sobie sprawę, że o wiele za dużo przekroczył prędkość. Kiedy skład zaczął wydawać dziwaczne dźwięki, chłopak prawdopodobnie podjął najgorszą z możliwych decyzji - pociągnął na zakręcie za hamulec bezpieczeństwa... Miał zaledwie 11 miesięcy stażu na takim stanowisku. Ten kurs od samego początku rozpoczął się dla niego niepomyślnie. W Japonii pociągi są tak punktualne, iż można według nich regulować zegarki. Dla jednej z najbardziej rozbudowanych na świecie sieci kolei priorytetową sprawą jest brak opóźnień, by nie przysparzać kłopotu pasażerom i zapewnić im możliwość planowej przesiadki. Ponadto na każdej stacji znajdują się ściśle wyznaczone miejsca do wsiadania. Pociąg powinien zatrzymać się tak, by drzwi do wagonu znalazły się na wprost takiego miejsca. Według pierwszych doniesień pociąg przystanął na poprzedniej stacji Itami o 8 metrów za daleko. Musiał potem bardzo wolno cofać, co było przyczyną 90-sekundowego opóźnienia. Potem okazało się, że mimo wpisanych w raporcie 8 m, faktycznie było to 40 metrów. Jest to ogromne przewinienie i zdesperowany kolejarz prosił kontrolującego go czterdziestodwuletniego konduktora Masatoshi Matsushita o wpisanie małej odległości. W przeciwnym razie groziło mu zwolnienie z pracy. Eksperci przypuszczają, iż niedoświadczony maszynista miał kłopoty z hamowaniem, którego technika zmienia się przy dużych prędkościach. Po wyruszeniu z Itami Takami myślał już tylko o nadrobieniu strat. Jego pojazd miał zostać dołączony do innego składu na kolejnej stacji - Amagasaki. Centrala wywoływała go przez interkom dwukrotnie. Nie otrzymała jednak odpowiedzi.
Mijając stację Tsukaguchi, maszynista Ryujiro Takami miał już tylko 60 sekund spóźnienia.
Syn zmarłej sześćdziesięciotrzyletniej właścicielki rodzinnego zakładu fryzjerskiego Setsuka Nishino nie może sobie dotąd wybaczyć, iż pożegnał wybierającą się na zakupy matkę słowami: "pamiętaj, tylko jedź pociągiem; to zawsze bezpieczniejsze od samochodu, nie musisz myśleć o warunkach na drodze".
Koszmar pasażerów, koszmar mieszkańców
Blok staranowany przez pociąg jest stosunkowo nowy. Europejczyka może dziwić jego zupełnie u nas niedopuszczalne usytuowanie - tak blisko trakcji kolejowej. W miastach Nipponu to nagminne. Poruszając się jakimkolwiek środkiem lokomocji, można zaobserwować nie tylko pranie rozwieszone na balkonie, ale nawet, co kto je na kolację. Przy horrendalnych cenach gruntu i braku planu zagospodarowania przestrzennego każdy zakupioną działkę wykorzystuje do maksimum. Z powodu licznych kataklizmów i braku miejsca budynki stawiane są zwykle w ekspresowym tempie i byle jak. Nikt nie przejmuje się estetyką, trawnikiem, hałasem czy widokiem z okna. Lokatorzy bloku w Amagasaki byli pierwszymi, którzy pośpieszyli na pomoc poszkodowanym w kraksie. - Byłam pewna, że to kolejne trzęsienie ziemi - opowiada mieszkanka szóstego piętra. - Usłyszałam potężny huk, dom zakołysał się. Kiedy wyjrzałam przez okno, zobaczyłam kilkudziesięciu zakrwawionych ludzi błagających o pomoc. Tego widoku nie zapomnę nigdy.
Walka o klienta
Rejon Kansai obsługuje bardzo wiele prywatnych linii kolejowych. Panuje tu ogromna konkurencja. JR West oddzieliło się od kolei państwowych (Japanese National Railways) ponad 18 lat temu i całkowicie sprywatyzowało w ubiegłym roku. Mimo zastrzeżeń dotyczących bezpieczeństwa firma zdołała wywalczyć sobie pierwszą pozycję na lokalnym rynku przez wprowadzenie pociągów lekkiej konstrukcji i skrócenie podróży między Kobe i Osaką. Dotrzymanie ułożonego przez firmę rozkładu jazdy wymaga od pracowników ogromnej dyscypliny i poświęceń. Kolejarzom, których składy zanotowały spóźnienie, każe się pisać oświadczenia, iż sami zrezygnują z pracy, jeśli taka sytuacja się powtórzy. Telewizja przypomniała sprawę jednego z pracowników. Otrzymał on telefon od zwierzchnika, co stało się powodem około jednominutowego opóźnienia wyjazdu pociągu. W ciągu kolejnych trzech dni z tejże przyczyny odbył on cykl poniżających szkoleń, z których kazano mu napisać 18 esejów. Po oddaniu wszystkich mężczyzna popełnił samobójstwo. Kolej nie czuje się winna.
Mimo dominującej pozycji JRW wśród przewoźników, w wyniku ujemnego przyrostu naturalnego, w ostatnich latach spadła liczba podróżnych i walka o pasażerów stała się bezpardonowa. JRW wydało w ciągu kilku lat ponad 52 miliardy jenów na zwiększenie bezpieczeństwa podróżnych, jednak po kwietniowych wydarzeniach zaufanie do firmy znacznie spadło.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!












