- Już jako dziecko marzyłam o tym, aby kiedykolwiek w życiu pojechać do Włoch, a zwłaszcza odwiedzić Watykan, by wziąć udział w spotkaniu z tak przeze mnie kochanym Ojcem Świętym Janem Pawłem II - w ten sposób rozpoczęła swe zwierzenia Agnieszka Maciejewska, uczennica jednego z włocławskich liceów ogólnokształcących. Agnieszka jest niepełnosprawna, porusza się na wózku inwalidzkim. Promieniuje od niej nadzieja radosny, chrześcijański optymizm, obecny także teraz, po śmierci Papieża.
Agnieszko, odkąd sięgasz pamięcią, zawsze wiedziałaś, że Namiestnikiem Chrystusa na ziemi jest Polak. Kim był dla Ciebie Ojciec Święty?
- Należę do grupy osób chorych. Nauczanie papieskie, modlitwy Jana Pawła II, jego słowa i gesty świadczyły o tym, jak bliski jest mu los ludzi cierpiących, biednych, chorych, jak również o tym, że kocha młodzież. Zatem to, co czynił niezmiennie dodawało mi sił, pozwalało uwierzyć w siebie i w dobroć drugiego człowieka. Był dla mnie niekwestionowanym, ogromnym autorytetem, osobą podziwianą, kochaną i świętą.
Twoje gorące, wielkie marzenie o podróży do Italii i udziale w spotkaniu z Janem Pawłem II ziściło się w 2005 roku...
- Na początku roku p. Krystyna Kijek, dyrektorka Zespołu Szkół Specjalnych w Płocku, organizowała wycieczkę do Włoch dla osób niepełnosprawnych. Zostałam zaproszona do udziału w tej wycieczce. W programie przewidziana była audiencja u Ojca Świętego. Miała się odbyć 13 kwietnia. Nic dziwnego, że odliczałam dni w kalendarzu, moja radość nie znała granic. Z mediów docierały liczne wiadomości o poważnym zmaganiu się Jana Pawła II z chorobą. Modliłam się żarliwie do Boga o jego powrót do zdrowia. Tak bardzo pragnęłam, by Papież udzielił mi i pozostałym uczestnikom wycieczki swego błogosławieństwa!
Jak zatem przyjęłaś wiadomość o śmierci Jana Pawła II?
- Informacja o odejściu Ojca Świętego do Pana najpierw spowodowała u mnie szok. Nie potrafiłam opanować łez i rozpaczy. Nie mogłam też pogodzić się z myślą, że niejako "rozminęłam się" z nim, że nigdy go już nie zobaczę, nie usłyszę słów budujących moją wiarę, otuchę i nadzieję. Później, wobec zbliżającego się dnia wyjazdu do Włoch, pociechą było dla mnie to, że znajdę się na Placu Świętego Piotra, że zobaczę miejsce uroczystości pogrzebowej Papieża, miejsce, gdzie niedawno stała prosta, cedrowa trumna...
Ósmego kwietnia obejrzałaś w telewizji transmisję z pogrzebu Jana Pawła II. Był to też dzień, na który zaplanowany był wyjazd waszej grupy do Włoch.
- Tak. Wkrótce po zakończeniu relacji telewizyjnej, zapłakana wsiadłam do samochodu, aby pojechać do Płocka, i razem z grupą wyruszyć w daleką drogę. Chociaż wycieczka była długa i męcząca dla osoby o sparaliżowanych nogach, to jednak na zawsze zostanie w mej pamięci i sercu to wszystko, czego w jej trakcie doznałam. Niezapomniane jest wspomnienie, gdy ja, drobny pyłek historii, stoję na ogromnym Placu Świętego Piotra, przede mną największa bazylika świata i to jedno, jedyne, przez wszystkich zapamiętane otwarte okno Pałacu Apostolskiego. I cicha modlitwa, refleksja, zaduma.
Dana wam była możność nawiedzenia grobu Papieża...
- W pierwszym dniu, kiedy wierni mogli przybywać do tego miejsca. Do tej pory mam przed oczyma jasną, marmurową płytę nagrobka z napisem: Jan Paweł II. Wierzę głęboko, że Ojciec Święty, nieobecny wśród żywych, widział z nieba mnie i wszystkich, z którymi byłam przy jego grobie, i błogosławił na dalsze życie. Poczułam się pewniej, bezpieczniej. Ufam, że w Królestwie Niebieskim nie zapomni o mnie i uprosi łaski na dalszą drogę mojego życia. Modlę się o to.
Jaką jeszcze refleksją zechcesz podzielić się z naszymi Czytelnikami?
- Ostatnie godziny życia Jana Pawła II, jego cierpienie na oczach świata, pozwoliły mi dostrzec mękę i cierpienie Pana Jezusa, który umierał za nasze grzechy, cierpiąc i nie użalając się nad sobą, lecz nad światem. Tam, przy grobie Ojca Świętego, odczułam dumę z tego, że jestem Polką, rodaczką kardynała Karola Wojtyły, człowieka wielkiego, sprawiedliwego - świętego. Chociaż w dziejach Kościoła katolickiego było tylu papieży i będzie ich wielu, jestem szczęśliwa, że osiemnaście lat swego życia przeżyłam za pontyfikatu Jana Pawła II. Pragnę też podziękować dobroczyńcom, dzięki którym mógł dojść do skutku mój pobyt w Italii. Najszczersze Bóg zapłać wszystkim ludziom dobrej woli!
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał:
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!











