Logo Przewdonik Katolicki

Z życia do Życia

ks. Mariusz Piecyk
Fot.

Z drżeniem serca i w wielkim wzruszeniu przychodzi mi kreślić słowa o niezwykłej postaci przełomu tysiącleci, o człowieku, który swoją osobą i ofiarną posługą odcisnął niezbywalne piętno dobra, solidarności, pokoju, wrażliwości i zrozumienia nie tylko w Kościele powszechnym, ale i w świecie. Cóż bowiem wyrazi to, co kryje serce, cóż wypowie ów ogrom wdzięczności i podziwu,...

Z drżeniem serca i w wielkim wzruszeniu przychodzi mi kreślić słowa o niezwykłej postaci przełomu tysiącleci, o człowieku, który swoją osobą i ofiarną posługą odcisnął niezbywalne piętno dobra, solidarności, pokoju, wrażliwości i zrozumienia nie tylko w Kościele powszechnym, ale i w świecie. Cóż bowiem wyrazi to, co kryje serce, cóż wypowie ów ogrom wdzięczności i podziwu, który teraz przepełnia serce, napełnione smutkiem, ale nade wszystko chrześcijańską i eschatologiczną nadzieją po przejściu "z życia do Życia" Piotra naszych czasów - Jana Pawła II?



Dla mnie zadanie tym trudniejsze, bo innego papieża w moim krótkim życiu nie było. Pontyfikat Jana Pawła II to okres mojego dzieciństwa, młodości i studenckich lat formacji w seminarium. Stąd jakże zrozumiały szok i swoista dezorientacja - jak mogę sobie wyobrazić innego papieża niż Jan Paweł II, jak przyzwyczaić się, że sternikiem Piotrowej łodzi nie jest już Karol Wojtyła? Stąd zrozumiały smutek i nieumiejętność wypowiadania się o ukochanym Papieżu Polaku w formie czasu przeszłego. Dlatego pozwolę sobie na wypowiedź o Ojcu Świętym w formie teraźniejszej, bo choć odszedł od nas po ziemskim pielgrzymowaniu do domu w Niebie, to przecież wierzymy w świętych obcowanie, czyli w to, że Jan Paweł II z nami pozostaje jako ten, który już bezpośrednio wstawia się za nami u Ojca, jako - mamy taką nadzieję - święty pośród świętych.
Wspominam chwile, kiedy przed 14 laty na kruszyńskim lotnisku pod Włocławkiem na kilkanaście sekund spotkało się ojcowskie spojrzenie Papieża z moim dziecięcym, kiedy po raz pierwszy tak namacalnie doświadczyłem Papieża, który wcześniej znany mi był z ekranu telewizora i ściennego obrazka, w który wpatrywałem się ze czcią. Drugi raz, wręcz identyczne spotkanie miało miejsce w Warszawie, 13 czerwca 1999 r. To spojrzenie ogarniające miłością i troską rzesze zgromadzonych na Eucharystii! To rozmodlenie, skupienie, wręcz namacalnie widoczny mistyczny kontakt Jana Pawła II z Chrystusem! Papież stanowi dla mnie niedościgniony wzór życia, świętości, ludzkiej miłości, dobra i życzliwości. Jest także znakomitym teologiem, który fascynuje mnie swoim słowem, ogromną twórczością, żywą teologią, która jest na usługach wiary, którą uprawia na kolanach. Wreszcie to znakomity pisarz, poeta, który pięknem literackiego słowa głosi chwałę Stwórcy.
Nie zapomnę również tego skupienia i milczenia podczas brewiarzowej modlitwy w katedrze wawelskiej podczas ostatniej pielgrzymki do Ojczyzny. To nieustanne powracanie do przeczytanych, a raczej przemodlonych tekstów, które jakby widział po raz pierwszy, a chciałby zachować w pamięci. Wtedy telewizyjna transmisja stała się modlitwą całej Polski wraz z naszym Rodakiem. Żadnych słów komentarza, jedynie oddech skupionego człowieka, który spotyka Boga. I znów to pokorne celebrowanie Eucharystii, słuchanie Bożego słowa, niekończące się dziękczynienie po Komunii...
I jeszcze to, co serce młodego człowieka najbardziej uderza - odwaga, dzielność, wierność i wytrwałość do końca w roli sternika Piotrowej łodzi, mimo ogromnego cierpienia, bólu, starości. Jakiż ból przeszywał serce, kiedy widywałem go na telewizyjnym ekranie, kiedy z trudem się poruszał, kiedy nie mógł wypowiedzieć żadnego słowa, kiedy był taki bezradny, utrudzony krzyżem choroby, krzyżem Kościoła, krzyżem całego świata! A i wtedy potrafił zachować właściwe sobie poczucie humoru, wewnętrzną radość - On cierpiał z Chrystusem dla Boga! A cierpiąc, potrafił jednoczyć cały świat - ludzi wszelkich narodowości, religii, poglądów, rozmaitego wieku. Tak jak jednoczy teraz...
Umiłowany Ojcze Święty, ze łzami w oczach, łamiącym się głosem mówię: DZIĘKUJĘ! Dziękuję Bogu za Ciebie, za to, że odmieniłeś moje życie, że swoim kapłańskim życiem uczysz mnie, jak być kapłanem oddanym do końca, do ostatnich sił, jak przeżywać cierpienie i pokornie służyć. Dziękuję za Twoją uniżoną wielkość, za umiłowanie Prawdy i Ewangelii, za Twoje oddanie dla przewrócenia jedności i otwartość, zrozumienie i tolerancję, za ewangeliczny radykalizm i płonące autentyczną miłością serce, za to, że mogę w Tobie widzieć autentycznego Namiestnika Chrystusa, świętego Kapłana, i choć Papieża, to wciąż autentycznego sługę na wzór Chrystusa - Diakona. Ojcze Święty, udałeś się w ostatnią pielgrzymkę, najbardziej fascynującą i niepowtarzalną, bo jedyną - udałeś się w ramiona Ojca - Boga bogatego w miłosierdzie!

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki