Dzienniczek s. Faustyny Kowalskiej odmienił Pani życie...
- Przechodziłam w...
Co to znaczy doświadczyć miłosierdzia Bożego w codziennym życiu? Czy słowa Jezusa, skierowane przed laty do s. Faustyny, realizują się w rzeczywistości przeciętnych ludzi? Czy zapiski zakonnicy mogą mieć wpływ na ich życie? Rozmawiałam o tym z jedną z mieszkanek Konina (imię i nazwisko znane redakcji).
Dzienniczek s. Faustyny Kowalskiej odmienił Pani życie...
- Przechodziłam w życiu wielki kryzys. Głównie kryzys wiary, ale nie tylko. Pochodzę z rodziny katolickiej, ale byłam daleko od Kościoła. Wiedziałam, że sama sobie nie poradzę. Przypomniało mi się, że dawniej, ilekroć wzywałam pomocy Matki Bożej Licheńskiej, zawsze byłam wysłuchana. Pomyślałam więc, że powinnam spróbować się modlić. Wpadła mi w ręce książeczka z obrazem "Jezu, ufam Tobie" na okładce. W środku znajdował się opis objawień, jakie miała s. Faustyna, i modlitwy do miłosierdzia Bożego. Dowiedziałam się też o istnieniu "Dzienniczka" i bardzo chciałam go przeczytać. I nieoczekiwanie... dostałam go w prezencie na urodziny. W tym samym czasie musiałam wyjechać służbowo. Wszystko wskazywało na to, że zabraknie czasu na lekturę. I wtedy zachorowałam. Będąc na zwolnieniu lekarskim, mogłam spokojnie czytać. Byłam zafascynowana lekturą. Odmawiałam Koronkę do miłosierdzia Bożego. Kryzys wiary zniknął. Wkrótce przyszła pomoc z nieba w rozwiązaniu innych problemów. Zaczęłam opowiadać ludziom o mocy tej modlitwy, o cudzie Bożego miłosierdzia, o "Dzienniczku". Nie wszyscy chcieli słuchać, wielu uważało, że lektura "Dzienniczka" jest przydatna np. osobom konsekrowanym... Było to w 1986 roku.
Była jednak osoba, która nauczyła Panią Koronki...
- Moja babcia. Miała 93 lata, była bardzo schorowana. Odmawiała Koronkę i to jej pomagało znosić cierpienie. Kiedyś poprosiła mnie, by odmówić Koronkę przy jej śmierci. Bóg sprawił, że osiem lat później byłam przy niej, gdy odchodziła. Razem z rodziną modliliśmy się. Babcia bardzo się męczyła, jednak w czasie modlitwy bóle ustępowały. Ogarniał ją jakiś nieziemski pokój. Tak obietnice Jezusa związane z Koronką stają się rzeczywistością.
Czy tylko wtedy widziała Pani, że te obietnice się realizują?
- Nie. One realizują się nieustannie. Kilka lat temu umierał mąż mojej sąsiadki. Od dziesięcioleci był poza Kościołem. Sąsiadka przyszła do mnie i zapytała, co to jest Koronka do miłosierdzia: był u nich ksiądz i poradził, by ją odmawiali. Poprosiła, żebym poszła z nią do ich mieszkania i nauczyła Koronki. Nasz sąsiad był dobrym człowiekiem i widać było, że ma świadomość, iż umiera niepogodzony z Bogiem. Krótko mówiąc, bardzo się bał i tego nie ukrywał. Gdy się modliłyśmy, na chwilę odzyskał przytomność. Wtedy powiedziałam mu, żeby się nie bał, żeby wierzył w miłosierdzie Boga i żeby modlił się z nami na tyle, ile może. Mężczyzna rozpłakał się, po czym uspokoił się i modlił. Wierzę, że jest w niebie.
Czym jest dla Pani Święto Miłosierdzia?
- Ogromną, niezasłużoną łaską. Traktuję to święto jako wielki dar. Szkoda, że nadal za mało osób ma tego świadomość. Ale właśnie dlatego o cudach Bożego miłosierdzia trzeba wciąż mówić.
Dziękuję za rozmowę
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









