Logo Przewdonik Katolicki

Mój czas

Ks. Tomasz Słomiński
Fot.

Czwartek Głos recenzenta na wejście: Niech ksiądz pamięta, biegających lekarzy to ja widziałem tylko w serialu "Na dobre i na złe". Piątek Pani Agnieszki nie było przez kilka tygodni. Wróciła do pracy, by zanim zabierze się do pracy, najpierw doprowadzić zakład do ładu i składu. Nie udało się sprzątanie, bo do małego salonu fryzjerskiego w wielkim szpitalu zeszło się tylu...

Czwartek


Głos recenzenta na wejście: Niech ksiądz pamięta, biegających lekarzy to ja widziałem tylko w serialu "Na dobre i na złe".

Piątek


Pani Agnieszki nie było przez kilka tygodni. Wróciła do pracy, by zanim zabierze się do pracy, najpierw doprowadzić zakład do ładu i składu. Nie udało się sprzątanie, bo do małego salonu fryzjerskiego w wielkim szpitalu zeszło się tylu klientów, że pracowała cały dzień. Zaczyna opowieść: kiedyś bardzo zachorowałam, dostawałam chemię i przyjęłam oleje. Czy może się człowiek zmienić po namaszczeniu? Ja się zmieniłam. I myślę, że pracuję tu, bo jestem potrzebna. Przyszedł do mnie pewien człowiek chory na raka, był z Danii. Dodawałam mu otuchy. Opowiedziałam mu, jak kiedyś przestraszyłam raka. Po jakimś czasie znowu się zjawił. Żona namawiała go, żeby poszedł do fryzjera przed wyjazdem z domu, a on nie, on chce do tej, co przestraszyła raka. I wie ksiądz co? Po siedmiu miesiącach nie ma raka.

Sobota


- Wie pan - mówi do mnie pan Tomasz - ja to z moim temperamentem nie mógłbym żyć w celibacie. Wytrzymałem przez dwa lata w wojsku, ale później już nie. Bez seksu nie umiem.

Niedziela


Między pielęgniarkami: ona ma już 40 stopni gorączki. Umiera. Trzeba im to powiedzieć, a nie wzywać lekarza za lekarzem. Na co podtrzymywać sztucznie życie? Niech zabiorą też od niej męża, bo dostanie udaru i mamy kolejnego pacjenta. 40 i cztery kreski. Która jest? Piąta. Do siódmej będzie koniec.

Poniedziałek


Polaków chorych rozmowy: dla mnie patriotyzm to polskość, a jeśli nie, to jaka będzie Polska - mówi człowiek pięćdziesięcioletni, przerzucając strony tygodnika "Nie". Nikt nie podejmuje wyzwania. Zagadka wydaje się za trudna. - Ten człowiek mówi kalamburami - na boku po cichu komentuje inny.

Wtorek


Pacjenci lewej części oddziału ubierają choinkę. Prawa część zrobi to za chwilę. - Zostawią nam resztki ozdób. O, oni zrobili sobie całą w czerwieni, a nam zostawili różne kolory.
Przed świętami pewnie będzie coraz mniej pacjentów w szpitalu. Tak należałoby mniemać. Na wielu oddziałach tak będzie, ale nie na neurologii. - Będą u nas pacjenci, którzy w domach, ze względu na niedołężność, będą zawadzać - z ubolewaniem stwierdza pani z administracji oddziału. Kapelan zaś wspomina, jak w innym szpitalu babcię i dziadka oddawano nawet na psychiatrię. I zrobił tak między innymi człowiek, który mienił się demokratą i głosił powszechną tolerancję. Wolność dla wszystkich, ale nie dla chorej matki.

Środa


Dwudziestoosobowa i niemalże tak wypełniona winda jedzie z E0 na E7. Zatrzymuje się na E1. Można do niej wejść z prawa lub z lewa. Z jednej strony wchodzi młoda, wysoka kobieta w białym fartuchu. Z drugiej, pani w sile wieku, z nienaganną fryzurą i bukietem róż w ręce. Krzyczy: szukałam pani doktor i przedziera się przez stłoczonych w windzie pasażerów w piżamach, szlafrokach i cywilów w płaszczach i kurtkach. Zaczynają się całusy, ochy i achy. Kwiaty przechodzą z jednych rąk do drugich. I nagle, nie wiadomo skąd w ręce wdzięcznej pani pojawia się okryta w ozdobny materiał, zawiązana kokardką, butelka alkoholu. Uśmiechy trwają nadal, ale na twarzach pasażerów wagonu rysuje się przynajmniej zdziwienie. Pani doktor oświadcza, że nie trzeba, że chciała być traktowana jak w rodzinie, a tu jest traktowana jak obca. W końcu butelka również zmienia właściciela. Winda się zatrzymuje, większość wychodzi, ale z nieodpartym wrażeniem, że są obcy i chcą być jak najdalej od tej rodzinnej sceny.

Czwartek


- Cześć, Magda… No, mam rozciętą wargę, pozszywali mi ją. Ale to moja wina. To była głupota… Ile? Miałem dwa promile… Tak. Tamtemu nic się nie stało… Będziemy musieli zakończyć naszą współpracę. Prawo jazdy mi zabiorą, mówią, że na rok minimum… No, cześć.

Piątek


Pierwszy raz od dłuższego czasu zdenerwowałem się i zacząłem krzyczeć na kogoś. A wydarzyło się to, gdy mnie - człowieka z oddziału szpitalnego zaprowadzono do prześwietlenia rtg. Zasada jest taka: pacjent może wejść bez kolejki, bo jego wizyta została wcześniej ustalona pomiędzy lekarzem a rejestracją rtg. Czyli miałem przyjść, wejść i wyjść. Tymczasem z bólem głowy i kręgosłupa czekałem już godzinę w wielkim, oszklonym i zupełnie zimnym korytarzu w piżamie i swetrze. Po tym okresie przyszedł inny pacjent z mojego oddziału i za minutę wywołano jego nazwisko. On się zdziwił, ja się zdziwiłem i choć do tej pory odmawiałem Koronkę do Miłosierdzia Bożego, teraz już mnie poniosło i poszedłem się upomnieć w rejestracji. Panie się trochę dziwiły, ale kazały czekać cierpliwie. Po pięciu minutach przyprowadzono kolejnego chorego z jakiegoś oddziału i znowu wszedł od razu do prześwietlenia. Wtedy nie wytrzymałem; po godzinie i piętnastu minutach podskoczyłem do okienka i zacząłem krzyczeć. Straszyłem, że pójdę na skargę do dyrekcji szpitala. Głupota z mej strony, ale… biedna służba zdrowia.

Sobota


Oddział elektryzuje zwycięstwo po blisko dwóch latach Adama Małysza w konkursach Pucharu Świata i jego nowy rekord skoczni w Harachovie. Mało który pacjent ogląda to w telewizji, bo odbiornik jest tylko w dyżurce pielęgniarek i prywatny w jednej sali, a tam goście u chorych, więc nie wypada…, ale wiadomości odbierane przez SMS-y podawane są z ust do ust i z sali do sali błyskawicznie.

Niedziela


Odwiedzili mnie dwaj biskupi.

Poniedziałek


Przed chwilą lekarz powiedział mi, że posiedzę do Wigilii. Wywalczyłem trochę krótszy pobyt, ale i tak uświadamiam sobie, że przesiedzę w szpitalu prawie cały Adwent. I rzeczywiście, to wołanie "Przyjdź, Panie Jezu" tutaj się ucieleśnia. Przez wizyty w pokoju szpitalnym księdza z sakramentami dochodzę po raz kolejny w życiu do wniosku, że to nie ja idę do Komunii, tylko On przychodzi do mnie.

Wtorek


Łapię się na tym, że śpiewam fragment pieśni z płyty Ewy Małas-Godlewskiej i Grzegorza Turnaua z kolędami i pastorałkami: tradycyjnymi i nowymi do tekstów współczesnych poetów. A ten fragment jest na mój czas i na mój stan: "Niech cię głowa już nie boli, niech cię żadna myśl nie trapi". Amen.

Środa


Szpital to - bardziej niż kościół w niedzielę - przekrój polskiej religijności. Tutaj widać jak na dłoni proporcje wszelkiego praktykowania i niepraktykowania. Niepraktykujący na widok księdza z Komunią wychodzą, odwracają się, nie przerywają lektury gazety, jednym słowem: dziękują serdecznie. A co najbardziej śmieszy? To, że do znudzenia powtarzają: ja, wie ksiądz, to w rodzinie też miałem księdza, już nie żyje; a inni to bywali w moim domu, ten i tamten; moja rodzina jest głęboko wierząca.

Czwartek


Dwugłos finansowy:
- Ty przyjdź na początku roku. Wtedy będzie kasa. Teraz przecież już na nic nie mają w szpitalu pieniędzy. Nawet na zwykłe badania. Dlatego nie pchaj się na oddział. Odczekaj i staraj się od nowego roku.
- Na wszystko mają pieniądze, tylko dla nas, pielęgniarek, nie.

Piątek


Drzwi. Istnieje tu chyba niepisana zasada, że chory nie potrzebuje spokoju. Rządzi hałas, który potęgują niekiedy goście odwiedzający pacjentów, ale jego początek znajduje się w działaniach salowych i pielęgniarek. Krzyczą do siebie na korytarzu, wchodzą do sal przez mocne naciśnięcie klamek i siłowe otwarcie drzwi, wychodzą zeń albo bez ich zamknięcia, albo z hukiem.

Sobota


Na dobre zaczął padać śnieg. Naokoło mówią, że w końcu święta będą prawdziwe. Mam swoje zdanie na ten temat. Coś mi się wydaje, że owi "meteochrześcijanie" znowu przepuszczą Boże Narodzenie między karpiem a sankami. Logiczne, naprawdę logiczne jest to, co w Biblii napisane, że "Przyjdzie Pan", bo On ciągle musi przychodzić. Ma do kogo.

Niedziela


- Ja się nie nazywam Kulczyk i nawet nie chcę być panią Kulczyk, ale mam leżeć na korytarzu? - powtarza z rozżaleniem starsza pani w różowych baletkach z różowymi kokardkami.

Poniedziałek


Odwiedzili mnie po raz kolejny uczniowie z mojej szkoły. W recepcji przy wejściu pytają o księdza Tomasza Słomińskiego.
- Jest w kaplicy - usłyszeli. - Ale on leży tutaj - zdziwieni odpowiadają. - Jest w kaplicy - jeszcze raz odpowiedź. - On jest chory, leży na oddziale i nazywa się tak a tak. - Ach, trzeba tak od razu. I pan podał piętro i numer pokoju.
Proszę, pomyślałem na dwoje: pozytywnie - ludzie kojarzą księdza z kościołem, sceptycznie - z niczym innym już nie, nawet z chorobą? A przecież ja nie anioł.

Wtorek


Kapelan mówi, że nocne wezwania do chorych są często zależne od faz Księżyca. Nie wiem, co o tym myśleć. Natomiast zwierza się, że są tygodnie, w których każdej nocy odbiera telefon ze szpitala. Rekord? Jednej nocy pięć wezwań. - Mogłem przeczekać w moim pokoju przy kaplicy, ale skąd miałem wiedzieć, że będzie następny?

Środa


Idę do domu. Wydarłem lekarzowi dwa dni, który myślał oddać mnie światu w samą Wigilię. Wracam. Byle mądrze i konsekwentnie, jak trzej mędrcy… z daleka.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki