Jezus na topie

Medialna osobowość Bożego Syna jest sprawą dyskusyjną.

Nie miał prawa być człowiekiem medialnym. Ale nim jest.



Początek trzeciego tysiąclecia. Dobra Nowina dla mas, katohickie media, Kościół w Sieci, parafia w Internecie, SMS-y od księdza - nikogo już to nie dziwi. Wprawdzie jeszcze raz po raz media przedstawią księdza z komórką jako swoistą osobliwość i dziennikarze zadadzą...
Czyta się kilka minut
Medialna osobowość Bożego Syna jest sprawą dyskusyjną.

Nie miał prawa być człowiekiem medialnym. Ale nim jest.

Początek trzeciego tysiąclecia. Dobra Nowina dla mas, katolickie media, Kościół w Sieci, parafia w Internecie, SMS-y od księdza - nikogo już to nie dziwi. Wprawdzie jeszcze raz po raz media przedstawią księdza z komórką jako swoistą osobliwość i dziennikarze zadadzą prowokacyjne pytanie, czy można się spowiadać przez Internet, ale to nieobecność Kościoła w mediach uznana zostałaby za błąd. Nie odwrotnie. I jeszcze Papież, który na mediach i się zna, i je szanuje, i je lubi, i nieźle z nimi współpracuje, choć mu za to nie płacą.

Na wyłączność

Gdyby dzisiaj Jezus umierał w środku Wielkiego Miasta, wystrzelonych w niego byłoby tysiące obiektywów kamer i aparatów fotograficznych, a niejeden reporter dla pięciu minut sławy uśmierciłby go na papierze lub ekranie wcześniej niż zrobiłby to kat. Raz w życiu przecież dane jest człowiekowi widzieć śmierć tysiąclecia i innemu człowiekowi (milionom!) ją pokazać.

Gdyby dzisiaj Chrystus rozpoczynał publiczną działalność, znalazłaby się stacja telewizyjna, która chciałaby zarejestrować na wyłączność pierwsze Jego zdanie "Bliskie jest Królestwo Boże, nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię", a inna wpadłaby na pomysł, by z Jego życia uczynić telenowelę dokumentalną. To nie jest katolicka fikcja. Tak mogłoby być, gdyby wcześniej nie było zupełnie inaczej.

Może być tak

Jak było? Nijak, bez kronikarskich wyścigów. Skąd to wiemy? Z Ewangelii, która powstała w długie lata po śmierci Głównego Bohatera. Ale czytają ją coraz to nowe pokolenia, zachwycają się nią i szukają w niej sensu życia i celu zbawienia. Czyli można się obyć bez zamieszania, bez skandalu i bez rozgłosu?

Można i nie można. Może być tak, że człowiekowi nie zależy na zamieszaniu, skandalu i rozgłosie, a wtedy, gdy okaże się Drogą, Prawdą i Życiem, wszystko to ma zapewnione: i zamieszanie, i skandal, i rozgłos. Z prostoty człowieczego życia na ziemi, jakie przyjął Boży Syn, zrodziło się iście rewolucyjne zamieszanie na palestyńskich drogach i bezdrożach, z pokory życia oddanego aż po śmierć zrodził się skandal Krzyża, a z nadziei poranka wielkanocnego urzeczywistnił się rozgłos, zwany Dobrą Nowiną. Ale obyło się bez dobrodziejów i mecenasów, sponsoringu i lobbingu.

Człowiek medialny

W tamtych czasach nie można było być medialnym. W świecie pozbawionym mediów, jak je nowożytnie rozumiemy, nie mogły być spełnione warunki do zaistnienia medialnych gwiazd - nikogo to nie dziwi. Ale, skoro ktoś miał taką osobowość jak Jezus, to dzisiejszym językiem powiedzielibyśmy: medialny Gość. Skoro wytwórnie filmowe wciąż produkują filmy o Jezusie (od prostych kreskówek po prowokacyjne dzieła zmanierowanych twórców), skoro każdy gatunek współczesnej muzyki rozrywkowej zna chrześcijańskie przeboje, a wyszukiwarki internetowe znają hasło "Jezus", to był i jest On medialny.

Przecież o tym właśnie mówi sformułowanie "człowiek medialny" - taki, którego kochają wszystkie "okienka" na świat, bez którego one nie byłyby tym, czym mają być. Nie on musi zabiegać o pojawienie się w informacjach, przekazach czy plotkach, ale to one chcą Go mieć, bo dzięki Niemu żyją. Dlatego Jezus nie musiałby zabiegać o obecność w mediach. One zabiegałyby i robiłyby wszystko, aby Mistrz z Nazaretu nie chciał z propozycji zrezygnować.

Public relations

Upieram się przy tym sformułowaniu, choć wiem, że jest różnica pomiędzy Jezusem - Człowiekiem medialnym a Michałem Wiśniewskim - również człowiekiem medialnym. Jest również różnica między Jezusem - Człowiekiem medialnym - a Janem Pawłem II - człowiekiem medialnym. Co do tego nie mam wątpliwości. Różne są bowiem środki, jakimi te osoby dysponowały lub dysponują. Czym dysponują dzisiejsze gwiazdy telewizyjne, ludzie popkultury, sportu i polityki? Nie trzeba wyjaśniać. Wystarczy wspomnieć, że obok osobowości i pewnych wrodzonych lub wytrenowanych cech posiadają zastępy ludzi, którzy pracują w przeróżnych biurach prasowych i agencjach public relations.

Co miał Chrystus? Własne nogi, które nieść mogły Go na miarę ludzkich sił i politycznych granic oraz wieść gminną, która niosła wiadomości o cudotwórcy i nauczycielu do najdalszych zakątków (pamiętajmy o ówczesnym rozumieniu krańców świata).

On był

Tak naprawdę Jezus miał siebie. On był Słowem (przez które wszystko się stało). On był Obrazem (Boga niewidzialnego). On był Prorokiem (jakiego nie było w Izraelu). On był Prawdą (która wyzwala). On był Drogą (do Ojca). On był Życiem (wiecznym). On był Światłością (na oświecenie pogan i chwałę ludu izraelskiego). On był Sługą (Jahwe). On był Ofiarą (przebłagalną za nasze grzechy). On był Kapłanem (nowego przymierza). On był Miłością.

On był. On miał siebie, bo On Jest. I ponad wszelkie, powiedzielibyśmy, multimedialne możliwości, był sobą, w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Bez retuszy, poprawek i komputerowych tricków. Z tych samych powodów też zginął, ale ta śmierć przyniosła życie całemu światu.

Na topie

Ponieważ On Jest, ten świat, który kilkakrotnie zdążył ogłosił śmierć Boga, nie umie bez Niego się obejść. Nie umie przeżyć tygodnia bez jednego wspomnienia o Jezusie, bez wyrażenia niezgody na Jego prawo, na Jego etykę, na Jego wymagania. Bez prowokacji, ośmieszenia i wyrzucenia poza nawias. Ten świat nie umie zapomnieć Mu tego, że żyje. Umarła już wielokrotnie "śmierć Boga", "lecz z Tej śmierci życie tryska".

Paradoksalnie, ta niezgoda na życie Jezusa, niczym nowe jego krzyżowanie, rodzi nowe Nim zainteresowanie. I nie wdając się w dyskusje z socjologicznymi statystykami na temat religijności i nie polemizując z przerażającymi tendencjami w praktykowaniu wiary przez współczesnych, możemy śmiało powiedzieć, że to On jest zwycięzcą. To On jest na topie.

Coś mówi

Medialna osobowość Jezusa z Nazaretu jest sprawą dyskusyjną. Wielu boi się takiego określenia w stosunku do Bożego Syna. Oddając im szacunek, pozwalamy się nie zgodzić z ich lękami. Jezus jest postacią, której media nie mogą zlekceważyć. Jest medialny nie tylko w mediach katolickich. A to coś mówi.

Kościół w świecie współczesnym, który obdarzony łaską wiary nie może żyć bez radości i nadziei, nie może nie naśladować Jezusa Chrystusa. Nie wierząc w media, ale i nie zrzucając wszystkiego, co źle się dzieje, na media, trzeba zaufać, że człowiek z mikrofonem nie jest Judaszem, a błysk flesza nie jest sprawką Lucyfera.

Po rozum do głowy

To zaufanie rodzi się oczywiście z fundamentalnego zaufania Panu Bogu i bez Niego nie będzie żadnego innego. Nie ufasz Bogu, nie zaufasz własnej żonie i własnemu biskupowi. Nie ufasz, będziesz widział wokół siebie tylko zło i poszukiwał przykładów zła dla udowodnienia istnienia zła. Nie ufasz, wszystko będzie ci się źle kojarzyć, telewizja, reklama, wyszukiwarki internetowe.

Jak z tym żyć? Nie da się. Apostołowie po śmierci Jezusa poszli po rozum do głowy i odbywszy rekolekcje w wieczerniku, wyszli do tego świata, który sprowokował i wyreżyserował śmierć Mistrza. Nie pielęgnując bólu i żalu, na własnych nogach zanieśli Dobrą Nowinę także do tego kraju, w którym wydaje się katolickie tygodniki w kilkusettysięcznym nakładzie, gdzie religijne rozgłośnie radiowe gromadzą miliony słuchaczy, a telewizyjne okienko pokazuje modlących się w imię Jezusa wiernych. Czy to mało?

Zawsze za mało, bo nie tylko o to chodzi. Chodzi przecież o to, by zostać świętym, tzn. być z Panem na wieki w niebie. Ale jeśli istnieją możliwości kontemplowania oblicza Chrystusa przy pomocy mediów, to dlaczego ich nie wykorzystać? Czy Jezus na górze (na topie) może mieć coś przeciw temu?

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 38/2003