Logo Przewdonik Katolicki

Zaświtał czas

Kalikst Nagel
Fot.

I zaczął się, jak co roku, Adwent - czas radosnego oczekiwania na przyjście naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Jak co roku... No właśnie, to już takie powszednie, zwyczajne - oczekiwanie - dzień, jak co dzień - czas, jak czas. A co, jeśli to już ostatnie "jak co roku"? Cały świat już od miesiąca przygotowuje się do świąt Bożego Narodzenia!... Nie? Nie widziałeś?!? Od początku...

I zaczął się, jak co roku, Adwent - czas radosnego oczekiwania na przyjście naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Jak co roku... No właśnie, to już takie powszednie, zwyczajne - oczekiwanie - dzień, jak co dzień - czas, jak czas. A co, jeśli to już ostatnie "jak co roku"?


Cały świat już od miesiąca przygotowuje się do świąt Bożego Narodzenia!... Nie? Nie widziałeś?!? Od początku listopada coca-colę w telewizji rozwozi piękna ciężarówka ozdobiona zielonymi gałązkami świerków i pyzatą twarzą dziadka wszystkich dzieci - wesołego staruszka mieszkającego w Rovaniemi. Większość wystaw sklepowych przystrojona jest śnieżnymi gwiazdkami, watą śniegu, świerkowymi wieńcami i całymi łańcuchami, przyprawiającymi o oczopląs lampek. Co rusz potykamy się o zastępy sobowtórów staruszka wykorzystywanego w reklamach zdrowotnego odrdzewiacza i jego elfich pomocników. Przecież już jesteśmy gotowi! - owocnie ten Adwent nam płynie... Czy?...

Pamiątka i naprawianie życia


Rolą tego czasu nie jest jednak upstrzenie całej otaczającej nas rzeczywistości gwiazdkami, choinkami i mikołajami... Adwent pełni dwojaką rolę w życiu Kościoła - przygotowuje do dobrego, owocnego przeżywania pamiątki narodzin Jezusa, i, co jest pewnie jeszcze ważniejsze, przypominając nam o powtórnym przyjściu Pana w chwale, mobilizuje do nieustannego naprawiania życia. "Nie przeminie to pokolenie, aż się wszystko stanie" (Łk 21, 32) - aż Syn Człowieczy przyjdzie. Dzień ten (jakże często się na tym łapiemy!...) funkcjonuje w naszej świadomości jako coś nieuchronnego, ale dalekiego - prawie że nas nie dotyczącego... A on przecież przyjdzie niespodziewanie - "jak złodziej w nocy" (1 Tes 5, 2).

Algorytmiczna wiara


Szkoła, studia, praca, rodzina, przyjaciele - nabieramy rutyny. Nabożeństwa, Eucharystia, modlitwa - czy też? To tak łatwiej szablonowo podchodzić do życia, nawet religijnego, wstać, wymówić kilka słów, może nawet w czasie dnia wejść do kościoła na Ojcze nasz i Zdrowaś..., wieczorem odbębnić kilka, kilkanaście minut według ściśle ustalonego modelu, w niedzielę, po odświętnym śniadanku, z całą rodziną udać się na Mszę. Jak już taki "schemat życia duchowego" wejdzie w krew, to pamiętanie o wszystkich "religijnych obowiązkach" nie sprawia żadnego problemu... I nawet sumienie jest niby zupełnie czyste, a jednak... - czegoś tu brakuje.
Bo to jest schemat - algorytm. Tylko algorytm! A algorytmy są dobre do pisemnego mnożenia czy rozkładu liczb na czynniki pierwsze, nie do dążenia ku świętości. To jest algorytm - nie "z całego serca, z całej duszy i ze wszystkich sił" kochanie...

On pragnie miłości


Kiedy się kocha, o umiłowanej osobie myśli się cały czas - w każdej wolnej chwili, kiedy tylko można. Jedyną zaś rzeczą, której Bóg od nas oczekuje, jest właśnie miłość. Algorytmy Go nie interesują - Bóg nie jest maszynką, do której "wrzuca" się modlitwy. Bóg kocha nas i pragnie naszej miłości. Apel św. Pawła z Pierwszego Listu do Tesaloniczan: "Nie śpijmy przeto jak inni, ale czuwajmy i bądźmy trzeźwi!" (1 Tes 5, 6) trzeba by więc odczytać w tym kontekście: Odstąpmy od pozornej - "algorytmicznej" - wiary, a kochajmy prawdziwie, poświęcając Bogu swój wolny czas, do Boga dążąc, i w Nim znajdując siłę.

Rzeczywistość skrzeczy pod nosem


"Odstąpmy..." - to tak ładnie brzmi! Piękne słowa! W praktyce jednak jest trudniej... Ile to razy mówiliśmy sobie: "Od dzisiaj wszystko się zmieni - nie będę grzeszył, będę kochał Boga z całego serca, ze wszystkich sił i z całej duszy, a bliźniego jak siebie samego, zostanę świętym...", a rzeczywistość skrzeczała sobie pod nosem - małe niedoskonałości i drobne słabości. I właśnie dlatego dostajemy ten czas przygotowania, czas doskonalenia, aby był on nam pomocą w wypełnianiu tego "Od dzisiaj wszystko się zmieni..." Co zaś z tym czasem zrobimy, zależy już tylko od nas. Nie zostajemy jednak sami w przygotowywaniu, w oczekiwaniu... Kościół, przez swoją posługę, wspiera nas, daje wskazówki, jak żyć, pomagając nam trwać na czuwaniu…

Czuwanie


Czuwanie powinno przejawiać się ciągłym trwaniem w stanie łaski uświęcającej, dlatego też Kościół zwraca szczególnie w tym czasie uwagę wiernych na sakrament pojednania. Bowiem człowiek pojednany z Bogiem ma w sobie znacznie więcej światła - nadziei, znacznie więcej sił niż człowiek poraniony - swoim grzechem, swoją słabością, zadanym bliźnim bólem i, przede wszystkim, odtrąceniem Bożej miłości.
Modlitwa - szczera rozmowa z Bogiem, rozmowa, której potrzeba płynie z głębi serca, nie zaś słowa konieczne do wypowiedzenia, bo tak nakazuje harmonogram - algorytm zbawienia. Świadoma rozmowa zbliża nas do Boga - szczere wyznanie naszych trosk, żalów, przedstawienie naszych próśb, przeproszenie za całe wyrządzone zło i dziękczynienie za otrzymane dobro. To nie muszą być wielkie słowa - równie miłe Bogu, albo i nawet milsze, będą nasze odczucia, powiedziane przez nas - po prostu, zwyczajnie, jak przyjacielowi - bo też są one kierowane właśnie do najlepszego przyjaciela...
Największym dla człowieka zagrożeniem na drodze do zbawienia są pokusy tego świata - to one doprowadzają do zboczenia ze stromej, wąskiej ścieżki. Owszem - człowiek ma pełne prawo, by z dóbr ziemskich korzystać, byleby tylko ze środka, mającego nam na drodze do zbawienia pomagać, nie stały się one najpierwszym celem życia. Dlatego też Kościół zaleca nam jałmużnę - dobrowolne zrzekanie się przedmiotu pewnej, konkretnej przyjemności i ofiarowanie go komuś, komu brakuje, komuś w potrzebie.

Mrok poranka i ciemność wieczoru


W czasie Adwentu Kościół daje też coś szczególnego… Mrok poranka (lub, w niektórych parafiach, ciemność wieczoru), dojmujący chłód; wierni, trzymając w rękach zapalone świece, gromadzą się w kościołach, które właśnie w czasie tych Mszy Świętych emanują jakąś wyjątkową, niepowtarzalną atmosferą. To są właśnie roraty, w których uczestnictwo jest widocznym znakiem naszego czuwania - podobnie jak świece są widocznym znakiem niesionej w sercach nadziei - nadziei, która to przecież nas na te Msze prowadzi. Ta jedyna w swoim rodzaju atmosfera, umacniający serca dar Boga dla nas - Eucharystia, podtrzymująca łączność z Bogiem modlitwa, pieśni - to wszystko sprawia, że uczestnictwo w tym widzialnym znaku naszego czuwania umacnia nas w trwaniu na duchowym czuwaniu - nieustannym dążeniu do polepszania naszego życia.

Przyoblec się


Dwudziestego czwartego grudnia w nocy - za cztery tygodnie - przyjdzie do nas Jezus Chrystus - zjawi się w drewnianej szopce i naszych sercach. Kiedyś, nikt nie wie, kiedy - może za minutę, godzinę, jutro, za miesiąc, a może za siedemdziesiąt lat - przyjdzie do nas Jezus w pełni Swej chwały... A my mamy czuwać i być przygotowani na Jego przyjście, bo "nie przeminie to pokolenie, aż się wszystko stanie"... Mamy czuwać nie tylko w ten jeden dzień w roku, bo to jest jeszcze w miarę proste, ale każdego dnia... "Przyobleczmy się w Pana Jezusa Chrystusa..." (Rz 13, 14) na te cztery tygodnie, na całe życie...

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki