Logo Przewdonik Katolicki

Duch Małej Tereski

Natalia Budzyńska
Fot.

Amerykański film o życiu św. Teresy z Lisieux niespodziewanie odnosi sukcesy. Mimo że nie bierze w nim udziału żadna hollywoodzka gwiazda, w dzień premiery - 1 października - obejrzało go ponad 300 tysięcy widzów. Już "Pasja" Mela Gibsona pokazała, jak duża jest widownia dla filmów religijnych. Jednak "Pasja" oprócz tego, że posiadała wielkie nazwiska światowego kina, była poprzedzona...

Amerykański film o życiu św. Teresy z Lisieux niespodziewanie odnosi sukcesy. Mimo że nie bierze w nim udziału żadna hollywoodzka gwiazda, w dzień premiery - 1 października - obejrzało go ponad 300 tysięcy widzów.


Już "Pasja" Mela Gibsona pokazała, jak duża jest widownia dla filmów religijnych. Jednak "Pasja" oprócz tego, że posiadała wielkie nazwiska światowego kina, była poprzedzona wieloma dyskusjami w najpoczytniejszych amerykańskich gazetach. Najczęściej pisano o niej niepochlebnie, ale taka antyreklama też robi swoje - o filmie po prostu jest głośno. Film "Teresa: historia św. Teresy z Lisieux" jest pozbawiony podobnej otoczki, nie znajdziemy w nim ani jednego znanego nazwiska, ani jednej kontrowersji. Wystarczyło to, że powstał pierwszy pełnometrażowy anglojęzyczny film fabularny o "największej świętej czasów nowożytnych" - św. Teresie zwanej Małym Kwiatuszkiem.

Zwykła dziewczyna o niezwykłej duszy


Leonardo Defilippis, reżyser filmu "Teresa", dwadzieścia pięć lat temu przeczytał słynną autobiografię Teresy Martin "Dzieje Duszy", która ukazała się w druku po śmierci świętej. "Zawsze ta historia mnie intrygowała - wspomina. - Widziałem francuski film o jej życiu zrobiony dwadzieścia lat temu i choć kinematograficznie był ciekawy, nie poczułem, żeby oddawał prostotę i czystość Teresy. Zostałem jakby pociągnięty do tego, by zrobić film fabularny o jej życiu, ponieważ czułem, że znam ją jak przyjaciel. Teresa dotknęła mnie głęboko i wiedziałem, że jej historia znajdzie oddźwięk także u dzisiejszych widzów".
Leonardo Defilippis jest przede wszystkim aktorem. Rozpoczynał swoją karierę, grając sztuki szekspirowskie. Występował także w takich dramatach, jak: "Maksymilian: święty z Auschwitz", "Święty Jan od Krzyża" i "Święty Franciszek: Trubadur Bożego pokoju". "Teresa" jest jego debiutem reżyserskim. Scenariusz jest dziełem i owocem piętnastu lat pracy jego żony: Patti Defilippis. Początkowo miała to być kolejna sztuka teatralna, jednak po zmianie planów Patti podjęła się przełożyć ją na trudny język filmu. "Scenariusz prowadzi Teresę od jej wczesnego dzieciństwa do tragicznej śmierci na gruźlicę w wieku 24 lat. Obejmuje także intensywne, emocjonalne podłoże jej życia" - mówi Patti. To był pomysł jej męża, żeby pokazać w filmie bogactwo wewnętrznego życia Teresy w kontraście z rozpieszczonym "królewiątkiem" - jak nazywał ją jej ojciec (gra go sam Leonardo Defilippis). Pragnęli pokazać, że zwykła dziewczyna może mieć niezwykłe wnętrze. Wspólnie przyznają, że potrzebowali wielu cudów, by to marzenie stało się rzeczywistością. Defilippis, pracując nad scenariuszem, konsultowała się z wieloma karmelitankami, zakonnikami i innymi ekspertami od życia i duchowości św. Teresy. Jej wielkim pragnieniem i celem, do którego dążyła, było przekazanie duchowej obecności świętej w scenariuszu. Opierała się więc na pismach Teresy, przede wszystkim na "Dziejach Duszy" i "Ostatnich Rozmowach", w których siostra Teresy zapisywała wszystko, co ta powiedziała w ostatnich miesiącach swojego życia.
Leonardo i Patii Defilippis pokazali scenariusz producentowi Brianowi Shieldsowi i Lourdowi Ambrose'owi, który zgodził się być autorem zdjęć. Ambrose, który pracował przy ponad dwudziestu filmach, był zachwycony pomysłem: "Tam było wszystko, co może stworzyć wielki film! Interesujące osobowości, do których naprawdę można się przywiązać, dramatyczna opowieść, humor i patos, a także coś osobistego, intymnego i ekstremalnie czystego. Chciałem stworzyć taki obraz w tym filmie, który by okres romantyczny połączył z transcendencją i duchowością". Brian Shields, producent filmu, przyznał, że ten projekt to odpowiedź na marzenie jego życia. "Teresa naprawdę mówiła do mojego serca i chciałem być częścią filmu, który mógł poruszyć mnie tak głęboko" - mówi.

Aktorka zapatrzona w Teresę i Faustynę


Główną rolę gra Lindsay Younce, młodziutka aktorka, zupełnie nieznana szerszej publiczności. Właściwie nawet nie brała udziału w castingu do tej roli. Opowiada, jak występowała w przedstawieniu w swoim mieście, gdy ktoś z publiczności zaproponował jej, aby skontaktowała się z firmą Luke Film, ponieważ jest to niezależna katolicka organizacja filmowa. Wysłała tam taśmę wideo z nagraniem monodramu, chcąc zdobyć jakąś pomniejszą rolę. Nawet nie wiedziała dokładnie, kim była św. Teresa - trudno się dziwić, skoro wychowała się w rodzinie protestanckiej wspólnoty Kwarków, a na katolicyzm właśnie się nawróciła. Rodzice uprosili ją, żeby poczekała z chrztem do końca szkoły. Reżyser przesłuchał ponad sto aktorek ubiegających się o rolę Teresy, ale żadna go nie zadowalała i zupełnie przez przypadek zobaczył Lindsay Younce czytającą rolę Celiny (którą później dostała Jen Nikolaisen). Zaintrygowała go jej pokora, świeżość i prostota, ale też wewnętrzna pewność. Lindsay doskonale przygotowała się do roli, czytając wiele książek o św. Teresie, przede wszystkim "Dzieje Duszy", do której wracała kilkakrotnie. "Moje życie chrześcijańskie było bardzo książkowe, teologiczne. Ale duchowość Teresy pokazała mi inną stronę Kościoła katolickiego i sprawiła, że zakochałam się w Kościele w inny sposób" - mówi w wywiadach aktorka. Przed rozpoczęciem dnia pracy codziennie modliła się z reżyserem. Defilippis często powtarzał: "Robimy to dla Jezusa, robimy to dla Maryi, robimy to dla Teresy, aby ludzie mogli kochać tak, jak kochała Teresa".
Lindsay została ochrzczona, zaraz po zakończeniu zdjęć, w Portland przez tamtejszego biskupa Oregonu Johna Basila, który grał w filmie rolę papieża Leona XIII. Aktorka mówi, że obok św. Teresy fascynuje ją duchowość św. Faustyny i jej marzeniem jest przyjechać do sanktuarium w Łagiewnikach.

Autentyczny powiew


Mimo że film jest niskobudżetowy, pozbawiony hollywoodzkich koneksji, zaskakuje profesjonalizmem i dbałością o szczegóły. Część zdjęć kręcono na przykład w małych pokojach Muzeum Wiktoriańskiego, których ściany pokryte były autentyczną tapetą z epoki. Stwarzało to poważne problemy techniczne dla kamerzystów i oświetleniowców, ponieważ żaden sprzęt nie mógł nawet przez chwilę dotknąć ściany. Wszyscy przyznają, że mimo utrudnień dom ten dał wiele autentyzmu filmowi, przez to, że panował w nim duch tamtych czasów. Poza tym kręcono zdjęcia jeszcze w dwudziestu jeden innych miejscach, także we Francji i Rzymie. Dokładnie odtwarzano wszystko: od kostiumów, z których część - np. suknie małej Tereski - była stuletnimi autentykami z XIX wieku, po zbudowanie identycznych pomieszczeń Karmelu. Na przykład klasztorna jadalnia do złudzenia przypomina tę, którą znamy ze zdjęć Teresy: od wzorów na podłodze, po drewniany wystrój ścian. Wiele fragmentów kręcono w katedrze w Portland, której wnętrze doskonale oddawało majestatyczną wielkość Watykanu. Z powodu autentycznych wnętrz i strojów ujęcia Ambrosego przypominają malarstwo impresjonistów: bogactwo światła i kolorów pierwszego okresu życia Teresy. Druga część filmu pokazuje surowe i ascetyczne życie klasztorne, także niepozbawione malarskich ujęć. Autor zdjęć tak wspomina pracę nad filmem: "Mieliśmy wiele trudności, ale mówiłem Leonardowi: módl się, a ja zrobię wszystko najlepiej jak umiem. To cud, że ten film powstał. Większość filmów tego rodzaju ma finansowe kłopoty i upada w ciągu pierwszych trzech dni produkcji".
Reżyser podkreśla, że wprawdzie przy produkcji takiego filmu potrzebne są niezwykłe techniczne i artystyczne umiejętności, to jednak dla wszystkich, którzy przy nim pracowali, niezbędne było coś więcej: duch św. Teresy i poświęcenie, które pomogło znosić wszelkie przeszkody. "Wiele osób, które pracowały przy produkcji "Teresy" bardzo się zmieniło. Myślę, że byli zdumieni determinacją Leonarda, który chciał po prostu stworzyć rzetelny portret zdumiewającej młodej kobiety, która kochała Boga. Ten duch miłości naprawdę dotknął każdego z nas" - wspomina producent filmu.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki