Dobroczyńcy z zakrytymi twarzami

Z badań przeprowadzonych przez Stowarzyszenie Klon/Jawor, zajmujące się monitorowaniem organizacji pozarządowych wynika, że ponad 60 proc. Polaków uważa, że w organizacjach tych często dochodzi do nadużyć. Z czego jednak bierze się tak duża nieufność do fundacji i stowarzyszeń, których najważniejszym celem jest przecież najczęściej niesienie pomocy drugiemu człowiekowi?



Trzeci...
Czyta się kilka minut
Z badań przeprowadzonych przez Stowarzyszenie Klon/Jawor, zajmujące się monitorowaniem organizacji pozarządowych wynika, że ponad 60 proc. Polaków uważa, że w organizacjach tych często dochodzi do nadużyć. Z czego jednak bierze się tak duża nieufność do fundacji i stowarzyszeń, których najważniejszym celem jest przecież najczęściej niesienie pomocy drugiemu człowiekowi?

Trzeci sektor - tak mówi się często o organizacjach pozarządowych, akcentując ich odrębność i niezależność od działań państwa jako pierwszego sektora, oraz nastawionego na zysk biznesu (sektora drugiego). Podstawowe działania trzeciego sektora mają zatem charakter społeczny oraz niezarobkowy (non profit), a ich celem jest wypełnienie luki tam, gdzie państwo pozostaje nieskuteczne lub zupełnie wycofuje się z aktywności.

I rzeczywiście wielu fundacjom i stowarzyszeniom taka działalność udaje się znakomicie. Sukcesy Polskiej Akcji Humanitarnej, Caritas Polska, Fundacji Pomocy Wzajemnej "Barka" czy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy pokazują, że można skutecznie rozwiązywać problemy, z którymi nie radzi sobie państwo.

Jednak niemało także w naszym kraju fundacji o niejasnych powiązaniach, zakładanych dla załatwiania ciemnych spraw lub z czystej chęci łatwego zarobku pod przykrywką niesienia pomocy innym. Afery związane z wieloma takimi organizacjami, fikcyjne zbiórki, fałszywi domokrążcy - wszystko to psuje wspaniałą pracę, jaką wykonują tysiące społeczników i wolontariuszy.

Prawo i bezkarność

Przyczyn zła dziejącego się w wielu fundacjach należy szukać z całą pewnością w nieskuteczności polskiego prawa. Zobowiązania prawne nakładane na fundacje są tak naprawdę znikome. Jedynym namacalnym dowodem kontroli ze strony państwa jest obowiązek składania przez fundacje corocznego sprawozdania ze swojej działalności przed właściwym ministrem, np. w przypadku fundacji wspierających szpitale taki dokument trafia do Ministerstwa Zdrowia.

Rozporządzenie z 1991 roku określa zakres takiego sprawozdania, w którym powinny się znaleźć m.in. informacje o uzyskanych przychodach fundacji z wyodrębnieniem ich źródeł.

Praktyka pokazuje, że są to jedynie papierowe ustalenia. Nie dość, że przepisy prawa nie przewidują specjalnych sankcji za niedopełnienie tego obowiązku, to nie istnieją także zapisy umożliwiające przeprowadzenie bezpośredniej kontroli działalności fundacji. Niestety zniesiono obowiązujące kiedyś przepisy pozwalające właściwemu ministrowi na szczegółowe nadzorowanie działalności finansowej i gospodarczej fundacji, a także badanie sposobu wykorzystania przez nią posiadanych funduszy.

Teoretycznie też na mocy ustawy o fundacjach powinny one podawać do publicznej wiadomości swoje sprawozdania, ale jednocześnie nie określono, w jakiej formie mają to czynić. W ten sposób powstał kolejny martwy zapis.

Do tego dochodzi organiczna wręcz niechęć większości ministerstw do kontrolowania działalności fundacji. Kilka lat temu kamery telewizyjne pokazały stosy nieprzeczytanych i nikomu niepotrzebnych raportów, zalegających w piwnicach Ministerstwa Pracy. To najlepszy przykład tego, że ministerstwa traktują nadzór nad fundacjami jako przykry dodatkowy obowiązek, który, nie wiedzieć czemu, został przekazany zapracowanym urzędnikom przez "nieroztropnego" ustawodawcę.

Taka sytuacja musi działać demoralizująco. Jeśli bowiem brakuje w praktyce kontroli, rodzą się nieczyste zamiary, wynikające z poczucia bezkarności.

Pieniądze nie śmierdzą

Skoro zatem nikt tak naprawdę nie kontroluje fundacji, dlaczego nie można by pokusić się o "mały" zarobek?

Wiele fundacji rozwija działalność gospodarczą w tak wielkim stopniu, że na realizację celów statutowych nie starcza już czasu i - przede wszystkim - pieniędzy, które przeznaczane są na zupełnie inne sprawy. Takie organizacje to prawdziwe maszynki do zarabiania pieniędzy, korzystające z ulg i odpisów podatkowych, jakie wynikają z darowizn.

Badania nad sprawozdawczością fundacji za 2000 rok prowadzone przez Instytut Wymiaru Sprawiedliwości pokazały, że gros takich organizacji uzyskuje potężne zyski z działalności gospodarczej czy świadczonych przez siebie usług. Darowizny w takich przypadkach stanowią najczęściej po prostu zapłatę za wykonaną pracę. Jak bowiem inaczej wytłumaczyć przypadek jednej z fundacji, której celem statutowym było wspieranie badań archeologicznych, a która w badanym roku uzyskała 1,6 mln zysku, z czego na działalność statutową przeznaczyła 1 proc. swoich ogólnych wydatków?

Patologia wynika też z tego, że fundacje postrzegane są jako odbiorcy świadczeń pieniężnych, a nie ich dawcy. A nie taka jest przecież idea tych organizacji. Były dyrektor Śląskiej Kasy Chorych stworzył fundację, na którą koncerny farmaceutyczne wpłacały pieniądze, które były w istocie zakamuflowanymi łapówkami. To tylko przykład potwierdzający, jak bardzo korupcjogenny charakter ma wiele polskich fundacji.

Środowiskiem pozarządowy wstrząsnęła niedawno informacja o sprawie tzw. ekoharaczy.

Piętnaście osób zakładało stowarzyszenie "ekologiczne" (w przypadku stowarzyszeń nie ma nawet obowiązku sporządzania corocznego raportu, wymagane jest jedynie opłacanie podatków), które wyłudzało pieniądze od inwestorów, w zamian za odstąpienie od protestu przeciwko budowie centrum handlowego, zakładu produkcyjnego itp. Ten świetnie prosperujący interes jest obecnie przedmiotem śledztw prokuratorskich w całym kraju, a najbardziej znane przypadki takiej "działalności" miały miejsce w Warszawie, gdzie funkcjonuje Stowarzyszenie Przyjazne Miasto.

Jawność ponad wszystko

Przedstawiciele organizacji pozarządowych są zgodni co do tego, że absolutnie nieetyczne jest działanie fundacji związanych z politykami i partiami politycznymi. Tutaj najłatwiej bowiem o niejasne interesy i ciemne powiązania.

Skoro jednak fundację może założyć u nas właściwie każdy, to nie dziwi, że uczynił tak też premier Leszek Miller. Niemal od razu pojawiło się oczywiście grono darczyńców, którzy pośpieszyli z hojną pomocą dla łódzkich dzieci. Wśród nich znalazł się także Aleksander Gudzowaty, szef potężnego Bartimpeksu, który na premierową fundację wpłacił okrągłą sumę 100 tys. złotych.

Odruch serca? Kalkulacja polityczna? Łapówka? Tego się oczywiście nie dowiemy, ale już sama możliwość niejasnych powiązań biznesu i polityki musi rodzić moralnego kaca.

By zapobiegać takim patologicznym sytuacjom, niezbędna jest pełna jawność organizacji pozarządowych. Stowarzyszenie na rzecz Forum Inicjatyw Pozarządowych od kilku lat propaguje akcję "Bądź jawny! Wydaj raport roczny". Z kolei Karta Zasad Działania Organizacji Pozarządowych mówi o tym, że działalność merytoryczna i finansowa stowarzyszeń i fundacji jest działalnością jawną z uwagi na szczególną troskę o posiadane przez nie środki publiczne bądź pochodzące od osób prywatnych.

Przedstawiciele zdecydowanej większości organizacji pozarządowych doskonale zdają sobie sprawę z tego, że przypadki nadużyć dziejące się w niektórych fundacjach uderzają we wszystkie tego rodzaju organizacje. Stąd biorą się coraz liczniejsze próby wprowadzania standardów działania organizacji pozarządowych, które muszą wynikać z odpowiedzialności wobec osób lub instytucji korzystających ze wsparcia fundacji czy stowarzyszeń, jak również z szacunku dla wolontariuszy działających dla pożytku społecznego. Najważniejszym postulatem jest idea samoregulacji polegająca na respektowaniu przez organizację zasad, które sama zaakceptowała.

- Niestety są takie fundacje, które niechętnie dzielą się publicznie informacjami dotyczącymi przepływów finansowych i źródeł finansowania. Należą do nich na przykład fundacje założone przez prywatne stacje telewizyjne. One też niechętnie uczestniczą w działaniach podejmowanych przez inne organizacje pozarządowe, które mają na celu zwiększanie jawności i przejrzystości działania - mówi Tomasz Schimanek z Akademii Rozwoju Filantropii.

Proszki i komórki

Nikt oczywiście nie neguje dokonań Fundacji "Porozumienie bez Barier" czy Fundacji Polsatu, jednak ta niechęć do ujawniania kulisów działalności musi rodzić uzasadnione podejrzenia. Dlaczego pani prezydentowa unika przedstawienia listy sponsorów, skoro inne organizacje czynią to bez wielkich ceregieli? Czy to jedynie troska o ochronę prywatności darczyńców, czy też obawa przed ujawnieniem niejasnych powiązań? Dopóki nie będzie pełnej jawności, dopóty Polacy będą stawiali takie pytania.

Podobnie wygląda sytuacja w przypadku Fundacji Polsatu i jej akcji "Podaruj dzieciom słońce", która dzięki skutecznej kampanii telewizyjnej i współpracy z firmą Procter&Gamble potrafiła zebrać w ciągu czterech lat ponad 18 mln zł na poprawę standardów opieki medycznej dla polskich dzieci. To znakomity wynik.

"Kupując wybrany produkt, wspierasz akcję" - tak brzmi telewizyjna reklama. Szkoda tylko, że nie bardzo wiadomo, ile pieniędzy z konkretnego zakupu idzie na samą fundację. Reklama o tym nie wspomina.

Przedstawiciele firmy Procter&Gamble uważają, że te informacje nie są żadną tajemnicą, jednak nie widzą potrzeby umieszczania ich w reklamie.

- Każda zainteresowana osoba może zadzwonić na infolinię, której numer jest podany w reklamie i dowiedzieć się, ile pieniędzy wyda na akcję "Podaruj dzieciom słońce". W tej chwili przeznaczamy na akcję 0,7 proc. zysku ze sprzedaży każdego z siedmiu wybranych produktów, po cenach, w jakich kupują je od nas sprzedawcy - informuje Małgorzata Mejer z Procter&Gamble.

No i wszystko jasne. Czy jednak w trosce o dobro konsumenta nie powinno się od razu informować o tych warunkach? Po co ta cała tajność?

Analogiczna sytuacja występuje w przypadku zbiórek publicznych za pomocą komórkowych SMS-ów.

- Ustawa o zbiórkach publicznych jest bardzo rygorystyczna, szczególnie jeżeli chodzi o SMS-y. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji wymaga w takich przypadkach zgody operatorów sieci komórkowych na zrzeczenie się wszelkich opłat. A tę zgodę bardzo trudno uzyskać. W praktyce operatorzy przychylnym okiem patrzą jedynie na fundacje związane z koncernami medialnymi - mówi Małgorzata Śledziewska z Polskiej Akcji Humanitarnej.

To jest zresztą jeden z powodów, dla których PAH do tej pory nie może uruchomić zbiórki pieniędzy na akcję dożywiania dzieci "Pajacyk" przy pomocy SMS-ów.

Inne organizacje zmuszone są jednak obchodzić ustawę o zbiórkach publicznych i podpisują z operatorami umowy na sprzedaż usług przez SMS-y. W takim przypadku pieniądze przeznaczone na konkretną akcję charytatywną są umniejszane o 60-70 proc., jakie pochłaniają opłaty dla operatorów. Cierpi na tym konsument, którego nikt nie informuje, że jego szlachetny gest staje się jednocześnie okazją do zarobku dla innych.

Jak pokazują doświadczenia państw zachodnich, istnienie organizacji pozarządowych jest niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania demokracji. Jeżeli jednak nie zostaną wytworzone skuteczne mechanizmy kontrolne ze strony państwa i samych organizacji pozarządowych, afery wokół fundacji będą nadal gościć na pierwszych stronach gazet.

Być może tak potrzebnym lekarstwem stanie się obowiązująca od niedawna ustawa o organizacjach pożytku publicznego i wolontariacie, która przynajmniej w teorii daje możliwość bardziej szczegółowej kontroli tych organizacji. Oby tylko po raz kolejny nie skończyło się na papierowych ustaleniach.

Tomasz Schimanek, Akademia Rozwoju Filantropii

- Niezależnie od tego, czy traktuje się fundacje i stowarzyszenia pozarządowe jako podmioty publiczne czy też prywatne, moim zdaniem są one wyrazem woli i samoorganizacji społeczeństwa. Dlatego powinny poddawać się kontroli społecznej. I to należy uregulować prawnie. Państwo jako egzekutor prawa powinno kontrolować podstawowe elementy działalności organizacji pozarządowych, jednak najważniejsze zadanie spoczywa na nich samych. Kluczowe znaczenie powinna mieć więc samokontrola, a jej głównym elementem jest przejrzystość działania. W tej przejrzystości należy zatem ujawniać nie tylko wysokość wpływów i wydatków wraz z ich przeznaczeniem, ale także źródła, z których one pochodzą. W tej ostatniej kwestii panują kontrowersje w łonie samych organizacji pozarządowych. Osobiście uważam, że skoro darczyńca chce pozostać anonimowy, nie oznacza to, iż fundacja musi automatycznie ulec życzeniu ofiarodawcy. Mamy pełne prawo zapytać o przyczynę, dla której darczyńca chce pozostać anonimowy oraz rozpoznać powody, dla których tak się dzieje. Niekiedy zdarza się tak, że pieniądze pochodzą ze źródeł nielegalnych, a jeszcze częściej, że środki są całkowicie legalne, ale darczyńca ma coś na sumieniu, np. firma zalega ze składkami dla ZUS czy Urzędu Skarbowego i nie chce się rzucać w oczy. W takich przypadkach standardem powinno być niekorzystanie z takich pieniędzy.

Roman Trzaskowski, pracownik Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości, autor badań nad działalnością fundacji

- Praktycznie jedynym źródłem informacji o działalności fundacji jest sprawozdanie, jakie zobowiązana jest ona raz do roku przedstawić właściwemu ministrowi. Tymczasem, jak wynika z badań Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości, w 2000 roku uczyniła to jedynie co czwarta fundacja, wśród 4827 analizowanych. Wiele do życzenia pozostawia też jakość przesyłanych dokumentów. Spośród 407 szczegółowo przebadanych sprawozdań, blisko co drugie nie spełniało wymogów formalnych.

Państwo nie posiada skutecznych instrumentów oceny działalności fundacji pod względem ich zgodności z prawem i interesem publicznym. Jedyne, na czym może bazować, to wiara w rzetelność sprawozdania.

Właściwy minister odpowiedzialny za nadzór nad konkretną fundacją nie dysponuje też skutecznymi sankcjami. Teoretycznie organ nadzoru może złożyć do sądu wniosek o stwierdzenie niezgodności działania fundacji z prawem, jednakże nie wiąże się to z automatyczną sankcją prawną. Taki wniosek powinien być zresztą złożony już w przypadku nieprzedstawienia przez fundację sprawozdania w wymaganym terminie. Tymczasem dzieje się tak niezwykle rzadko, podobnie jak w przypadku wniosków o uchylenie przez sąd uchwał zarządu fundacji niezgodnych z jej celem, statutem i przepisami prawa. Właściwy minister może też wnioskować o zawieszenie zarządu i wyznaczenie przez sąd zarządcy przymusowego. Tyle, że jest to kłopotliwe dla samego ministerstwa, które musi znaleźć osobę chcącą dobrowolnie i bezpłatnie pełnić tę funkcję.

Wszystkie te przyczyny sprawiają, że ministerstwa bardzo niechętnie i tylko w najbardziej rażących przypadkach podejmują odpowiednie działania kontrolne. Przy bardzo liberalnej ustawie o fundacjach taki nadzór jest po prostu niezbędny.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 46/2004